wtorek, 22 lutego 2022

PIERWORODNY

W Starym Przymierzu. Ziemia i wszystko, co ona rodzi, należą do Pana, ponieważ Bóg jest jedynym źródłem i dawcą życia. Dlatego własnością Boga są w sposób szczególny przychodzący na świat ludzie oraz płody roli. Jako wdzięczność za te dary składane były zgodnie z Prawem Mojżeszowym ofiary z pierwocin: z pierwszego otrzymanego od Boga syna oraz z pierwszych płodów, które w danym roku się urodziły. Oczywiście wyjątkową wartością był pierworodny syn. On dziedziczył dwakroć tyle co następni. On należał całkowicie do Boga i dlatego wdzięczna za Samuela Anna, żona Elkany, oddała go na służbę do świątyni. Samuel stał się, rzec można, pierworodnym prorokiem w Izraelu. Z wdzięczności za pierworodnych, którzy byli własnością Boga, Izraelici składali ofiary niejako ich wykupu od Boga, pomni na to, co stało się za Mojżesza z pierworodnymi Egipcjanami, gdy pierworodni Izraelici ocaleli dzięki krwi baranka paschalnego. Była to oczywiście zapowiedź przyszłego Mesjasza, pierworodnego Syna Bożego, który miał być złożony w ofierze za wszystkich ludzi. Tylko On był Pierworodnym, którego ofiarę Bóg przyjął. Inni ludzie składali za swoich pierworodnych ofiary całopalne. O tym mówił tekst o synu Abrahama – Izaaku, który nie miał umrzeć jako ofiara, lecz zamiast niego miał być ofiarowany Bogu baranek uwikłany w zarośla. (Rdz 22) Ubogie rodziny w Izraelu zamiast baranków składały parę synogarlic lub dwa młode gołąbki. Jeden był ofiarą całopalną za syna, drugi ofiarą przebłagalną za oczyszczenie matki z trzydziestotrzydniowej nieczystości legalnej po wylaniu krwi podczas połogu. Taką ofiarę złożyła też Maryja z Józefem przybywszy z Betlejem do świątyni w Jerozolimie. Jezus był już wtedy obrzezany i zgodnie z Prawem nosił swoje imię. (Łk 2,21-24)     

Jezus. Jezus był ze wszech miar Pierworodnym: pierworodnym Synem Ojca w Niebie, pierworodnym Synem Maryi, pierworodnym i najważniejszym człowiekiem stworzonym przez Boga. Jego wstępną zapowiedzią był Adam, protoplasta grzesznej ludzkości, gdy Jezus jest protoplastą nowej, zbawionej ludzkości. On jest tym wyjątkowym ludzkim synem, który zasłużył sobie na miejsce w Niebie. Dlatego powiedziane jest, że Jezus jest pierworodnym spośród umarłych, pierwszym z nas, który umarł a potem zmartwychwstał i otrzymał pełnię darów od Ojca w Niebie. Za Jezusem dopiero idziemy my. Jesteśmy bowiem niejako kolejnymi dziećmi Boga, dziećmi którym Niebo się nie należy, ale możemy nim zostać  obdarowani dzięki Jezusowi – Pierworodnemu Synowi Ojca. Zauważmy, że cały proces naszego obdarowania przez Boga odbywa się według planu, którego osią jest właśnie Pierworodny. On ofiarowuje się za nas, zdobywa za nas zasługi przed Ojcem, a potem Ojciec dzięki Niemu zaczyna nas obdarowywać. Najpierw  dary Ojca otrzymuje Pierworodny, a potem te same dary otrzymujemy my. Niesamowite jest to, że Syn Boży jako Pierworodny dzieli się z nami wszystkim, co sam zasłużenie ma - do tak wielkiej godności jesteśmy przez Niego podnoszeni. Dzieje się to tak, że On idzie pierwszy, przed nami,  jest naszym przewodnikiem do pełni życia w Bogu, a my kroczymy za Nim. Jest tak najpierw, gdy chodzi o nowe życie: Jezus zmartwychwstaje pierwszy, my potem, przy końcu czasów. Jest tak, gdy chodzi o Ducha Świętego. Najpierw Jezus otrzymuje Jego pełnię, jeszcze w doczesności, podczas gdy my w doczesności otrzymujemy od Niego tylko Ducha pierwociny w przyjmowanych sakramentach. Jednak przed końcem czasów i na nas zostanie wylana pełnia Ducha Świętego. Wreszcie, gdy chodzi o świętość i doskonałość, to najpierw święty i doskonały jest On, Jezus, odbicie Ojca. Potem my jesteśmy przez Jezusa niejako „ciągnięci w górę”, do podobnej świętości. Zatem w swoim planie Bóg najpierw przygotowuje dla nas wzór Pierworodnego, a potem czyni nas zbawionymi na Jego podobieństwo.

Matka Boża. Matka Boża przez całe swoje ziemskie życie była świadkiem coraz to nowych rzeczy, które czynił Jej Syn Pierworodny. On wszystko, co dokonywało się na jej oczach, czynił po raz pierwszy i niespodziewanie: pociągał pasterzy, Mędrców ze Wschodu, prowokował agresję Heroda, przywoływał wystąpienia proroków takich jak Symeon czy Anna, okazywał wyjątkowe przywiązanie do Świątyni, a potem czynił pasmo znaków i głosił naukę, co doprowadziło Go na Kalwarię i do zmartwychwstania. Wszystko to Maryja widziała po raz pierwszy i zachowywała w swoim sercu na całe życie, ponieważ było to pasmo wydarzeń nowych, które działy się po raz pierwszy i jedyny – raz na całe życie Jej, nasze i całego świata. Bo On, Pierworodny  całego stworzenia, czynił wszystko to dla nas, jeden raz i nigdy się w swym działaniu nie powtarzał.

Jeden też raz maleńki Jezus stanął na drodze Symeona, by ten wypowiedział nad Nim słowa proroctwa, które stały się drogowskazem Maryi na całe życie:

Teraz, o Władco, pozwalasz odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela. A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą – a Twoją duszę miecz przeniknie – aby na jaw wyszły zamysły serc wielu. (Łk 2, 29-35)

Duch Święty natchnął Symeona tak, że wśród wielu ludzi na terenie Świątyni rozpoznał tę jedną rodzinę z niemowlęciem. Gdy ktoś, kogo zupełnie nie znasz, wygłasza słowa od Boga, wtedy stają się one czymś poruszającym. Znają to doświadczenie także ludzie, którzy doświadczają mocy Ducha w Kościele, w jego wspólnotach charyzmatycznych. Takie słowa prorocze bywają ogólne, czasem ogólnikowe, a jednak, jeśli w nie wierzymy i zachowamy je w sercu, wtedy okazuje się, że w nich mieści się całe nasze późniejsze życie. Tak było też z Maryją. Znów słyszała to samo, co od Anioła, że jej Syn jest tym zbawieniem, które Bóg przygotował wobec wszystkich narodów – Żydów i pogan. Taka zapowiedź, biorąc pod uwagę realia polityczne, nie była wcale oczywista. Matka Boża nieustanie cierpiąca z powodu swej trudnej misji bardzo potrzebowała takiego umocnienia. Jej Syn będzie zbawicielem wszystkich, dlatego Ona nie może się dziwić, że Jego życie a z Nim Jej życie będzie wyjątkowe, pełne trudu i zaskakujących wydarzeń. Ta ponawiająca się pewność, że Oni idą razem do czegoś jedynego i wyjątkowego, była dla niej jakże krzepiąca.

Ale Duch Święty powiedział Jej przez Symeona jeszcze o tym, że działanie Jezusa w przyszłości odmieni całkiem porządek świata. Była to zapowiedź długofalowa. Upadnie porządek Starego Przymierza i powstanie Nowe Przymierze. Przyszłość Jej Syna będzie pełna nienawiści i prześladowania ze strony tych, którzy będą upadać, a Ona w tym upadku doświadczy wyjątkowego osobistego bólu. Będzie to ból Matki tracącej Syna, ale ta śmierć Jezusa stanie się objawieniem i osądzeniem zamysłów serc ludzkich. Pokaże, kto w tym przełomowym momencie będzie człowiekiem Bożym i pójdzie naprawdę za Bogiem, a kto od Boga odpadnie. Duch zapowiedział więc to, co jest znamieniem kryzysów wszystkich czasów, a także czasów ostatecznych. Pokazał, że musi dokonać się sąd nad światem i objawią się ci, co stoją przy Bogu, a nie tylko przy zewnętrznej tradycji. To jest proroctwo aktualne wtedy dla Matki Bożej i dziś dla nas, i po wszystkie czasy.

Czekanie na spełnienie proroctw. Tekst ewangelii Łukasza, który przeczytaliśmy, pokazuje w Osobie Matki Bożej jak należy przygotowywać się na zapowiedziany przez Boga czas. Oto Duch zapowiada coś nowego, przełomowego i na Jego słowa przychodzi Pierworodny. Ma być dawcą nowego porządku, jakiejś przemiany, odnowy, nawrócenia. Zapowiadają Go słowa zupełnie nieznanych proroków, a Maryja nie jest przerażona, ale  przyjmuje słowo do serca i kontynuuje swoje życie. Podejmuje je z Jezusem w Nazarecie i jest w Niego wpatrzona. Widzi to, co zapisał Łukasz, że Dziecię rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim. (Łk 2, 40) Jezus przestaje być mały, nabiera mocy i jest coraz mądrzejszy, a Ona widzi w Nim pełnię Ducha Świętego i jest pewna, że to On dokona tego, co Bóg zapowiedział. Wie, że Jej Syn Pierworodny przyniesie całemu światu już nie tylko pierwociny, ale pełnię darów Bożych: Odkupienie, nowe życie i Ducha Świętego, który spłynie w pełni na cały świat za Jego sprawą zgodnie z proroctwem Joela. (Jl 3,1) Maryja wie, że Duch Święty jest Panem świata, więc nie boi się przyszłości, tylko jest wpatrzona w Jezusa.

Diakon Jan 

poniedziałek, 10 stycznia 2022

OBJAWIENIE PAŃSKIE 2022

Mesjasz Izraela. Bóg objawił się Abrahamowi zapowiadając, że jeśli uwierzy, opuści rodzimą Chaldeję, wyruszy do Ziemi Obiecanej i tam się osiedli, otrzyma w darze Kanaan (Rdz 15,18) i stanie się ojcem mnóstwa narodów (Rdz 17,2), a jego potomstwo będzie liczne jak gwiazdy na niebie. (Rdz 22,17) I tak się stało. Takie były początki Izraela, narodu wybranego, którego królem jest Bóg, a Bożym przedstawicielem ziemski król – Dawid, a po nim jego potomkowie. Wśród potomków Dawida, najważniejszym i sprawującym ostateczną władzę ma być Mesjasz - Pomazaniec, którego pierwszy zapowiedział prorok Natan współczesny Dawidowi. Mesjasz miał być królem Izraela, choć później, zwłaszcza w czasach powrotu z niewoli babilońskiej, pojawiały się proroctwa o tym, że Mesjasz zgromadzi wokół siebie także narody pogańskie. Na przykład autor trzeciej części Księgi Izajasza napisał o Mesjaszu: I pójdą narody do twojego światła, królowie do blasku twojego wschodu. Wtedy zobaczysz i promienieć będziesz, a serce twe zadrży i rozszerzy się, bo do ciebie napłyną bogactwa zamorskie, zasoby narodów przyjdą ku tobie. Zaleje cię mnogość wielbłądów – dromadery z Madianu i z Efy. Wszyscy oni przybędą z Saby, zaofiarują złoto i kadzidło, nucąc radośnie hymny na cześć Pana. (Iz 60,3-6) Nadzieje Izraela bywały nie tylko lokalne ale także uniwersalne. Jednak, gdy się okazało, że po powrocie z wygnania do Palestyny Żydzi nadal żyli przeważnie w podległości obcym imperiom: perskiemu, greckiemu czy rzymskiemu, wtedy ich pragnienia coraz bardziej kierowały się ku Mesjaszowi – wyzwoli­cielowi od zależności politycznych. I gdy jedni mieszkańcy Jerozolimy wiwatowali Jezusowi z palmami w rękach, inni bali się, że sprowokuje gniew okupanta.

Jezus Mesjaszem także pogan. Oto dlaczego Jezus, nauczając w miastach Palestyny, wyraźnie unikał wszelkich posunięć, które mogłyby sprowadzić na Niego posądzenie o działania polityczne. W swej misji religijnej skupiał się na Żydach, a oni nazywali go swoim Rabbi, to znaczy Nauczycielem, gdy tymczasem poganie – Grecy, Rzymianie i inni nie wyznający religii Żydów mieli do Jezusa stosunek pełen dystansu. Unikali bliższego kontaktu w obawie, że jako gorliwy Żyd będzie się obawiał rytualnej nieczystości. Święty Jan odnotowuje, że nawet prozelici greccy chcąc tylko ujrzeć Jezusa szukali pośrednictwa apostołów. (J 12,21) A jednak Jezus nie unikał pogan jak inni Żydzi. Czasem nawet wyprawiał się na ich tereny - w okolice Tyru, Sydonu, Dekapolu, czy Gerazy. Tam rozmawiał z innowiercami i czynił dla nich cuda. Uzdrowił córeczkę syro-fenicjanki, sługę rzymskiego setnika czy opętanego z Gerazy, żyjącego na cmentarzu, w pobliżu pastwisk, gdzie hodowano świnie - zwierzęta nieczyste (Mk 5,12). Pan Jezus nie tylko nie stronił od innowierców, ale w Samarii rozmawiał długo z pogardzaną przez Żydów samarytanką i to jej, nie Żydom, zapowiedział nadejście nowego kultu Boga: w Duchu i w Prawdzie. (J 4,23)

Rozumiejąc, że misja Jezusa wykracza poza Żydów, że umarł On na Krzyżu, by odkupić cały świat, apostołowie i Matka Najświętsza odnaleźli we wspomnieniach z Jego dzieciństwa pewne wydarzenie, którego dokładnego przebiegu nie znamy, ale jego sens dydaktyczny jest zrozumiały i mocny.  Otóż, krótko po narodzinach Jezusa w Betlejem, przybyli tam Mędrcy ze Wschodu, pogańscy astrologowie obserwujący gwiazdy i wierzący w ich związek z losami ludzi. Wierząc, że każdy król ma swoją gwiazdę, która wschodzi przy jego narodzeniu a spada po śmierci, doszukali się na niebie nowej gwiazdy narodzonego Króla Żydowskiego. Wobec wszechobecnego panowania Rzymu wydarzenie to było tak niezwykłe, że wyruszyli, by Króla odnaleźć i oddać Mu pokłon. I oni bowiem poczuli się Jego poddanymi. Ta pielgrzymka mędrców pogańskich do Jezusa wyraźnie korespondowała z przytoczoną zapowiedzią proroka Izajasza: I pójdą narody do twego światła, królowie do blasku twego wschodu. (Iz 60,3) Przybycie Mędrców stało się znakiem tego, że także poganie są spragnieni Mesjasza i gotowi na wielkie poświęcenie, długą drogę, by Go odnaleźć i uznać za swojego. Jest to świadectwo o tym, że poganie także bardzo potrzebują wybawienia od grzechów i Boga, który będzie ich kochał. Jest to świadectwo też o tym, że poganom bardzo, może bardziej niż Żydom, zależy na Mesjaszu.

I tak było w czasach apostolskich. Grecy i Rzymianie gremialnie przyjmowali naukę apostołów, przede wszystkim od św. Pawła, który zapisał: teraz została objawiona przez Ducha świętym Jego apostołom i prorokom [tajemnica], że poganie już są współdziedzicami i współczłonkami Ciała, i współuczestnikami obietnicy w Chrystusie Jezusie przez Ewangelię. (Ef 3,6) A dziś? A nam? Dziś może się wydawać, że wielu odstąpił ów zapał Mędrców, że już nam nie zależy na Bogu tak jak im. A jeżeli nam zależy, to czy nie bardziej zwracamy uwagę na zewnętrzne przejawy kultu, na instytucję, niż na Pana Jezusa? A przecież oni szli nie do świątyni, ale do Niemowlęcia zrodzonego małym Betlejem. Czy jest w nas ów zapał Mędrców, by osobiście spotkać się z Jezusem? Czy tak jak oni ochoczo podejmujemy wysiłek, by Go spotkać? Wielu z nas dziś uważa, że nie warto szukać Boga, skoro tak trudna jest wierność, miłość i modlitwa, więc rezygnują. A przecież Mędrcy przybyli z daleka, przybyli w obce środowisko. Zabrali bogate dary, narażali się, wypytywali, nie zważali na trud, a wszystko po to, by okazać miłość Królowi, którego jeszcze nie znali, który był maleńki i niepozorny. Ale oni wierzyli, że to Dziecię jest Królem, ich Królem i, że po pewnym czasie to się okaże wszystkim. Ich pogańska wiara w gwiazdy wskazywała im Jezusa i oni się jej trzymali, a trzymając się jej bynajmniej się nie zawiedli.        

Wiara pogan i Duch Św. wpływający na ich serca. Choć poganie byli daleko od poznania prawdy o Bogu, choć ich wiara była w gruncie rzeczy skromna, to jednak Bóg sprawił, że i ona przywiodła ich do poznania Prawdy. I nie tylko wiara przywiodła ich do Boga, ale spotkanie z Bogiem wpłynęło dogłębnie na ich życie. Najpierw dla swojej wiary ponieśli wielki trud i ten trud stał się Bogu miły. Ofiarowali złoto, kadzidło i mirrę, które Bóg przyjął, a nawet zapowiedział przez Izajasza. Włożyli wielki wysiłek w wyprawę, ale przede wszystkim Bóg pokierował nimi, by dotarli na miejsce. Znakiem Bożego prowadzenia była gwiazda, którą widzieli cały czas przed sobą. Jest ona znakiem Boga, który oświetla drogę i prowadzi. Jest to znak Ducha Świętego, wymieniany często także w Apokalipsie. W opowieści o Mędrcach gwiazda jest znakiem tego, że Duch Święty działa także poprzez ich gwiazdy, w które oni wierzyli. Duch Święty działa także w ich sercach i ich wierzeniach. Gwiazda jest znakiem, że pogańska wiara, może także doprowadzić do prawdziwego Boga, jeśli zstąpi w nią Duch Boży, a człowiek będzie na tego Ducha otwarty. Dlatego w świecie współczesnym dalekim od chrześcijaństwa bądźmy pewni – także możliwa jest interwencja Ducha Świętego i nawet ci, co Ducha nie znają mogą być pewni, że On ich zna i dotrze do nich. I to się stanie.

Mędrcy byli spragnieni Króla Żydowskiego, a Duch Święty doprowadził ich do Niego, a potem towarzyszył im w powrotnej drodze, by nie wpadli w pułapkę Heroda i nie dali się zmanipulować. Wspaniałe są słowa ewangelisty Łukasza, kiedy pisze, że Mędrcy spotkawszy Jezusa zostali wyposażeni w moc Bożą i tak zmieniło się ich życie, że inną drogą udali się z powrotem do swojego kraju. (Mt 1,12) Inną niż w pierwszą stronę, już dobrą bo Bożą.

dk. Jan

  

 

 

 

 

 

NOWY ROK 2022

Boża Rodzicielka.

W dniu Nowego Roku obchodzimy uroczystość Matki Bożej - Najświętszej Bożej Rodzicielki. Matka Boża jest Kimś wyjątkowym. Gdyby ktoś chciał stworzyć wizerunek odzwierciedlający stopnie godności wśród świętych Osób w Niebie, to należałoby stworzyć pionowy tryptyk. Najwyżej stoi Pan Jezus – Bóg-człowiek. Najniżej mieszkają wszyscy święci. Jednak Matce Najświętszej należy przyznać miejsce nie ze świętymi, ale nad Nimi, w środku tryptyku. I trzeba podkreślić, że owe trzy poziomy nie są przeszkodą w relacji między tymi Osobami. Przeciwnie wszystkie One są połączone jedną, ogromną miłością jednoczącego Je Ducha Świętego. A jednak mimo tego Jezus jest Głową świętych a Maryja ma wśród nich  godność wyjątkową. Ta godność to wybranie przez Boga, aby dać ludzkości Jezusa i aby Jezus przychodzący do nas na świat, narodził się z Niej. Dlatego Maryja jest dla nas tak ważna. Jej ważność dla nas powiększa jeszcze fakt, że Pan Jezus z Krzyża, w krytycznym momencie swego życia, powierzył nas opiece Matki Bożej, a Ją samą dał nam jako bardzo bliską osobę – naszą prawdziwą Matkę. Dlatego każdy rok rozpoczynamy zawsze od uczczenia Matki Jezusa i naszej Matki, od powierzenia się Jej pod opiekę. Nasz związek z Maryją ma głęboki sens i wyjątkową wartość. Postaramy się to dalej wyjaśnić.

Co zatem wyjątkowego wydarzyło się w życiu Matki Bożej, że jest Ona tak cennym klejnotem, którym zostaliśmy obdarowani przez Pana Jezusa razem z darem Odkupienia? Otóż wydarzeniem, które wszystko to wyjaśnia było Zwiastowanie. W tym dniu do Maryi przyszedł Anioł Gabriel, aby Jej ogłosić:  Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego ocieni Cię, dlatego Święte, które się narodzi będzie nazwane Synem Bożym (Łk 1,35). Co powiedział Anioł, to miało się za chwilę w Niej dokonać, gdy tylko zgodzi się na udział w Bożym dziele. Kiedy Maryja zgodziła się i otworzyła na Ducha Świętego, wtedy On napełnił Ją, dokonał cudu poczęcia w Niej Jezusa i trwale zamieszkał w Obojgu. Teraz, od dnia Zwiastowania żyją w ciele dwie Osoby posiadające pełnię Bożego Ducha: Jezus, Syn Boży, Bóg-człowiek i Zbawiciel świata oraz Maryja - Jego Matka. Od tego dnia jest na świecie miejsce, gdzie Bóg przez Ducha Świętego przebywa osobiście. Duch Święty jest w Nim i jest w Niej. Po co? Po to, byśmy i my Go od Nich otrzymali. By Duch został wylany na nas, gdy po zmartwychwstaniu Jezusa będziemy już dziećmi Bożymi gotowymi Go przyjąć.

Dzieci Boże.

Kiedy Pan Jezus umarł na Krzyżu a potem zmartwychwstał, zdjął z nas przeszkodę uniemożliwiającą życie wieczne z Bogiem w Niebie. Każdy, kto uwierzy w Jezusa jako Zbawiciela zostaje uwolniony z niewoli grzechu i ma przystęp do Boga jako Jego dziecko. Dziecko Boże staje się bliskie Bogu, jak każde dziecko ludzkie jest bliskie ojcu i matce. Tę bliskość z Bogiem sprawia w nas Duch Święty, który mieszka w naszych sercach, podobnie jak najpierw zamieszkał w Jezusie i Matce Bożej. Dzięki dziełu Jezusa i wylaniu na nas Ducha Świętego staliśmy się dziećmi Bożymi, a będąc dziećmi Bożymi mamy możliwość wyjątkowo bliskiej relacji z Bogiem. Św. Paweł podkreśla sprawioną przez Ducha Świętego różnicę miedzy dzieckiem Bożym, a Bożym niewolnikiem:  Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg zesłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze! A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej (Ga 4,6-7). Niestety, wielu z nas mało korzysta ze swojego dziecięctwa z Bogiem. Wielu nadal czuje się niewolnikiem, nie mając poczucia i umiejętności życia w bliskości z Bogiem. Mamy do Boga stosunek pełen obaw, dystansu i zamiast spotykać się z Nim w ufności i miłości dziecka do rodziców, zatrzymujemy się na sztywnych ceremoniach. Ktoś powie, że Bóg jest Najwyższy i niestosowne byłoby spoufalanie się z Nim. A jednak Ten Najwyższy ma w nas swoje dzieci i chce, byśmy widzieli w Nim ojca i kochali Go jak ojca, a nie tylko wpatrywali się w Niego jak we Władcę. Nasza sytuacja jest bowiem specyficzna – jesteśmy dziećmi Najwyższego i to może być dla nas  trudne. A jednak właśnie po to mamy Ducha Świętego, by formował nas do tej wyjątkowej relacji. Wystarczy przywołać Ducha Świętego, który przecież nie jest daleko od nas, ale mieszka w nas – Bożych dzieciach, by z Nim zwrócić się do Boga Abba – Tatusiu. My jednak bardzo często żyjemy jak niewolnicy Boga. Boimy się Go, unikamy Go, mamy niechętny, pozbawiony zrozumienia stosunek do Niego, nie mieści nam się w głowie, że z Bogiem można być w bliskości a nie tylko kłaniać się Mu. Zaiste będziemy zakłopotani, gdy kiedyś, po drugiej stronie naszego życia, zobaczymy Jego otwartość, kiedy On rzuci się nam na szyję, jak ojciec synowi marnotrawnemu, który jak my zmarnotrawił miłość.

W chwilach trudnych.

Świadomość, że jesteśmy dziećmi Bożymi, nie niewolnikami, jest nam niezbędna zwłaszcza w chwilach trudnych, w obliczu niebezpieczeństw, chorób, pozornego braku perspektyw. W takim czasie potrzebujemy, by ktoś okazał nam miłość, gdy nikt nam jej nie okazuje. Gdy nie mamy już rodziców, gdy źle się układa w naszych małżeństwach, albo lękamy się o swoje życie. Czy wierzymy, że Bóg naprawdę może być Kimś nam najbliższym, Kimś kto potrafi kochać jak nikt z ludzi i potrafi zastąpić nam wszystkie braki miłości, zrekompensować każdy ciężar życia? Bóg przychodzi do nas z wielką miłością, lecz napotyka często postawę niewolnika, nie dziecka, postawę rezerwy, dystansu, postawę dla której obca jest myśli, że On mieszka w naszych sercach, że jest blisko nas w domu, w pracy, a nie tylko w kościele. Chodzi więc, aby zwłaszcza w chwilach trudnych ożywiać swoje dziecięctwo wobec Boga, aby przypominać sobie o Jego żywej obecności przy nas. Przewodnikiem w tym ożywianiu dziecięctwa, a wyzbywaniu się poczucia niewolnictwa jest Matka Boże. Ona nigdy, ani przez chwilę, nie była niewolnikiem. Zawsze była dzieckiem Boga w zażyłej miłości z Duchem Świętym mieszkającym w Niej. Dlatego Ona może nam pokazać, jak żyć jako dziecko Boże. Do Niej warto zwracać się zwłaszcza w chwilach najtrudniejszych. Na te chwile właśnie można polecić dwie wskazówki.

Dwie wskazówki.

Pierwsza wskazówka to: Gdy w sercu ciąży Ci kamień - lęku, zwątpienia, oddalenia od Boga, to znak, że osacza Cię działanie zła. Wtedy zwracaj się do Matki Bożej. Proś Ją o Ducha Świętego. Poddawaj się Jej błogosławieństwu. Powierzaj się Jej, bo Ona jest potężna, gdyż ma Ducha Świętego w sercu.

A druga wskazówka to: Gdy w sercu ciąży Ci kamień - lęku, zwątpienia, poczucia oddalenia od Boga, to znak, że osacza Cię działanie zła. Wtedy wołaj – BÓG JEST WE MNIE! Właśnie tak. To wołanie pozwoli Ci uświadomić sobie, że jesteś dzieckiem Bożym i Duch Boży w Tobie mieszka. Dzięki temu wołaniu Duch Święty odepchnie od Ciebie złego. Słowa te zadziałają jak egzorcyzm, pozwolą Ci odczuć, że Bóg jest w Tobie, że jest w nas, że jest w Kościele. On naprawdę jest z nami, jak zapowiada proroctwo o Emmanuelu (Iz 7,14), bo został nam dany przez zmartwychwstałego Jezusa, a potem, na przestrzeni historii Kościoła, jest wylewany także przez Matkę Najświętszą.

diakon Jan

poniedziałek, 3 stycznia 2022

MATKA BOŻA ŁASKI PEŁNA

Stworzenie a Duch Boży. Wszystko w świecie i w naszych sercach zaczyna się od stworzenia. A całe stworzenie zaczyna się od działania Ducha Świętego. Księga Rodzaju ukazuje początek wszelkiego działania stwórczego Boga od Ducha Świętego: Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami (Rdz 1,1-2). Również nasze życie zaczyna się od wlania w nas Ducha, jak jest powiedziane:  wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą (Rdz 2,7). Tchnienie to oddech, to ruach, to Duch, którego Bóg przelał z Siebie w nas, jakby tchnął swój oddech prosto w nasze usta. Tak Księga Rodzaju maluje podstawy naszej egzystencji, u których stoi Duch Święty. Zatem świat, w chwili swego narodzenia, najpierw zetknął się z Bożym Duchem i to On – Duch jest światu najbliższy. Jest On sprawcą stworzenia i, co więcej, stworzenie istnieje i żyje dzięki temu, że Duch przyszedłszy do nas już w nas pozostaje – mieszka. Gdyby choćby na chwilę Duch wycofał się ze świata, świat rozpadłby się i przestał istnieć. Duch podtrzymuje wszystko przy życiu. Z tego właśnie względu jest nam niezbędny - potrzebujemy Go jak powietrza.

Grzech. Ale po stworzeniu przyszedł grzech i wtedy życie Boże w nas, które miało być życiem wiecznym, zostało podkopane. A jednak po grzechu Duch nie odszedł od stworzenia całkowicie, bo wtedy zginęłoby ono nieodwracalnie. Przez grzech Duch został tylko ograniczony w swym działaniu na ziemi. Idąc za autorami prehistorii biblijnej widzimy, że, gdy człowiek stracił raj i drzewo życia, czyli niekończące się życie, wtedy tchnienie Boże – Duch pozostaje w nim tylko na pewien czas. Potem  człowiek powraca do prochu, z którego został wzięty czyli umiera. Pan rzekł: Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest istotą cielesną; niechaj więc żyje tylko sto dwadzieścia lat (Rdz 6,3). Można więc powiedzieć, że przez grzech człowiek ograniczył działanie Ducha Świętego w sobie i ograniczył swoje życie do doczesności. Utracił szansę na życie wieczne. Oczywiście do tej utraty ostatecznie nie doszło, ale tylko dzięki Bogu, który przez śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa pokonał grzech, przywrócił ludziom dziecięctwo Boże i z powrotem otworzył dla nich niebo. A jednak póki ludzie grzeszą i działa w świecie zło, Duch nadal jest ograniczany w swoim działaniu na ziemi, a stopień Jego działania zależy od naszej współpracy z Chrystusem. Mimo tego ograniczenia, co należy podkreślić, nawet u ludzi nie korzystających z Chrystusowego Odkupienia Duch Święty w jakimś w stopniu trwa i dzięki temu trwa ich życie. Należy przypuszczać, że nawet ci ludzie, którzy wybierają potępienie i w nim będą żyli, będą mieli nadal jakiś udział w Duchu, choć będzie On w nich bardzo ograniczony w działaniu. Bo gdyby opuścił ich całkowicie Duch przestaliby żyć.

Matka Boża. Matka Boża jest wyjątkowym stworzeniem Bożym i Duch Święty odgrywa w Jej życiu szczególną rolę. To właśnie Jej chcemy poświęcić niniejszy tekst. Matka Boża ma pełnię tych darów, jakie stworzenie miało od początku i nie powinno utracić. Ona otrzymała życie i Ducha Świętego nieograniczonego w swym działaniu, ponieważ była wolna od grzechu pierworodnego i nie popełniała grzechów osobistych. Dlatego jako jedyna z ludzi miała niekończące się życie i utrzymała je odchodząc z tego świata - nie jak ludzie, którzy umierają i ich ciało ulega rozkładowi. Ona jakby zasnęła, a jej ciało zostało przemienione w chwalebne i zabrane do nieba. Jej stan nazywa anioł Gabriel pełnią łaski (Łk 1,28). Anioł mówił też do Niej – Pan z Tobą, to znaczy, że w Niej w pełni spełniło się proroctwo Izajasza o Bogu żyjącym z nami w czasach mesjańskich. W Niej właśnie zamieszkał Bóg w całej pełni swojego Ducha. Jest to, używając dzisiejszego języka, stan łaski uświęcającej i niczym nieograniczone działanie Ducha w sercu. Maryja jest już w doczesności całkowicie zjednoczona z Bogiem i zachowuje to wyjątkowe zjednoczenie na całą wieczność. Obecnie w niebie jest tylko dwoje ludzi żyjących już w ciele chwalebnym i cieszących się pełnią zbawienia: Jezus człowiek i Syn Boży – zatem będący Kimś zupełnie wyjątkowym i mającym godność Boską, przewyższającą Matkę Najświętszą. Po Nim zaś jest Ona – pełna łaski, która otrzymała w darze wrodzoną czystość serca i pełnię Ducha ze względu na swoje powołanie jako Matki Boga. Nikt z ludzi, choćby bardzo świętych, nie dorównuje tym Dwojgu, nawet apostołowie, co nie znaczy, że ludzie nie mogą być, podobnie jak Maryja, zjednoczeni z Bogiem, co przecież dla wszystkich zapowiadał Izajasz nazywając Mesjasza Emmanuelem czyli Bogiem z nami (Iz 7,14). Bóg bowiem jest Pełnią Miłości, ale też ludzi chce po oczyszczeniu w pełni obdarować Sobą. Jezus służy nam, byśmy  zostali doprowadzeni do tego celu, a Matka Najświętsza służy Synowi, by dzieło Ojca, dla którego Jezus umarł zostało wykonane do końca. To jest misja Matki Najświętszej -  przez tę misję prowadzi Ją Duch Boży – sprawca wszystkiego we wszystkich.

Misja Matki Najświętszej. Matka Najświętsza znalazła łaskę u Boga (Łk 1, 30), by dostąpić zaszczytu wypełnienia powierzonej Jej misji Matki Zbawiciela. Została do tego wybrana i na to wybranie się zgodziła. Dla tej sprawy zstąpił na Nią Duch Święty, a Ona Go przyjęła, bo Duch Święty może działać tylko, jeśli człowiek Go przyjmie i pozwoli Mu. Maryja przyjęła Go bez zastrzeżeń, choć oznaczało to dla niej wyjątkowy trud i cierpienie przy Chrystusie.  Każda misja ludzka, na przykład prorocka,  wypełniana dla Boga jest dziełem Ducha i wymaga przyjęcia. Jezus również przyjął misję wzięcia na siebie naszych grzechów i poświęcenia życia dla ich zgładzenia. Przyjęcie to nastąpiło nad Jordanem, podczas janowego chrztu, gdy zstąpił na Niego Duch namaszczając Go na tę misję. Duch Boży namaszczał wszystkich ludzi posyłanych do spełnienia Bożej misji, co widoczne było już w Starym Testamencie, kiedy namaszczał proroków, królów i innych ludzi wybieranych przez Boga dla różnych celów. Jednak cel, dla którego Bóg wybrał Maryję, był jedyny i wyjątkowy. Dlatego zstąpienie Ducha na Nią jest też wyjątkowe. Spróbujmy to wyjaśnić.

Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego ocieni Cię (Łk 1,35). Przyjście Anioła do człowieka oznacza zawsze w Biblii potężne działanie mocy Bożej. Gabriel jest wysłannikiem prowadzącym stworzenie przez etapy Bożego dzieła. Gabriel stoi w raju z połyskującym mieczem, przychodzi do Maryi w dniu Zwiastowania i pojawi się przy końcu czasów. On to zapowiada i inicjuje wylanie Ducha na Matkę Bożą, a w Niej na Jezusa. Od tego wylania Ducha tych Dwoje posiada pełnię Ducha, który sprawia  poczęcie Jezusa, a potem żyje w Obojgu, by od Nich przelać się na ludzi po ich odkupieniu. Gdybyśmy mieli zapytać, jaki jest główny cel dokonanego przez Jezusa dzieła, odpowiedź brzmi – uwolnienie nas z niewoli grzechu (czyli otwarcie nieba), a potem wylanie na nas Ducha Świętego, by doprowadził do końca dzieło naszego wejścia do domu Ojca. Duch bowiem  rozprzestrzenia po świecie i ugruntowuje ludzką wiarę, prowadzi ich oczyszczenie (z grzechów i ich skutków - wad, złych skłonności) oraz uczy miłości. Bogu chodzi zatem o przywrócenie ludziom Ducha, którego mieli u początku.

Po zmartwychwstaniu Chrystusa Duch Święty wylewa się na świat, jednak dzieje się to etapami. Najpierw, w dniu Pięćdziesiątnicy, Duch spływa na Apostołów. Potem przez Apostołów i ich następców jest udzielany ludziom przyjmującym wiarę w Zbawiciela. Jednak na tym nie koniec wylewania się Ducha na świat, a Matka Boża też ma odegrać w tym dziele Ducha swoją rolę, ponieważ po Jezusie Ona jest druga, która nosi w sercu Pełnię Ducha i moc Najwyższego. Oto dlaczego rola Matki Najświętszej jest w Kościele tak wyjątkowa. Kiedy zwracamy się do Niej, Ona może prosić Jezusa jako Orędowniczka, przez wzgląd na relację Matki i Syna. Jednak nie tylko może Maryja. Ona ma znacznie więcej do wykonania. Nosi Ducha Bożego w sercu i może zwracać się wprost do Niego i posyłać Go nam. My też potrafimy modlić się za kogoś i wylewać na niego Ducha, a wtedy jest to nasza prośba do Ducha, by  działał. A Duch chętnie działa, bo jak pamiętacie, Jezus zapewnił: Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec z nieba udzieli Ducha Świętego tym, którzy Go proszą (Łk 11,13). Duch jest najchętniej udzielanym nam przez Boga darem. On jest darem nam najpotrzebniejszym, w odróżnieniu od różnych zachcianek, które często przedstawiamy Bogu w modlitwie. Jeżeli my możemy być dawcami Ducha to jaką Dawczynią Ducha jest Ona, najmocniejsza po Jezusie Jego posiadaczka.

Mieszkanie Ducha.  Duch Święty Mieszka w Ojcu i Synu, ale gdy chce rozszerzyć się na stworzenie, wtedy zstępuje i zamieszkuje w nim. Gdy stworzenie grzeszy, nie pozwala w pełni mieszkać w sobie Duchowi. Gdy nadchodzi pełnia czasów dopiero Matka Najświętsza w pełni otwiera się na Ducha, a On zamieszkuje w Niej i w Jezusie – Synu Bożym i człowieku. Po wykonaniu dzieła Odkupienia Jezus wraz z Ojcem wylewają Ducha na tych, którzy wierzą i zamieszkuje w nich. Jednak nie jest to jeszcze całkowite spełnienie proroctwa Joela – wyleję Ducha Mego na wszelkie ciało (Jl 3,1). Dopiero zaczyna się czas Kościoła i Duch Święty powoli rozlewa się wśród ludzi przez ich wiarę, przyjmowanie sakramentów i modlitwę. Jednak, im bliżej kresu czasów, tym bardziej intensyfikuje się zło, a Kościół jest hamowany w swym działaniu. Wtedy Bóg interweniuje dokonując drugiego etapu wylania Ducha, który dopiero teraz spływa na wszelkie ciało i cały świat.

Ale czy Duch może dotrzeć do wszystkich ludzi, także niewierzących, albo inaczej wierzących? Owszem, ponieważ świat został przez Niego stworzony i pieczęć Ducha jest na każdej istocie stworzonej. Może On dotrzeć i poruszyć serca święte oraz grzeszne, choć każde inaczej. W tym wylaniu Ducha uczestniczy też Matka Najświętsza, bo Ona ma pełnię Ducha. Jej wizerunek w pełni Ducha ukazuje obecnie coraz popularniejsza ikona – Pneumatofora. Maryja działała w Kościele na przestrzeni wieków w wielu objawieniach, a w ostatnich wiekach szczególnie mocno. Wynika to z wyjątkowego pragnienia Boga, by przed końcem czasów dotrzeć do wszystkich i, jeśli to możliwe, zbawić wszystkich. Czasy obecne, Kościoła słabnącego i wymagającego oczyszczenia, są czasami szczególnego działania Ducha, już nie tylko przez Kościół, ale i osobiście przez jego ikonę - Maryję. Natomiast u kresu czasów Duch Święty znów będzie działał przez Jezusa dla nawrócenia najzagorzalszych grzeszników, jak powiedziano w Apokalipsie, w słowie o plagach (Ap 6-20). Obecnie żyjemy w czasach wyjątkowego działania Ducha Świętego i Maryi posługującej Jego mocą dla nawrócenia Kościoła i zebrania świętych. Dlatego niektórzy mężowie Boży - między innymi bł. Stefan Kardynał Wyszyński, obdarzeni duchem proroczym zapowiadali, że zwycięstwo nadejdzie przez Maryję. Ona jest Łaski Pełna, a Duch Święty mieszka w Niej i działa przez Nią dla nas. I to jest powód naszej radosnej nadziei.

Dk. Jan  

               

wtorek, 28 grudnia 2021

TRZY SCHODKI

Powoli zbliża się czas Wielkiego Postu, kiedy na nowo odczytamy słowo proroka Joela: I wyleję Ducha mego na wszelkie ciało, synowie wasi i córki wasze prorokować będą, starcy wasi będą mieć sny, a młodzieńcy wasi będą mieć widzenia; nawet na sługi i służebnice wyleję Ducha mego w owych dniach. I uczynię znaki na niebie i na ziemi. (Jl 3,1-3) Ostatnio Pan uczynił wyjątkowo dużo znaków na niebie i ziemi. Warto z nich skorzystać. Wszelkie znaki od Boga na ziemi i w ludzkich sercach są dziełem Ducha Świętego. I chociaż do uroczystości Zesłania Ducha Świętego jeszcze daleko, to jednak właśnie w nadchodzącym czasie Bóg będzie realizował owo potężne dzieło Ducha, które przez Joela obiecał wszystkim. Jednak rozpoczął Jego udzielanie dopiero po zmartwychwstaniu Pana Jezusa, rozpoczynając od Apostołów i skupiającego się wokół nich Kościoła. Kiedy Apostołowie smucili się odejściem Pana, On pocieszał ich rychłym obdarowaniem Duchem - Mówię wam prawdę: Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Paraklet nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, to poślę Go do was. (J 16,7)

Według św. Jana prorok Joel zapowiedział, że będzie prorokowało wszelkie ciało, podczas gdy na razie prorokują tylko ciała opromienione szczególnym światłem. Jednak Duch dotknie także wszystkich. Dotknie ogniem dla nawrócenia, a ognie bywają gwałtowne. Ale także wyleje wodę ochłody, w której można będzie znaleźć orzeźwienie. A wszystko to po to, by stawać się nowymi ludźmi, bo na razie jesteśmy starymi i wymęczonymi. Dlatego w przededniu wylania Ducha potrzebujemy wielkiego pragnienia Go, gorącego oczekiwania na Niego i autentycznego przygotowania serca na spotkanie z Nim. To przygotowanie jest dla nas bardzo pożyteczne szczególnie teraz i zawsze, jeśli tylko zależy nam na Bogu i na sobie, by stać się dzięki Jego mocy świętym dla Niego. Nie dla siebie i swojej chwały, ale dla Niego i Jego Chwały. Nim nadejdzie Popielec Kościoła warto gorącym sercem wypatrywać Ducha, który chce umocnić naszą wiarę, oczyścić postępowanie i uświęcić życie Miłością.

O tym, co ma nam do zaoferowania Duch Święty, powiedział Pan Jezus w Ewangelii według św. Jana: On zaś, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. O grzechu – bo nie wierzą we Mnie; o sprawiedliwości zaś – bo idę do Ojca i już Mnie nie ujrzycie; wreszcie o sądzie – bo władca tego świata został osądzony. (J 16,8-11) Dla Ducha jesteśmy niemowlętami, które On uczy stawiać pierwsze kroki, a potem kieruje na najważniejsze trzy schodki do nieba. Uczy, byśmy je pokonali. Tylko te trzy schodki i aż te trzy schodki.

Zatem św. Jan zachęca nas. Mówi: Będziemy mówić o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. O naszym grzechu, że nie wierzymy - to pierwszy nasz grzech, nasze zło choć niekoniecznie wina. Będziemy tez mówić o naszym złu mimo wiary. I to jest wielki grzech, że nie postępujemy według sprawiedliwości choć w sercu jesteśmy wierzący. I powiemy też o sądzie, że mamy wiarę, postępujemy sprawiedliwie, ale boimy się Boga i Jego sądu, a przez to nie jest On dla nas bliski i kochany. To też jest  zło wynikające z braku Bożej Miłości w sercu. To właśnie jest droga trzech stopni do Jezusa – wierzyć Mu, czynić sprawiedliwość z Nim i żyć miłością do Niego - nie lękiem przed karą. Chcę, byście to wiedzieli. Teoretycznie to wiecie, bo wielu było świętych Kościoła, którzy o tym mówili i pisali z natchnienia Ojca. Ale teraz wiedźcie, że jest szczególny czas, kiedy powinniście sobie wziąć do serca te trzy stopnie drogi ku dobru, by dzięki Duchowi zobaczyć w sobie choćby najmniejsze przejawy ciemności, póki jeszcze jesteście w drodze i nie doszliście do końca drabiny.

Są zatem, jak podkreśla Jan, trzy schodki od zła ku dobru. Jeśli nie wierzymy, że jest grzech, to nie zabiegamy o zbawienie. Wtedy przerażająca będzie dla nas chwila, kiedy odkryjemy grzech w swoim sercu. Bo jeżeli nie wierzymy w potrzebę zbawienia i nie zawierzamy się Zbawicielowi, nasz grzech trwa nadal w sercach naszych. I to jest dziś ogromny problem świata. Jeżeli jednak wierzymy, ale nie postępujemy według woli Boga i według wartości Bożych, to nadal jesteśmy daleko od Niego. Choć mamy do Ojca otwartą drogę, to jednak potrzebujemy na niej wielkiego oczyszczenia ze zła naszych postępków. Jeżeli natomiast wierzymy i żyjemy według Boga, natomiast nie ma w nas miłości do Niego, ale trzymamy się tylko powinności jak starszy syn z przypowieści ewangelicznej, to myślimy wówczas, że nasze zbawienie zależy tylko od postępowania. W takiej sytuacji naszym sercom towarzyszy lęk przed sądem, który miałby oceniać z pozycji Boskiego majestatu. I to także jest zło, które oddala nas od Boga. Jeżeli pokonaliśmy pierwszy schodek, może i drugi, to skupmy się teraz na trzecim – bo Jezus czeka na naszą miłość, a Duch Święty jest tuż, tuż, na progu naszych serc, by tę Miłość w nie wlać.

diakon Jan

CEL

Kiedy Achab opowiedział Izebel wszystko, co Eliasz uczynił, i jak pozabijał mieczem proroków, wtedy Izebel wysłała do Eliasza posłańca, aby powiedział: Niech to sprawią bogowie i tamto dorzucą, jeśli nie zrobię jutro z twoim życiem [tak], jak z życiem każdego z nich. Widząc to, Eliasz powstał i ratując się ucieczką, przyszedł do Beer-Szeby w Judzie i tam zostawił swego sługę, a sam o jeden dzień drogi odszedł na pustynię. Przyszedłszy, usiadł pod jednym z janowców i pragnąc umrzeć, powiedział: Wielki już czas, o Panie! Zabierz moje życie, bo nie jestem lepszy od moich przodków. Po czym położył się pod jednym z janowców i zasnął. (1Krl 19,1-5a)

Prześladowanie, lęk i przygnębienie. Eliasz nie widzi sensu kontynuowania swojej misji. Sądzi, że doszedł do kresu. Jest zrezygnowany i chce umrzeć, bo nie widzi już celu swojego życia. Poddaje się. Kładzie na ziemi. Niech przyjdą siepacze Izebel i mnie pozabijają. Nie mam już siły walczyć. Jakże to ludzkie  doświadczenie! Do tej pory Eliasz działał z mocą, bo czerpał siły całkowicie z Boga. Jego mocą wykonywał rzeczy zadziwiające, które upamiętniły go w tradycji Izraela jako największego z proroków. To dzięki nim uchodził za największego z proroków tak iż to jego spodziewano się ponownie u kresu czasów. Eliasz sprowadzał deszcz i ogień, był Bożym gwałtownikiem, wskrzeszał i uzdrawiał. Nigdy nie miał wątpliwości, że Bóg jest z nim. Ale w tym czasie Eliasz załamał się. Zapragnął śmierci. Położył się na ziemi i nie chciał wstać. Spał. Dziś powiedzielibyśmy - wpadł w depresję.

Lecz Bóg nie zrezygnował z Eliasza. Przyniósł mu posiłek. Eliasz posilił się i znowu się położył. Depresja nadal go przygniatała. Posiłek od Boga nie wystarczył. Dał siłę, podniósł go, ale duch depresji nadal go przytłaczał. Po co wstawać? Przecież miecz Izebel nadal wisi nade mną. Jaka przede mną przyszłość? . I tak umrę z jej ręki.

A jednak ten Boski posiłek nie był ostatnim słowem Boga do Eliasza. Wstań – usłyszał - bo przed tobą długa droga. Otóż właśnie! – Bóg powiedział, że życie Eliasza bynajmniej się nie kończy. On nadal go potrzebuje i nadal posyła. Eliasz będzie żył, bo Bóg ma dla niego nowe zadania. Jego życie ma cel wyznaczony przez Boga. Tym jednym darem – wyznaczeniem Eliaszowi zadania Bóg uzdrowił go.

A oto anioł, trącając go, powiedział mu: Wstań, jedz! Eliasz spojrzał, a oto przy jego głowie podpłomyk i dzban z wodą. Zjadł więc i wypił, i znów się położył. Ponownie anioł Pański wrócił i trącając go, powiedział: Wstań, jedz, bo przed tobą długa droga. Powstawszy zatem, zjadł i wypił. Następnie umocniony tym pożywieniem szedł czterdzieści dni i czterdzieści nocy aż do Bożej góry Horeb. (1Krl 19,5b-8)

Wpadamy w depresję, gdy nie widzimy, po co żyć. Terapeuci pracują, abyśmy odzyskali wiarę, że nasze życie ma cel, ale jeśli ktoś nie wyznaczy nam prawdziwego, porywającego serce celu, nic nie wyjdzie z najlepszej terapii. Prawdziwej terapii może dokonać tylko Bóg, powołując nas do swojego wartościowego zadania. Nie ma wartościowszego zadania od tego, co wyznaczy nam Bóg.

Mądrzy duszpasterze, gdy dostrzegą młodego człowieka poszukującego Boga w Kościele zaraz zaprzęgają go jakichś zadań – do pomocy przy mszy św., przy organizacji pielgrzymki, przy ludziach niepełnosprawnych. Podkreślają, jak ważne jest zadanie, które mu zlecają, a młody człowiek podejmuje się chętnie tego zadania i to go zbliża do Boga. Bo to, co robi, ma cel, a celem tym ostatecznie będzie Bóg. To zaszczyt, że mogę pracować autentycznie dla Boga. I dzięki tej pracy wiem, czemu służy moja wiara. Służy spotkaniu z Bogiem i temu, żeby Bóg przydzielił mi kawałek winnicy do obrobienia. Najgorzej jest, gdy czujemy, że nie mamy nic do roboty dla Boga. Bóg tylko Jest, ksiądz tylko gada, a ja nie wiem co mam z tym zrobić.

Życie ludzkie polega na aktywności. Życie wiary też polega na aktywności, ba, życie wieczne polega też na aktywności. Straszną szkodę wyrządza w ludzkich sercach tradycyjna formułka – niech odpoczywa w pokoju wiecznym. Nie ma nic gorszego jak wiecznie odpoczywać. Gdy człowiek odchodzi z tego świata i jest pojednany z Bogiem, natychmiast Bóg go powołuje i posyła. Faustyna odkąd odeszła ze świata jest niezwykle aktywna i posługuje w rozprzestrzenianiu przez Ducha Świętego kultu miłosierdzia Bożego. Każdy ze świętych opiekuje się wieloma ludźmi, podobnie czynią aniołowie. Zaś filar apostołów - Jan ma wraz z Matką Bożą zadanie szczególne - przygotowania ludzi na całej Ziemi na czasy ostateczne. Tak jest ze świętymi, z mistykami już na ziemi. Oni są aktywni, nie bierni, a życie wieczne nie jest ich spoczynkiem, ale żywą posługa miłości. Bóg rozdaje ludziom zadania, nigdy nie robi wszystkiego za nich. Czy to rozumiecie?

Człowiek musi wiedzieć, po co żyje, dla kogo, co może przez to osiągnąć. Bez celu zapada się w pustkę. Życie chrześcijańskie polega na przyjęciu Ducha Świętego, który opieczętowuje nas i odmienia nasze serca, by je przygotować na wielkie przeżycia spotkania z Bogiem. Na wielką aktywność. Kto nie realizuje celu wyznaczonego mu przez Ducha Świętego ten Go zasmuca (Ef 4,30), a sam ma pustkę w sercu. Bo Duch Boży jest Duchem kochania, działania i radości. Jakże to smutne, co dzieje się często z wylaniem Ducha przez biskupa w Sakramencie Bierzmowania. Gdy młodzi ludzie nie współpracują z Duchem Świętym, pogrążają się w apatii jak dzisiaj Eliasz. Ale Eliasz poderwał się, gdy tylko usłyszał, że ma iść na górę Horeb. To jakby tobie ktoś powiedział, że masz iść na osobiste spotkanie z Bogiem.

Pan Jezus daje nam siebie i sam jest owym pokarmem, który ma nas poderwać z ziemi i popchnąć do czynu. Ludzie latami przyjmują Komunię Świętą i niewielu to podrywa do czynu. Pokarm pozostaje nieskonsumowany. Dlaczego? Bo ludzie nie widzą celu wyznaczonego im przez Boga. Kościół nie wyjaśnił im dokładnie celu. A cel jest jeden. Spotkać Jezusa, poznać Go, usłyszeć, zrozumieć, a potem już być z Nim stale i realizować to, na czym Jemu zależy – pomagać innym ludziom spotkać Go.

Kiedy syn był mały, pytałem go po powrocie z kościoła:

 – Kogo widziałeś w kościele?

 – Widziałem mamę, tatę, ciocię, panią sąsiadkę…

 – I kogo jeszcze?

 – Wiem! Widziałem księdza…

 – Tak. I kogo jeszcze?

 – A no tak! No wiem! Widziałem Pana Jezusa.

Dziecko zapamiętało, że w kościele można zobaczyć Pana Jezusa. Ale czy człowiek dorosły to potwierdzi? Czy naprawdę zobaczy w kościele Pana Jezusa? Osobiście i z przejęciem.

Dk Jan

 

 

 

REKOLEKCJE ADWENTOWE LAS BIELAŃSKI 2021

 

IV. PAN JEST CI BLISKI. CZY WIESZ JAK BARDZO?

Stare obrazy. Czy wiecie jak prowadziły do Boga zapowiedzi Starego Testamentu? Najstarsze obrazy Boga zapisane w Prawie Mojżeszowym ukazywały Go przez analogię do ziemskich władców. Podobny do ziemskich władców miał być też zapowiadany Mesjasz. Oczekiwano władcy, który będzie kontynuatorem władzy króla Dawida, kimś potężniejszym od Salomona, kto będzie rządził całą ziemią rózgą żelazną. (Ps 2,9) Jego przymioty były wzorowane na przymiotach władców Bliskiego Wschodu. Stopniowo jednak obraz Mesjasza stawał się u proroków coraz bardziej subtelny i łagodny. Przede wszystkim miał On być pasterzem bardziej niż królem, także czerpiąc wzór z króla Dawida, który nim został obrany królem był pasterzem stad swego ojca. (Ez 34,23) Stopniowo, kiedy władza królewska w Izraelu słabła, upadała i przestawała być wzorem, prorocy zaczęli mówić o Mesjaszu jako o kimś odmiennym od ziemskich władców, kimś większym, nowym Dawidem większym od swego poprzednika. Mesjasz miał być odwieczny (Mi 5,1) i nosić imię Immanuel (Iz 7,14), to znaczy: Bóg jest z nami. Dzięki Mesjaszowi Bóg ma być stale z nami. A jednak jak wtedy Izraelitom, tak dziś nam trudno to sobie wyobrazić, przyjąć i z tym się oswoić. Trudno poznać i docenić, w jaki sposób to może być prawdą i jak WIELKA JEST TO PRAWDA.

Dziecię. Gdy przyszedł na świat Pan Jezus, zaczęło się powoli i jakże z wielkim trudem wyjaśniać to, co zapowiadał Stary Testament. Jezus przychodzi na ziemię jako niemowlę, bezbronny, potrzebujący ludzkiej opieki. Dla wielu już to wydaje się nie do pojęcia i zaakceptowania, chociaż przecież każdy ziemski król na początku też był dzieckiem. Bóg zatem przychodzi na świat jako dziecko i zamieszkuje w ludzkiej rodzinie, gdzie odbiera miłość i czułość Matki i ojca. Co prawda rodzina Jezusa może wydawać się nam wyjątkowa, nieziemską, ale tylko ze względu na ukrytą tajemnicę Jezusa. Poza tym jest to naprawdę zwykła, biedna rodzina żyjąca wśród biednych rodzin Nazaretu. Matka Jezusa jeszcze z Nim w łonie na co dzień odwiedza inne rodziny, choćby znaną z Ewangelii rodzinę Elżbiety, gdzie zatrzymała się by pomóc kuzynce w połogu. (Łk 1,39-45) Było to pierwsze przyjście Jezusa – Boga w odwiedziny do ludzi. Jego Boskość wchodzącą do zwykłego domu zrobiła wielkie wrażenie na Elżbiecie a nawet Janie Chrzcicielu w jej łonie, oczywiście za sprawą Ducha Świętego bijącego od Maryi i Jezusa. Odtąd sam Bóg i Pan będzie chodził jako człowiek po ziemskich drogach i wchodził do ludzkich domów każdego dnia.

Jezus wśród ludzi. Jezus coraz więcej przebywa z ludźmi, już nie tylko w Nazarecie ale w Świątyni z uczonymi, w drodze do Jerozolimy na Święto, nad Jordanem pośród grzeszników, wśród apostołów i tłumów słuchających Go. Ewangelia podkreśla, jak to zwykły Jezus skrywa niezwykłego Boga - Syna Bożego, który stał się jednym z nas, by żyć z nami w ziemskiej codzienności. Nam się wciąż wydaje, że On jest tylko w kościele i raz w roku, podczas procesji Bożego Ciała wychodzi na ulice, a On chodził drogami Palestyny do wszystkich domów ludzi dobrej i złej woli: do Piotra i Mateusza, do faryzeuszów, celników i grzesznych kobiet. Nic, co ludzkie, nie było Mu obce, obcowali z Nim wszyscy, patrzyli na Niego, chodzili obok Niego, stali przodem a nawet tyłem do Niego i dużo z Nim rozmawiali, tak zwyczajnie, codziennym językiem. Dotykali Go, spali obok Niego w domu, po prostu żyli przy Nim. Pisze o tym św. Jan: [To wam oznajmiamy], co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce (1 J 1,1).

Pan Jezus okazując ludziom miłość każdego dnia, pozwalał i chciał, byśmy i Jemu okazywali miłość: dotykali i namaszczali Jego stopy, całowali Go (Łk 6,36-38) i przytulali się do Niego (J 13,23). Jezus wszedł w nasze zwykłe życie i odtąd chce uczestniczyć w tym życiu. Ceremonialny styl obcowania z Bogiem właściwy był kultowi Starego Testamentu i wynikał z traktowania Boga tylko jak kogoś Najwyższego, odrębnego od nas, ale nie brał jeszcze pod uwagę nowego stylu, jaki wprowadził Jezus. On swoją śmiercią i zmartwychwstaniem zastąpił ofiary Starego Testamentu - powiedział: Oto idę, aby spełnić wolę Twoją. Usuwa jedną [ofiarę], aby ustanowić inną (Hbr10,9). Odtąd Bóg chce od nas miłości, a nie sztywnego i martwego kultu. Przychodząc na świat, mówi: Ofiary ani daru nie chciałeś, ale Mi utworzyłeś ciało; całopalenia i ofiary za grzech nie podobały się Tobie. Wtedy rzekłem: Oto idę - w zwoju księgi napisano o Mnie - aby spełnić wolę Twoją, Boże. Wyżej powiedział: Ofiar, darów, całopaleń i ofiar za grzech nie chciałeś i nie podobały się Tobie, choć składane są zgodnie z Prawem. (Hbr 10,5-8) Bóg nie chce wokół Siebie ludzkich ceremonii tylko normalnego obcowania. Chce spotkań pełnych zaufania i miłości. Chce nade wszystko uczestnictwa w Jego ofierze i zmartwychwstaniu, czerpania z nich pożytku dla swego serca, a nie tylko wytwarzania wokół niej podniosłej atmosfery. Jezus przywraca nam dziecięctwo z Bogiem i odtąd Bóg za sprawą Jezusa chce być traktowany jak Ojciec, cieszyć się naszą wiarą,  zaufaniem i nade wszystko miłością. Chce, by ludzie czerpali z Niego i serdecznie rozmawiali z Nim na modlitwie.

Zaszłości. Trzeba powiedzieć, że starotestamentalny styl obcowania z Bogiem nadal pokutuje w Kościele i jest powodem, dla którego dla większości ludzi wierzących Bóg nie jest bliski. A jeśli Bóg nie jest bliski, to w sytuacjach ucisku tracimy wiarę w Niego. Bóg staje się bliski w życiu świętych, którzy lgną do Niego z miłością. W czasach Nowego Testamentu Jezus prawdziwie mieszka między nami (J 1,14). To stwarza między Nim a nami relację szacunku i zarazem wielkiej bliskości. Eucharystia jest w szczególności takim, pełnym szacunku ale przede wszystkim osobistym kontaktem z Bogiem. W niej zwłaszcza podczas Komunii Św. jest On tuż przy nas, dotykamy Go, a nawet nosimy. A jednak boimy się nawet w ten sposób myśleć, bo bliskich relacji z Jezusem jesteśmy nienauczeni i boimy się ich, a przecież były one udziałem uczniów za ziemskiego życia Jezusa, a po Jego zmartwychwstaniu udziałem świętych. My zarzekamy się, że nie jesteśmy święci i boimy się Boga bliskiego. Tymczasem Jemu, gdy na świat przychodzi, na takiej bliskości właśnie zależy i taką bliskość chce budować. To właśnie zapowiedział Izajasz. (Iz 7,14) Bóg jest prawdziwie ponad nami, ale pragnie też być nade wszystko blisko z nami. Jest Najwyższym, ale chce być Najbliższym, a my do tego jakże słabo jesteśmy przygotowani w Kościele. Nie bez powodu pisał Jan: [To wam oznajmiamy], co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce - bo życie objawiło się: myśmy je widzieli, o nim zaświadczamy i oznajmiamy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a nam zostało objawione (1 J 1,1-2). Nie bez powodu Jezus żył pośród nas i z nami, a nawet nam służył, mył nasze nogi, uzdrawiał nas nawet w szabat, tłumaczył nam wszystko jak dzieciom, przekonywał, wysłuchiwał cierpliwie i nawet przyjmował od nas afronty i obelgi. Wszystko to po to, by nie stwarzać barier, by nas uczyć bliskości i ostatecznie przygotować do zjednoczenia ze Sobą. Do tego właśnie celu jest Mu potrzebny przede wszystkim normalny, ludzki kontakt z nami. A jakże my nie umiemy Mu tego okazać.

Podsumowanie. Trzeba powiedzieć, że Bóg przyszedł do nas, aby najpierw zbudować z nami relację zaufania. Bo tylko taki przewodnik po górach może nas prowadzić, do którego mamy zaufanie, że zna drogę i jest nam życzliwy. A potem, gdy Jezus zdobędzie nasze zaufanie, chce także zdobyć naszą miłość. Bóg jest nam wierny i kocha nas odwieczną miłością, ale chce także, byśmy podobne uczucia Jemu odwzajemnili: uwierzyli Mu i pokochali Go. Lecz nam to wszystko przychodzi jakże trudno. A przecież  Bóg stworzył nas z miłości. Zechciał, byśmy wszystko od teraźniejszości do wieczności przeżyli z Nim okazując Mu miłość. Bo wieczność to nie tylko życie po śmierci. Wieczność zaczyna się już teraz, gdy się z Nim zwiążemy. Jakże wielkie mamy zaległości w duszpasterstwie w kwestii nauczania na temat drogi jaką też mamy do odbycia, drogi od wiary do miłości. Wolimy padać przed Nim na kolana niż zanurzyć swoje serce w Jego Sercu. Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. (Mt 15,8). Weźmy się w garść!

Dk Jan