czwartek, 23 maja 2024

UMARLIŚMY DLA GRZECHU A ŻYJEMY DLA OJCA. CHWAŁA JEZUSOWI

Dzieło Chrystusa dla nas św. Paweł w 6. rozdziale Listu do Rzymian wyjaśnia bardzo precyzyjnie. Cóż, kiedy dziś bywa to dla nas niejasne. Spróbujmy więc za Pawłem przyjrzeć się temu, jak Pan Jezus obdarowuje nas nowym życiem, życiem wiecznym. Po pierwsze – nas obdarowuje. Nie ma w tym, co Bóg czyni ani cienia naszej zasługi, dary Boże ani trochę się nam  nie należą. Bóg, który stworzył świat, posłał na świat Jezusa, byśmy zostali w Niego zanurzeni – zyskali jedność z Nim. Nie zanurzyliśmy się weń sami, ale On nas zanurzył w Siebie, to znaczy wziął i z nami przeszedł od śmierci do życia.

Stara śmierć. Zatem najpierw zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć (Rz 6,3) – w Jezusa umierającego na krzyżu. Jesteśmy z Nim złączeni w jedno przez cierpienia życia doczesnego i śmierć, podobną do Jego śmierci (Rz6,5). Dzięki temu umiera nasz stary człowiek a jego grzechy zostają przekreślone, bo poniósł je na sobie Jezus, kiedy umierał. A kiedy umarł, został wyzwolony od ich ciężaru, jedynego ciężaru jaki miał - ciężaru naszych grzechów (Rz 6,7). Zatem skoro grzech został przekreślony, to przekreślona została jedyna przeszkoda zamykająca nam drogę do Ojca. Znaczy to, że my, dzieci Ojca, na powrót mamy do Niego dostęp. Oto kwintesencja wydarzeń Wielkiego Piątku.

Skoro więc zostaliśmy złączeni z Jezusem, śmiertelnym Człowiekiem, to pozostajemy z Nim nadal złączeni, kiedy jest On na powrót żywy, zmartwychwstały i wolny od naszego grzechu. Mamy zatem nowe, czyste życie dzięki temu, że ma je On, mamy je w jedności z Nim.  Jeżeli umarliśmy razem z Chrystusem, wierzymy, że z Nim również żyć będziemy, wiedząc, że Chrystus, powstawszy z martwych, już więcej nie umiera, śmierć nad Nim nie ma już władzy (Rz 6,8-9). Nowe życie dziecka Ojca, wolne od zła świata ma zatem najpierw Jezus zmartwychwstały, a z Nim „potencjalnie” mamy je i my. Dlatego potencjalnie, że jest ono gotowe dla nas, lecz my potrzebujemy potwierdzić swój udział, czyli przyjąć je i zacząć z niego korzystać. Jeśli nie korzystamy z niego, to Chrystus, jakby umarł dla nas daremnie.

Tak więc istotą naszego nawróconego życia jest to, że Jezus raz umarł dla [sprawy naszego] grzechu (Rz 6,10) i naprawdę grzech ten przestał być dla nas przeszkodą w drodze do Ojca. Znaczy to, że choć go nadal popełniamy, zawsze możemy się od niego odwrócić i uzyskać przebaczenie. Zupełnie realna jest zatem nasza wolność od grzechu: nie dręczenie się nim, ale poddanie się oczyszczeniu z niego i zapomnienie go razem z Jezusem, który też nie pamięta grzechów, które nam odpuścił. (Nawet zły duch nigdy nie wypomina egzorcystom grzechów, które wyznali na spowiedzi.) I Jezus umarły dla naszego grzechu teraz żyje dla Ojca, abyśmy i my z Nim żyli dla Ojca (Rz 6,11). Abyśmy mieli dzięki Niemu pełnię szczęścia i radości. Jest to tak klarowne (co nie znaczy zrozumiałe) , a jednak my żyjemy tym tak niechętnie, lękliwie i nieumiejętnie. Wolimy raczej grzebać się w swojej grzeszności niż przeżywać nowe życie z Jezusem. I nie tylko Nowy Testament ale nawet Matka Boża w Medjugorje mówi: wystarczy potraktować swoje grzechy poważnie, by (po uzyskaniu odpuszczenia) więcej się nimi nie zajmować.

Nowe życie. Od czasów Jezusa treścią życia Kościoła jest życie po nowemu: przyjęcie Jezusowego zmartwychwstania i dlatego to na Nim, na Jezusie Zmartwychwstałym potrzebujemy się skupić. On żyjący powinien być centrum naszego życia religijnego bardziej niż On umierający w Wielki Piątek. Jezus powinien być ośrodkiem naszej modlitwy, bo z Niego mamy czerpać nowe życie. Nie mamy roztrząsać nerwowo naszego życia starego. Tym, który przemienia stopniowo nas a także oblicze całej ziemi jest Duch Święty. Jego to Ojciec posyła przez Jezusa, który także posługuje się Matką Bożą, Kościołem, jego kapłanami i wiernymi. Duch Święty łączy nas z Jezusem w jedno, daje nam z Nim duchową więź, której obrazem jest krzew winny (J 15). Ojciec jest ogrodnikiem uprawiającym, krzewem jest Chrystus, my zaś wrośniętymi w Chrystusa latoroślami, stanowiącymi część Niego jako krzewu. Natomiast niewidoczny Duch Święty może być uznany za soki pływające w krzewie, łączące jego części i odżywiające je. To Duch inspiruje nasze uzdrowienie i oczyszczenie – i ciała, i duszy - i upodobnienie nas do Ojca jako Jego dzieci. Prawdę o Ojcu i Duchu widzimy także w przypowieści o synu marnotrawnym (Łk 15,11n), w której Ojciec stoi w oknie gotowy w każdej chwili przyjąć syna z powrotem. A Duch? Gdzie jest Duch Święty? Oto pracuje On w sercu syna, aby ten w końcu powiedział: zabiorę się i pójdę do mego ojca. To Duch święty stale przypomina nam, że jesteśmy dziećmi Ojca i modli się do Niego w naszych sercach. To On jest owym największym darem Zmartwychwstałego. Nie mamy daru większego. To Duch uczy nas żyć nowym życiem: odwracać się od starych grzechów i nabierać nowej relacji bliskości z Jezusem - przez wiarę w Niego jako odkupiciela i przez miłość do Niego jako swego Ukochanego.

Duch. Dar Ducha Świętego ma dla świata znaczenie kluczowe. On był zapowiedziany przez Joela (Jl 3,1-5), który napisał, że w czasach ostatecznych zostanie wylany Duch Boży na wszelkie ciało. Zostało to zapoczątkowane po zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Chrystusa, w dniu Pięćdziesiątnicy i wywołało duże poruszenie w Jerozolimie. Następnie Kościół przekazywał Ducha Świętego z pokolenia na pokolenie przez ręce apostołów i biskupów. Tak działanie Ducha w Kościele postępowało przez wiele wieków. Jednak w ciągu ostatniego stulecia obserwujemy wzmożone działanie Ducha - oczyszczające i porządkujące wśród hierarchii Kościoła a także wiernych, szczególnie we wspólnotach jak również wśród braci odłączonych. Towarzyszy temu silne, coraz silniejsze kontr-działanie złego ducha, pchające świat w konsumpcjonizm, sekularyzację, niewiarę, nieludzkie ideologie, złowrogie siły totalitarne, przemoc i wojny. Są to znaki obecnego czasu.

Sytuacja tych, których napełnia Duch Święty, jest zawsze trudna. Tak trudna, jak apostołów, którzy żyją na świecie, ale już nie są ze świata (J 17, 11-19), gdyż życie z Jezusem pod kierunkiem Ducha Świętego czyni ich życie zawsze czymś innym, obcym dla świata, żyjącego nadal swoim starym systemem wartości. Dlatego wierni Duchowi są skazani na prześladowanie, choć przede wszystkim jest w nich także piękno podobieństwa do Chrystusa i szczęście bliskości z Nim. Oczywiście stopień tego podwójnego doświadczenia zależy od temperatury ich życia. Gorący, czyli święci, mają w największym stopniu udział w Bożym Pokoju ale i w prześladowaniach, a letni, którzy idą na kompromis ze światem, są mniej atakowani przez złego, ale i mają dużo mniej Bożego Pokoju, a więcej rozmaitych wątpliwości w wierze.+

Maryja. Tą, która na świecie najpełniej przyjęła Ducha Świętego jest Matka Boża. Dlatego Ona jest najsilniejsza duchowo i ma największą siłę przeciw złemu duchowi. Osobą, z którą złączył Ją Jezus, ze względu na Kościół, jest św. Jan, Jej towarzysz spod krzyża. To oni posługują Kościołowi do końca czasów, pomagając mu przyjmować Ducha Świętego. To o Janie powiedział Jezus do Piotra, że jest zachowany na czasy ostateczne (J 21), bo Duch Święty od Ojca, przez Jezusa, z pomocą Maryi i Jana ma przygotować Kościół i świat na powtórne przyjście Chrystusa. To Duch ma oczyścić Kościół, aby im bliżej tego wydarzenia, tym bardziej Kościół miał Ducha, a z Duchem tym bardziej pragnął Jezusa wołając – έρχου κύριε Ίησο  (erhu kyrie Jesu) – Przyjdź Panie Jezu (Ap 22,20). Amen.

Diakon Jan Ogrodzki      

 

TRYPTYK O ZMARTWYCHWSTANIU

I. Jak Stary Testament zapowiada zmartwychwstanie Mesjasza?

Odrośl z pnia Jessego. Prorockie zapowiedzi Mesjasza rozpoczęły się w czasach króla Dawida koronowanego w Jerozolimie w 1025 r. p. Chr. Kiedy Dawid wyraził chęć zbudowania domu (świątyni) Bogu, prorok Natan odpowiedział w imieniu Boga, że nie Dawid Bogu ale Bóg Dawidowi, wybuduje „dom”, to znaczy dynastię. Bowiem Bóg da Dawidowi wielkiego potomka, który będzie panował nad Izraelem na wieki. Pierwszym potomkiem Dawida, który zdawał się wypełniać to proroctwo, był syn Dawida, Salomon, budowniczy świątyni, jednak nawet on, uosobienie mądrości, daleki był od doskonałości. Po Salomonie zaś kolejni potomkowie na tronie w Jerozolimie byli coraz słabsi. Pod ich rządami Królestwo osłabło, rozpadło się, skurczyło się i zgasł w nim żar przymierza zawartego z Bogiem. A jednak prorocy cały czas obiecywali, że przymierze to nie zgaśnie i nawet, kiedy w końcu nad Izraelem zawisła groźba niewoli, prorok Izajasz wygłosił wielką zapowiedź, stawiającą obietnicę Natana w zupełnie nowym świetle: Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni.  I spocznie na niej Duch Pański, duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pańskiej. (Iz 11,1-2) Znaczy to, że jeśli nawet dynastia Dawida upadnie i wszelkie ludzkie sposoby spełnienia się Bożej obietnicy zawiodą, to Bóg i tak da Mesjasza, który będzie jak świeża odrośl z korzenia obumarłej dynastii. Efekt odradzania się roślin, znany dobrze wszystkim uprawiającym ziemię, stał się obrazem przyszłości i kiedy będzie się już zdawało, że Mesjasz nie nadchodzi albo ginie, wtedy On pojawi się spektakularnie, jak odrastający pęd. To proroctwo jest pierwszą zapowiedzią losów Mesjasza.

Psalm 16. Drugim tekstem mówiącym o uwolnieniu potomka Dawida z więzów śmierci są słowa Psalmu 16, którego zakończenie brzmi: Stawiam sobie zawsze Pana przed oczy, nie zachwieję się, bo On jest po mojej prawicy. Dlatego się cieszy moje serce, dusza się raduje, a ciało moje będzie spoczywać z ufnością, bo nie pozostawisz mojej duszy w Szeolu i nie dozwolisz, by wierny Tobie zaznał grobu. Ukażesz mi ścieżkę życia, pełnię radości u Ciebie, rozkosze na wieki po Twojej prawicy. (Ps 16,8-11) Na psalm ten powoła się Piotr w swej mowie w dniu Pięćdziesiątnicy (Dz 2,22-31). Wyjaśni, że skoro psalm jest modlitwą króla Dawida, jak wierzyli Żydzi, to król nie może w niej mówić o sobie, bo sam przecież umarł i jego grób jest znany, lecz mówi on z ducha prorockiego słowa włożone w usta zapowiedzianego mu potomka. Mesjasz dziękuje w nich Bogu, że zostanie wyzwolony od śmierci i Jego ciało nie ulegnie rozkładowi. Oto przytoczony w Dziejach Apostolskich fragment mowy Piotra: Mężowie izraelscy, słuchajcie tego, co mówię: Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie, tego Męża, który z woli, postanowienia i przewidzenia Boga został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. Lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim, bo Dawid mówi o Nim: […] Dlatego ucieszyło się moje serce i rozradował się mój język, także i moje ciało spoczywać będzie w nadziei, że nie zostawisz duszy mojej w Otchłani ani nie dasz Świętemu Twemu ulec rozkładowi. […] Bracia, wolno powiedzieć do was otwarcie, że patriarcha Dawid umarł i został pochowany w grobie, który znajduje się u nas aż po dzień dzisiejszy. Więc jako prorok, który wiedział, że Bóg przysiągł mu uroczyście, iż jego Potomek zasiądzie na jego tronie, widział przyszłość i przepowiedział zmartwychwstanie Mesjasza, że ani nie pozostanie w Otchłani, ani ciało Jego nie ulegnie rozkładowi. (Dz 2,22-31)

IV Pieśń o Słudze Pańskim. Wreszcie słowa IV Pieśni o Słudze Pańskim, które są proroctwem z połowy VI w p. Chr. a mimo to wyjątkowo dobrze przystają do misji Jezusa: Grób mu wyznaczono między bezbożnymi, i w śmierci swej był [na równi] z bogaczem, chociaż nikomu nie wyrządził krzywdy i w jego ustach kłamstwo nie postało. Spodobało się Panu zmiażdżyć go cierpieniem. Jeśli on wyda swe życie na ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo, dni swe przedłuży, a wola Pańska spełni się przez niego. Po udrękach swej duszy ujrzy światło i nim się nasyci. Sprawiedliwy mój Sługa usprawiedliwi wielu, ich nieprawości on sam dźwigać będzie. Dlatego w nagrodę przydzielę mu tłumy, i posiądzie możnych jako zdobycz za to, że siebie na śmierć ofiarował i policzony został pomiędzy przestępców. A on poniósł grzechy wielu i oręduje za przestępcami. (Iz 53,9-12) Prorok opisuje tu realistycznie mękę Mesjasza jako ofiarę za ludzi, a następnie Jego nowe życie w świetle, w roli orędownika za grzesznikami.

Przywołane trzy proroctwa pokazują, jak Bóg przygotowuje ludzi na przyjęcie prawdy o zmartwych­wsta­niu. Były one szczególnie ważne dla wiary apostołów i chrześcijan pochodzenia żydowskiego.

II.                  Świadkowie Zmartwychwstania Jezusa

Zasadnicze znaczenie dla poznania prawdy o zmartwychwstaniu Jezusa miały przeżycia apostołów. Oni żyli z Nim od początku Jego publicznej działalności: słuchali Jego nauki, byli świadkami znaków i cudów, które czynił poczynając od Kany Galilejskiej, oglądali Jego chwałę nad Jodanem i na Taborze, uwierzyli w Niego, że ma słowa życia wiecznego i pokochali tak, że Jego śmierć stała się ich osobistą tragedią. Szczególnymi świadkami Jezusa byli Piotr i Jan. Jan jedyny wytrwał pod krzyżem, widział z bliska śmierć Jezusa, krew i wodę wypływające z Jego boku i z wielką powagą zapisał, że świadectwo jego jest prawdziwe, on wie że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli (J19,35). Zaś Piotr i Jan pierwsi przybiegli do grobu w niedzielę i zobaczyli, że jest on pusty (J20,3-9), że leżą w nim tylko płótna, leżą w sposób uporządkowany, wskazujący na to, że ciała nie ukradziono, nie rozwinięto go z nich, ale, że doczesne ciało Jezusa znikło w sposób niewytłumaczalny spomiędzy płócien w chwili zmartwychwstania, pozostawiając być może ślady, które dziś oglądamy jako tzw. Całun Turyński i Chustę z Manopello.

Później apostołowie dają jeszcze świadectwo, że spotykali Zmartwychwstałego przez 40 dni: jedli z Nim i pili a On obdarowywał ich pokojem, utwierdzał w wierze, napełniał Duchem i rozsyłał na cały świat. Uczył ich też, że choć Jego obecny, chwalebny wygląd podlega innym prawom niż ziemskie, jednak można i w nim można Go prawdziwie poznać i nawet dotykać. Jak? Przez wiarę i miłość do Niego oraz przez Eucharystię. Jezus zapewnił też, że jest z nami po wszystkie dni aż do skończenia świata, a wtedy znów staniemy się cieleśni spotkamy się z Nim w chwale. Siła przeżywania mocą Ducha Świętego kontaktu ze Zmartwychwstałym była w nich tak wielka, że nie wahali się głosić o Nim z przekonaniem, cierpieć prześladowania i umierać jako męczennicy.  

III.                Dziedzictwo Zmartwychwstania

A w końcu otwiera się przed nami dziedzictwo zmartwychwstania. Kluczem do skorzystania z tego dziedzictwa będzie nasz związek z Jezusem. Kto ma ten związek przez żywą wiarę i miłość do Jezusa, najpierw swoją obarczoną grzechem i cierpieniem doczesność, zwaną starym człowiekiem, może przeżyć z Nim, ponieważ On tego naszego starego człowieka przyjął na siebie. Ale mając na sobie naszą doczesność Jezus z nią umarł i to dlatego św. Paweł napisze: razem z Nim umarliśmy (Rz 6,8). Ale dzięki temu, że Jezus umarł, umarły też z Nim nasze grzechy i cierpienia, to znaczy to wszystko, co tamuje nasz przystęp do Boga. Tak jesteśmy oczyszczeni z grzechu. Dlatego też, kiedy On zmartwychwstaje, i my razem z Nim mamy nowe życie, nowy, duchowy związek z Bogiem w doczesności i potem w wieczności. Dlatego, jak napisze św. Paweł razem z Nim żyć będziemy (Rz 6,8) na mocy Jego zmartwychwstania. Przeobrażenie się Jezusa doczesnego w chwalebnego sprawia, że w nas dokonuje się przeobrażenie starego człowieka grzesznego w nowego - w ścisłej więzi z Jezusem.

To pierwszy dar jaki otrzymujemy od Niego. A drugi to bliskie obcowanie ze Zmartwychwstałym już w życiu doczesnym. On, jak powiedział, jest z nami po wszystkie dni aż do skończenia świata (Mt 28,20) – towarzyszy nam w świecie i mieszka w naszych sercach, ale także obcuje z nami w chwalebnym Ciele Eucharystycznym. Te sposoby życia z Nim w bliskości są nam dostępne przez wiarę – przez zawierzenie Mu i zdania się na Niego, rozmodlenie się w Nim, zaangażowanie się w Niego, które sprawia, że coraz bardziej widzimy Go, a potem kochamy. A On napełnia nas Duchem Świętym. Tak coraz bardziej z Nim i coraz bardziej napełnieni Duchem, jesteśmy coraz lepiej przygotowani do wieczności. I nie jest to utopia, ani pobożna gadanina, ale świadectwo o konkretnym doświadczeniu życiowym świętych, dostępnym dla każdego człowieka.                          dk Jan

PRZYMIERZE MIŁOŚCI – OSOBISTE ALBO ŻADNE

Od początku Bóg pokazywał ludziom, że chce żyć z nimi w bliskiej relacji. Relację tę Stary Testament nazywał przymierzem. Swoje przymierze z ludźmi Bóg zainicjował wybierając Abrahama. Abraham posłuchał Bożego wezwania i ruszył z Chaldei, gdzie dotąd żył, do obiecanej ziemi Kanaan, gdzie on i jego potomstwo liczne jak gwiazdy na niebie mieli żyć w przymierzu z Bogiem. Później Bóg pogłębił to przymierze powołując Mojżesza. Jemu to zaoferował opiekę i powierzył wyprowadzenie Izraelitów z niewoli egipskiej. Zapewnił, że będzie Bogiem Izraela, a oni będą Jego ludem, jednak podstawą przymierza stało się zachowanie Prawa – przykazań Bożych nadanych pod górą Horeb. Jeżeli  ludzie to Prawo zachowają, będą żyli pod Bożą opieką. Takie miało być Stare Przymierze z Bogiem. Jednak Izraelici nie zachowali jego warunków, nie chcieli i nie potrafili żyć według Prawa, dekalogu i innych przepisów. A wypełnienie ich miało być, według Prawodawcy, przejawem miłowania Jego oraz bliźniego. Oto co zapisano w księdze Powtórzonego Prawa – Będziesz miłował Pana Boga swego z całego serca swego, z całej duszy swojej i ze wszystkich sił swoich (Pwt 6,5). Cóż, kiedy ludzie traktowali wierność przymierzu miłości formalnie, jako wykonywanie praktyk religijnych. A czy my nie myślimy podobnie i dziś, chociaż prorocy od stuleci przypominali, co myśli o przymierzu Bóg: Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń (Oz 6,6).

Niestety w zachowaniu Przymierza nic się nie zmieniło od czasów Ozeasza do czasów Jezusa. Ogół ludzi, jeżeli przestrzega przykazań, to formalnie, a tylko święte jednostki rozumieją, że Bogu nic po literze. Jemu chodzi o ducha miłości. Kiedy Jezus nauczał, zmagał się na co dzień z powierzchownością i formalizmem religijnym rodaków, mimo że czynił znaki i pokazywał własnym przykładem, że Bogu chodzi o inną, doskonalszą relację z ludźmi. Wzorem tej relacji jest Jezusowa relacja z Ojcem: słuchanie Go, poznawanie Go, miłowanie Go potwierdzone życiem, w którym czyny są w zgodzie z wolą Ojca. A Bóg jest dla Jezusa Ojcem i dla nas jest Ojcem, a Jezus kocha Go całym sercem.

Swoją miłość do Ojca i bezkompromisowy stosunek do zła Jezus nie tylko głosił, ale czynami potwierdzał i za wierność miłości do Ojca i do nas umarł bez wahania. Gdy Żydzi i poganie widzieli w Nim cudotwórcę, uzdrowiciela, mesjasza-wyzwoliciela, męża opatrznościowego, którzy może zapewnić im dostani byt, On stał w obliczu złego ducha, skupiony na walce z nim, którą miał stoczyć na śmierć i życie. Szatan postanowił Jezusa zabić, myśląc, że w ten sposób pozbawi ludzi Zbawiciela, a Jezus dał się zabić, bo tego, co Bóg szykował dla ludzi po śmierci Jezusa:  odkupienia, zmartwychwstania, zesłania Ducha Świętego i życia wiecznego, szatan się nie spodziewał. Dlatego Jezus umierając wysławia Ojca, bo w Jego śmierci i następujących po niej wydarzeniach jest Boskie zwycięstwo i Boska chwała.

Najważniejszym owocem śmierci Jezusa jest po zmartwychwstaniu zesłanie Ducha Świętego na świat. Za życia ziemskiego Jezus miał słuchaczy, ale ich liczba tym bardziej topniała, im trudniejsze rzeczy Jezus głosił. Po mowie eucharystycznej (J 6,26-59) odeszła od Niego większość, a kiedy umierał, pozostała Mu garstka - cztery osoby stojące pod krzyżem. A jednak, gdy Jezus zmartwychwstał i apostołowie otrzymali od Niego Ducha Świętego, wtedy po kazaniu mocnego w Duchu Piotra, owym pamiętnym  to wyście ukrzyżowali Jezusa (Dz 2,36-38) – od razu nawróciło się około 3000 mężczyzn. Dar Ducha to dar dla Kościoła ale i dar dla każdego ludzkiego serca. To Duch działa w nas, abyśmy zostali rozgrzeszani, dojrzewali duchowo, byli oczyszczani z wad i przygotowywani do życia wiecznego.

A to jest życie wieczne aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Tego, któregoś posłał, Jezusa Chrystusa. (J 17,3) Duch Święty sprawia nie tylko wiarę w Boga, ale przede wszystkim osobistą miłość do Jezusa, który jest naszym Bogiem widzialnym, bo żyjącym w ludzkim ciele. Dzięki Duchowi Bóg staje się bliski, dla nas ważny i dostępny. Kiedy będziemy podczas Świąt przeżywać mękę i śmierć Jezusa, pamiętajmy, że przede wszystkim jest On już nie umarły, ale żywy, bo zmartwychwstał i w ciele chwalebnym i jest przy nas i w nas w naszym życiu. Tak! A zatem nasze przymierze z Bogiem jest przymierzem z Jezusem zmartwychwstałym,  a przez Niego z Ojcem. Jezus jest nie w Niebie, ale tu na ziemi na co dzień z nami i On oczyszcza nas, posyłając nieustannie Ducha. Ta żywa relacja z Nim jest naszym osobistym przymierzem z Bogiem. Zasadza się ono na więzi z Jezusem opartej na miłości do Niego. Jezus pyta Piotra, a przez niego każdego z nas: Piotrze, czy ty Mnie miłujesz (J 21,15).

Jezus nie jest natarczywy w dopominaniu się o miłość i wciąż bazuje na tym, co już zostało powiedziane przez Jezusa – Będziesz miłował Boga! Będziesz miłował człowieka! A tak się składa, że Jezus jest i jednym, i drugim.

W obecnych czasach w słowie, jakie kieruje do ludzi Matka Boża, padają przynaglające słowa, które wzywają do jedynego celu - pokochania Jezusa. Chodzi już nie tylko o wiarę ale coraz bardziej o miłość. Bo takie ma być przymierze ludzi z Bogiem - nie oparte na formalizmie, na pustych praktykach ani tym bardziej na samooszukiwaniu. Maryja walczy o to, byśmy zrozumieli i dążyli do pokochania Jezusa. Posłuchajmy, co mówi choćby od początku 2023 roku.

Po śmierci papieża Benedykta, który umierał z miłością do Jezusa na ustach - „Mój Syn zabrał tego, który uczynił wiele dzieł miłości i kochał Mojego Syna mocno, choć sam był słaby i biedny. […] Nie na próżno modlił się tym słowem, które Mój Syn przygotował dla was na czasy ostateczne - Jezu kocham Ciebie. […] I wy powtórzcie za Janem, Piotrem i Benedyktem – Jezu kocham ciebie, bo to jest wezwanie dla Kościoła na czasy ostateczne.” (4.01.2023)

Ten czas nauczy was żyć dla życia wiecznego. Bo życie wieczne zaczyna się od doczesnego pokochania Mojego Syna.” (25.01.2023)

Ja Miriam daję wam delikatne zdobycze Mojego serca, to co zebrałam w nim od początku. A Bóg w Moim sercu napisał najpiękniejsze słowa: Kochaj Mojego Syna, Miriam, bo na to cię stworzyłem. I tak Ja kocham Jezusa, jak nikt z was Go nie kocha i chcę Go wam pokazać jako cud miłości.” (18.10.2023)

I wreszcie mówiła: „Jak powiedziałam w Medjugorje tak i do was to mówię, i to macie głosić na dachach. Miłowanie Mojego Syna nie jest zadaniem ponad wasze siły, bo jest ono dziełem Ducha, którego przynoszę.” (20.03.2024)

A w Medjugorje dwa dni wcześniej Matka Boże powiedziała: „Drogie dzieci, dzięki miłosiernej miłości Bożej jestem z wami. I dlatego jako Matka wzywam was, byście wierzyli w miłość. Miłość, która jest zjednoczeniem z moim Synem. [Poprzez] miłość pomagacie innym [ludziom], by otworzyli swoje serca, by poznali mego Syna i Go pokochali. Dzieci moje, miłość sprawia, że mój Syn swoją łaską oświeca wasze serca, wzrasta w was i daruje wam pokój. Dzieci moje, jeśli żyjecie miłością, jeśli żyjecie moim Synem, będziecie mieć pokój i będziecie szczęśliwi. W miłości jest zwycięstwo. Dziękuję wam! ” (18.03.2024)

Bo zwycięstwem Boga i naszym jest dojście do życia wiecznego, a właśnie miłość do Jezusa jest uczestnictwem naszym w życiu wiecznym. Amen.

Dk Jan       

KTO DAJE Z SIEBIE WSZYSTKO?

Ludzie, kiedy im na czymś bardzo zależy, potrafią dać z siebie wszystko. Bardzo się starają, a wysiłek ich potrafi przekroczyć miarę, jaka się godzi i jakiej oczekuje Bóg. W tradycji Kościoła i języku duszpasterstwa, a nawet w liturgii i tradycyjnej teologii funkcjonuje stwierdzenie, że Boga trzeba „przebłagać” za grzechy, wznieść swój duchowy wysiłek na wyżyny i dać z siebie wszystko, by Bóg odwrócił swój karzący gniew. Tak myśli wielu chrześcijan. A jednak przebłaganie Boga to  pojęcie na wskroś starotestamentalne i funkcjonuje wśród nas z powodu pokutującego wciąż dwa tysiące lat po zmartwychwstaniu Chrystusa ducha Starego Testamentu.

W opowiadaniu o Abrahamie w krainie Moria widzimy ojca Izraela, jak postępuje na górę z ciężkim sercem, prowadząc na krwawą ofiarę swego syna, Izaaka. A przecież on miał być dziedzicem Bożej  obietnicy, syn wiekowej Sary miał dać początek wielkiemu narodowi. Bóg to obiecał, więc Abraham wierzył i wiedział, że musi być Bogu wierny do końca i bez zastrzeżeń. Patriarcha chciał być posłuszny Bogu do końca. Od Niego miał bowiem wszystko i gotów był z siebie dać wszystko, by być Bogu wiernym. A przecież ofiara z Izaaka to ofiara najwyższa, to więcej niż ofiarowanie samego siebie. I kiedy  Abraham gotów jest dać wszystko, wtedy Bóg pohamowuje jego ofiarniczy nóż. Mówi – nie czyń chłopcu krzywdy, pokazuje, że w sprawach ofiar nie człowiek ale Bóg sam sobie wybiera żertwę ofiarną. Dlaczego tak jest? Dlaczego to nie człowiek poświęca się? Po wiekach okaże się to zrozumiałe. Stanie się jasne, że sam człowiek nie jest w stanie poświęcić się, ofiarować, by zrealizowany został Boży plan zbawienia ludzi, który został po raz pierwszy zapowiedziany Abrahamowi.

Istotnie sam Bóg musi wybrać wykonawcę swoich planów zbawienia nas. Tym, który się dla tych planów poświęci, nie jest ani Abraham, ani Izaak, ani nikt z nas, choćby najdoskonalszy. Bowiem jest tylko jedna taka Osoba, która jest gotowa przez swoje życie i śmierć poświęcić się dla nas, by pokonać grzech i szatana, sprawcę grzechu, oraz oczyścić nas aż do czystości serca, byśmy mogli posiąść życie wieczne. Tą Osobą jest Syn Boży, Jezus Chrystus, który stał się człowiekiem i poświęcił się żyjąc wśród naszych grzechów, umierając z ich powodu i zmartwychwstając byśmy jako ludzie mieli życie z Bogiem. Dla naszego oczyszczenia Jezus zamieszkał z nami przez Eucharystię i przez Ducha Świętego, aby przygotować nas do wieczności i wprowadzić w nią.

Tak więc to Bóg stara się o nas, Jemu bardzo zależy, On daje z siebie wszystko i toczy walkę o nas ze złym duchem, by nas od potępieńczej siły zła ocalić. Walczy o to z wielką determinacją, ponieważ wie, do jak wielkich dóbr Bóg nas przeznaczył. Ojciec Niebieski stworzył nas dla siebie, Jezus gładzi nasz grzech, a Duch Święty uświęca nas, byśmy mogli stać się podobni do Boga i wejść do Jego Królestwa. Dobra, jakie Bóg chce przed nami otworzyć, są dobrami Bożymi, nie ludzkimi. Pan Jezus, zanim umarł na krzyżu i zmartwychwstał, i zanim wylał Ducha przygotowującego nas do świętości, objawił Apostołom i nam, jak wielkie i zapierające dech w piersiach są dobra wieczne, w jakich żyje Bóg i do jakich Bóg nas zaprasza. Kiedy te dobra zostają choć trochę ludziom pokazywane, wrażenie jest powalające i zapierające dech w piersiach. Tak oniemieli i nie wiedzieli, co mówić, Apostołowie na Taborze. Tak oniemiało w Apokalipsie całe zbawione Niebo, kiedy zobaczyło chwałę Boga.

Do tego właśnie oniemienia Bóg nas przygotowuje. Chciał, żebyśmy zapomnieli o przebaczonym nam grzechu, doświadczyli czystości serca i mogli oglądać Boga w Niebie. By ten Boży plan się do nas przybliżył, człowiek naprawdę niczego nie może zrobić sam z siebie. To nie jest jego miara i jego skala możliwości. Ktoś powie, że Bóg takich planów mieć nie może, że jest człowiek jest do tego za mały i zbyt niedoskonały, a jednak… Bóg ma takie plany…

On je realizuje najpierw przez Syna, by pokonać potępiającą siłę grzechu. Potem przez Ducha Świętego, by nas oczyszczał i uświęcał aż do ostatnich naszych dni, a w tych ostatnich dniach Syn znów przyjdzie w chwale, właśnie w takiej chwale, jaką objawił na Taborze, a nawet jeszcze pełniej ją objawi.

Tak więc to nie człowiek a Bóg daje z siebie wszystko, byśmy mogli ostatecznie zamieszkać w Jego chwale. A my mamy Jemu uwierzyć, Jego pokochać i zachwycić się tym, co nam przygotowano. Tego pragnąć z całego serca, tym Jego staraniom się poddać, a nie martwić się, że nie dam rady. Amen

Dk Jan

wtorek, 2 stycznia 2024

CO MA WSPÓLNEGO ŚW. SZCZEPAN Z BOŻYM NARODZENIEM?

W religiach niechrześcijańskich Bóg jest czczony jako Istota duchowa, odrębna od świata, całkowicie zewnętrzna w stosunku do niego, nie mająca do niego konkretnego podobieństwa, ale niematerialna, nieokreślona i bezpośrednio niedostępna. Inaczej jest z Bogiem objawiają­cym się najpierw Żydom a potem w Jezusie Chrystusie całemu światu. Ten Bóg stał się człowiekiem z mocy Ducha Świętego i z ciała Maryi Panny. Dlatego jest Bogiem i za razem ma ludzkie ciało, jest konkretną, namacalną ludzką Osobą.

Przez całe swoje ziemskie życie Jezus – Bóg wcielony był zewnętrznie taki jak my i przez to dostępny nam jak każdy, inny człowiek. A jednak, kiedy umarł, nie zakończył swojego życia w ciele, jak kończą je wszyscy ludzie. Po śmierci zmartwychwstał i otrzymał nowe życie, nie w dotychczas posiadanym ciele, ale w ciele nowym, chwalebnym, które stanowi doskonałą i ostateczną wersję ciała ludzkiego zaplanowaną dla nas przez Boga. Jezus – Syn Boży jako pierwszy otrzymał to nowe ciało a w nim życie wieczne. W tym nowym ciele Syn Boży z Ojcem i Duchem Świętym jest Jednym Bogiem, ale także Człowiekiem, który ma jednoznacz­nie ludzką postać, nie taką w jakiej ludzie żyją obecnie, ale doskonałą, w jakiej będą mieli życie wieczne.

Co więcej, Syn Boży zmartwychwstały, w ciele chwalebnym odchodzi do Ojca i odtąd Niebo - mieszkanie Ojca i wielu istot duchowych staje się także mieszkaniem Syna, który teraz jest także Człowiekiem. Niebo zaczyna być mieszkaniem Boga-Człowieka i ludzi podobnych do Niego, bo oczyszczonych i otrzymujących zmartwychwstałe ciała. Takie ludzkie Niebo jest przełomowym etapem planu Ojca, kiedy przestaje ono być siedzibą tylko istot duchowych, ale Boga w ciele i nas uczynionych do Niego podobnymi. Tam będziemy żyli w ciele z Bogiem w ciele, jako istoty chwalebne, wybawione nawet od cienia grzechu.

W drugim dniu świąt Bożego Narodzenia wspominamy świętego Szczepana, pierwszego męczennika, który poniósł śmierć przez ukamienowanie za rzekome bluźnierstwo. Kamieno­wany męczennik w chwili śmierci ujrzał niebo otwarte i Jezusa zasiadającego po prawicy Ojca. To określenie oznacza, że Szczepan ujrzał Jezusa, który, choć jest człowiekiem w zmartwych­wstałym ludzkim ciele, nadal jest równy Ojcu i zajmuje z Nim tę samą Boską pozycję, jakby Ojciec udostępnił Synowi miejsce po swojej prawej ręce na Boskim tronie, jakby jeden władca posadził obok siebie innego władcę równego sobie.

Takiego Boga w ciele widział Szczepan w chwili śmierci i dla takiego Boga umierał. Nie tylko dla NAJWYŻSZEGO Boga Izraela, Istoty niewidzialnej, którą czcili Żydzi, ale także dla Boga, który stał się człowiekiem i odtąd jest widzialny, namacalny, dostępny jak ludzie, a nawet bardziej, bo przeni­kający swym Bóstwem nasze człowieczeństwo. Jest Bogiem NAJBLIŻSZYM, z którym mamy, jak Szczepan bezpośrednią relację.

Ten Bóg objawiony jest zatem Bogiem NAJWYŻSZYM ale i NAJBLIŻSZYM. On chce wynieść każdą istotę ludzką do najwyższej godności takiego samego człowieka, jakim człowiekiem jest On. I rzeczywiście wynosi nas do zażyłej więzi ze sobą. Taki Bóg nie jest więc Bogiem duchowym, żyjącym nie wiadomo gdzie, ale jest Bogiem ludzkim, znajomym, Bogiem z naszej rodziny i jako Taki jest dla nas nie do zignorowania. On jest podobny do nas i żyje codziennie w nas, a my żyjemy w Nim. Rozumiał to św. Szczepan i wiedział, że jego serce takiego Boga po ludzku bliskiego i po Bożemu wspaniałego zignorować nie możne, że musi Go wyznać i o Nim dać świadectwo, inaczej nie będzie mógł żyć.

Bóg po Bożemu NAJWYŻSZY i po ludzku NAJBLIŻSZY woła do naszych serc o zdecydowane opowiedzenie się za Nim. Woła, a Jego bliskość pociąga nas już nie tylko do wiary, która bywa słaba, ale przede wszystkim do miłości, która pobudza wiarę.

Najbliższy Bóg i Człowiek poświęcił się dla nas. A my, czy odpowiemy miłością na Jego bliskość? Czy będziemy gotowi poświęcić się dla Niego. Nie koniecznie od razu tak jak Szczepan, ale też z wielkim przekonaniem i zaangażowaniem. Bo ten Bóg jest tak konkretny i wyrazisty, On chce być prawdziwie dla nas. A my, czy chcemy być prawdziwie dla Niego? Przecież On - Bóg oferuje nam ludzki związek ze Sobą, bo sam ma ludzki związek z nami. Dopiero, gdy uświadomimy sobie głębię zażyłości, jaka płynie z tego związku, jak Szczepan nabieramy gotowości do poświęcenia. Nie koniecznie od razu będzie z nami tak, jak ze  Szczepanem. Najpierw niech to będzie wezwanie, by pojawiło się w nas serce traktujące Go gorąco a nie letnio. Byśmy odkryli głębię intymności, jaka rodzi się między Nim a nami. Obyś był zimny albo gorący, ale skoro jesteś letni, wyrzucę cię z ust moich - mówi Pan Jezus do Laodycejczyków na kartach Apokalipsy.

dk. Jan

piątek, 29 grudnia 2023

CZY OCZEKUJEMY PANA? – Refleksja nad Mszą Świętą

Słowo to piszę przede wszystkim do tych, co uczestniczą we Mszy Świętej regularnie i znają ją, co uczestniczą w niej co niedziela, może nawet kilka razy w tygodniu, a może codziennie. Piszę to do tych, co regularnie odmawiają modlitwę Ojcze Nasz, a może odmawiają ją bardzo często, na przykład w Różańcu. Piszę to do was, moi drodzy. I piszę też do kapłanów, którzy sprawujecie Eucharystię i najbardziej jesteście wezwani, by nią żyć i by głosić Słowo Boże o tym, co sprawujecie. Piszę to do was wszystkich i proszę - posłuchajcie.

Oto od znaku krzyża rozpoczyna się Msza św.: W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, a wszyscy odpowiadamy: Amen. Potem, na powitanie, padają słowa św. Pawła – Miłość Boga Ojca, Łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi (2Kor 13,13), my zaś odwzajemniamy tę miłość kapłanowi odpowiadając mu – I z duchem twoim.  Ten dialog rozpoczyna Eucharystię najczęściej, ale czasem może zostać wybrany inny dialog, oparty na słowach św. Jana – Łaska i pokój od Tego, który jest i który był, i który przychodzi niech będą z wami (Ap 1,4). Wtedy też ochoczo odpowiadamy – I z duchem twoim. Te słowa są pozdrowieniem przekazywanym przez św. Jana: od Chrystusa-Boga, czyli Tego który jest, jaki się objawił Mojżeszowi w gorejącym krzaku; od Chrystusa, który stał się Człowiekiem, narodził się z Maryi i był na ziemi, a potem wstąpił do nieba; i wreszcie od Chrystusa, który przychodzi. On to przychodzi do Kościoła i do nas osobiście po zmartwychwstaniu - najpierw w Eucharystii, a potem, ostatecznie, w końcu czasów, które od dnia zmartwychwstania nieprzerwanie się do nas przybliżają. W tych słowach Jezus przypomina przez Jana wszystkim pokoleniom chrześcijan, że Jego przyjście jest prawdą i dokonać się może w każdej chwili obecnego czasu. Taki to jest początek Eucharystii. 

Później następuje akt pokuty. Kapłan wzywa do niego w słowach: Uznajmy przed Bogiem, że jesteśmy grzeszni, abyśmy mogli godnie złożyć Najświętszą Ofiarę. Po tym wezwaniu odmawiamy Spowiedź Powszechną albo jeden z dialogów, na przykład: Panie, Synu Boży, który rodząc się z Maryi Dziewicy, stałeś się naszym bratem, zmiłuj się nad nami. Chryste, Synu Człowieczy, który znasz nasze słabości, zmiłuj się nad nami. Panie, Synu Jednorodzony Ojca Przedwiecznego, który przyjdziesz sądzić żywych i umarłych zmiłuj się nad nami. Po tych słowach pokornie błagamy o miłosierdzie Tego, który przyjdzie i wołamy do Niego: zmiłuj się nad nami. Zwróćmy wtedy uwagę, do kogo wołamy. Do Tego, który przyjdzie, w trwających od dnia zmartwychwstania do końca dni, czasach ostatecznych. Wołamy, aby nam przebaczył i przyjął nas wtedy do nieba.

Później następuje hymn Chwała, a następnie Kolekta i Czytania zależne od okresu roku liturgicznego. Omawianie tych tekstów zmiennych pomińmy i dalej zwróćmy uwagę na wyznanie wiary, składane w niedziele i uroczystości. Padają słowa: Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego … – które wszyscy jak jeden mąż odmawiamy. A dalej mówimy - … wstąpił do nieba; siedzi po prawicy Ojca. I powtórnie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych. … Podobnie, kiedy odmawiamy Koronkę czy Różaniec mówimy: Wierzę w Boga Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi. I w Jezusa Chrystusa, Syna Jego jedynego, którywstąpił na niebiosa, siedzi po prawicy Boga Ojca wszechmogącego. Stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych.

Po Credo i Modlitwie powszechnej następuje Ofiarowanie zakończone modlitwą nad darami i wtedy przechodzimy do Modlitwy Eucharystycznej. Jej początkiem jest Prefacja. W okresie Adwentu w prefacjach padają następujące słowa: On ponownie przyjdzie w blasku swej chwały, aby nam udzielić obiecanych darów, których czuwając z ufnością oczekujemy. Albo podobne: On pozwala nam z radością przygotowywać się na święta Jego narodzenia, aby gdy przyjdzie -  oczywiście ponownie w chwale, bo narodził się jako człowiek już dawno - znalazł nas czuwających na modlitwie i pełnych wdzięczności.

Teraz następują modlitwy eucharystyczne do wyboru. Są one dość zróżnicowane, ale każda po słowach Konsekracji zawiera do uznania cztery aklamacje. Zwróćmy szczególną uwagę na trzy z nich: Oto wielka tajemnica wiary. Głosimy śmierć Twoją Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale. Albo: Wielka jest tajemnica naszej wiary. Ile razy ten chleb spożywamy i pijemy z tego kielicha, głosimy śmierć Twoją Panie, oczekując Twego przyjścia w chwale. Albo: Tajemnica wiary: Chrystus umarł, Chrystus zmartwychwstał, Chrystus powróci. Te słowa są najbardziej wyrazistym osobistym wyznaniem, że naprawdę oczekujemy na przyjście Pana Jezusa. Wszyscy powtarzają aklamację głośno jako odpowiedź na wydarzenie Konsekracji, która jest uobecnieniem na ołtarzu przyjścia Pana Jezusa na ziemię, Jego śmierci, zmartwychwstania i wstąpienia do Ojca. Konsekwencją naszego udziału w tej Jego Ofierze - dokonanej już i powtarzanej dla nas bezkrwawo - jest właśnie to, że mamy nadzieję i pragnienie Jego przyjścia i wynikającego stąd dla nas życia wiecznego. To właśnie wyznajemy.

Ale nie tylko tu wyznajemy naszą wiarę i pragnienie przyjścia Pana. Owszem w I oraz II Modlitwie eucharystycznej nie ma więcej takich wyznań, ale w III Modlitwie eucharystycznej po konsekracji i po aklamacji padają następujące słowa: Wspominając Boże zbawczą mękę Twojego Syna, jak również cudowne Jego zmartwychwstanie i wniebowstąpienie oraz czekając na powtórne Jego przyjście składamy Ci wśród dziękczynnych modłów tę żywą i świętą ofiarę. Podobna modlitwa występuje w tym miejscu także w IV Modlitwie eucharystycznej i w I Modlitwie eucharystycznej o tajemnicy pojednania.

Po tej kulminacyjnej części Mszy św. następują obrzędy Komunii, a w nich mamy najpierw modlitwę Ojcze nasz. Tę to modlitwę zaczynamy od dwóch najważniejszych próśb: po pierwsze uwielbienia Ojca – święć się Imię Twoje, a po drugie od wyrażenie naszego pragnienia - przyjdź Królestwo Twoje. To właśnie jest wyrażeniem naszego pragnienia, by ostatecznie Ojciec dopełnił dzieła zbawienia, które jeszcze się nie skończyło, ale od zmartwychwstania Jezusa trwa nadal przez Ducha Świętego i trwać będzie do końca czasów.

Po tej modlitwie, której nauczył nas Pan Jezus, wypowiadana jest druga, po aklamacji, modlitwa z mocą wzywająca nas do oczekiwania na przyjście Pana: Wybaw nas Panie od zła wszelkiego, obdarz nasze czasy pokojem. Wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy zawsze wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu, pełni nadziei oczekiwali przyjścia Pana naszego Jezusa Chrystusa. Na tę to modlitwę odpowiadamy wszyscy: Bo Twoje jest królestwo, potęga i chwała na wieki. To wyznanie wyraża nasze przekonanie, że do Jezusa – Boga i Człowieka, zmartwychwstałego i zasiadającego po prawicy Ojca należy królowanie, pełnia Bożej potęgi i Boża chwała, ukryta w ludzkim ciele. Dlatego to Jego, naszego Pana, należy się spodziewać przy końcu czasów, jest On w Ewangelii zapowiedziany i rzeczywiście mamy czekać Go z upragnieniem.

Czy widzimy, że oczekiwanie na powtórne przyjście Pana, jest, obok narodzenia, śmierci, zmartwychwstania i zesłania Ducha, osią wydarzeń eucharystycznych? Czy nie aż dwa razy jesteśmy we Mszy św. wyraźnie wzywani, by tę wiarę wyznać i to pragnienie przyjścia Jezusa wyrazić? Taki wyrazisty charakter eschatologiczny nadała Mszy św. reforma liturgii po Soborze Watykańskim II i chwała jej za to.

A jednak, nawet mimo obecnego kształtu liturgii, oczekiwanie na drugie przyjście Pana Jezusa w praktyce Kościoła wyraźnie kuleje. Kościół o nim nie myśli. Ludzie Kościoła nie są do niego formowani. Treści eschatologiczne nawet gorliwym uczestnikom Mszy św. łatwo przelatują mimo uszu. Z czego to wynika?

Niestety z tego, że Pan Jezus przychodzący do nas, nie jest dla nas, nawet dla wielu kapłanów, umiłowanym i upragnionym. Nie zostaliśmy wychowani do miłowania Go, ale do starotestamentalnego lęku przed Bogiem. I nadal nikt nas nie uczy owego pragnienia:  maranathaprzyjdź Panie, które św. Jan pozostawił Kościołowi jako zadanie na ostatniej karcie Apokalipsy. A kapłani, sprawujący Ofiarę Eucharystyczną codziennie, też prawie nigdy nie żyją tym oczekiwaniem i prawie nigdy nie mówią wiernym o tym, że naprawdę każdego dnia oczekujemy Pana Jezusa i że z miłością, nie z lękiem, mamy oczekiwać Jego powtórnego przyjścia, Jego przyjścia w chwale. Bo naprawdę mamy kogo oczekiwać!

Diakon Jan    

wtorek, 26 grudnia 2023

LUDZKIE NIEBO

Na początku, za dni wieczności, Syn Boży, odwieczne Słowo było u Boga jako Syn Boży. Ono też wraz Ojcem i Duchem Świętym było jednym Bogiem. W Nim było życie Boże i z Niego to życie wytrysnęło, by stać się istnieniem całego świata. W Nim był początek świata, greckie arche, jego wzorzec, na którego podobieństwo świat zaistniał, przez którego nabrał swej wyjątkowości.

Wśród Bożej wieczności stała się jedna chwila, skończony czas i ograniczona przestrzeń, w której możemy żyć i uczyć się obcowania z wiecznością. Taki był Boży plan i zgodnie z nim nawet, kiedy grzech zniekształcił świat i ludzkie serca, ludzie nie zginęli, ale dla nich był ratunek. Bóg ma zawsze możliwość uratować nas, jeśli mu się powierzymy, a sprawcą tego ratunku jest ten sam Syn Boży, który najpierw nadał światu istnienie i kształt. Słowo przyszło do swojej własności jako Zbawiciel i nie pozostało bezradne nawet, gdy swoi Go nie przyjęli. Bóg przyszedł i stał się człowiekiem. Przyjął ludzkie ciało i od tej pory JEST, ale nie tylko jako Istota Boska ale także ludzka – ma nasze ciało.

Od tej pory staje się widoczne, że po prawdzie niewielka jest odległość między cielesnym stworzeniem, a Bożym duchem. Od tej pory na ziemi, pośród nas, jako jeden z nas, zamieszkał Bóg. Od tej pory należy On do naszej historii i do naszej teraźniejszości. Staje się człowiekiem i przez to nie jest daleki, nieokreślony (choć pozostaje Tajemnicą), ale konkretny, namacalny, dostępny i bliski. Jest z nami dosłownie, a nie w przenośni. Żyje już nie tylko na wyżynach Nieba, ale po prostu z nami na ziemi. Można Go zapytać: Mistrzu, gdzie mieszkasz, a On nam
odpowie: chodźcie i zobaczcie.

Lecz Bóg już nie tylko ma mieszkanie w domach ręką ludzką uczynionych, ale mając Ducha Świętego potrafi przeniknąć nas, zamieszkać w nas i uczynić nas dziećmi Bożymi, swoją rodziną, tak jak On na początku, nie mając ciała, był dzieckiem Boga Ojca, a teraz stał się dzieckiem Boga Ojca w ciele i w ten sposób pociąga nas cielesnych do Bożej rodziny. Jezus daje nam Ducha Świętego, abyśmy zyskali  duchowy rdzeń, którym jest rodzinna więź z Bogiem. Dzięki Słowu wcielonemu my cieleśni już teraz, przez wiarę i chrzest stajemy się bliską rodziną Boga. Już teraz, a co dopiero na wieczność, po naszym ostatecznym zmartwychwstaniu. Czy to nie przejmująca prawda warta głębokiej wiary?

Ostatecznie bowiem pełną więź dziecka z Bogiem zyskujemy od Jezusa, Bożego Syna i dokonuje się to po Jego zmartwychwstaniu, które jest Jego drugim i ostatecznym wcieleniem. Wtedy to Słowo staje się Ciałem Chwalebnym i zamieszkuje już na wieki u Ojca, a także tymczasowo między nami, na ziemi, dopóki nie osiągniemy domu Ojca. Zmartwychwstały jest tym ostatecznym Bogiem-Czło­wiekiem, który dzięki Duchowi Świętemu pozostaje w naszym zasięgu. Tak właśnie dokonuje się największa rewolucja całego Istnienia - Niebo, mieszkanie Boga staje się mieszkaniem ludzi. Przede wszystkim ponieważ Bóg staje się Człowiekiem, ale także dlatego, że i my – przybrane dzieci Boże mamy tam swoje miejsca. Od tej pory słudzy Boga - aniołowie służąc Bogu służą Jezusowi i służą nam. To dlatego niektórzy z nich, szatani, zbuntowali się. Nie chcieli bowiem iść na służbę ludziom.

Słowo chwalebne, póki żyjemy na ziemi, mieszka między nami. Przychodzi do nas w każdej modlitwie i kontemplacji, ale nade wszystko mamy z nim namacalny kontakt, kiedy przychodzi do nas na ołtarzach świata w Ciele Eucharystycznym. Tu możemy Go przyjmować jako pokarm, możemy go czuć dotykiem i adorować patrząc nań. Jest to najpełniejsza bliskość cielesna i duchowa, jaką mamy z Panem Jezusem w tym życiu. Zaprawdę Bóg wcielił się, by oddać się nam po ludzku, a w przyszłości będzie żyć z nami w Niebie także po ludzku, choć w zupełnie nowych, chwalebnych realiach.  

dk Jan.