Eseje - dla Rodziny Rodzin



Ten wizerunek Maryi z Jezusem w łonie jest mi najbliższy.
Tam, w Meksyku dane mi było znaleźć się i przeżyć piękny czas nie wydając ani grosza.
Tam doznałem wielkiej łaski, cudnego dotknięcia i uzdrowienia przez Najbliższego.
Za ten dar dziękuję, dziękuję, dziękuję. 

I dziękuję Rodzinie Rodzin, że mogę jej służyć.


Poniżej zestawiam wybrane teksty szczególnie związane z duchowością Rodziny Rodzin.



Jasnogórskie Śluby Narodu


Wstęp

Wielka Boga-Człowieka Matko!
Bogarodzico Dziewico, Bogiem sławiona Maryjo! Królowo świata i Polski Królowo!

Tekst biblijny
Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! (Łk 1,38)

W pięćdziesiątą rocznicę Jasnogórskich Ślubów Narodu, napisanych przez Stefana Kardynała Wyszyńskiego Prymasa Polski jeszcze w areszcie domowym, w Komańczy i złożonych uroczyście na Jasnej Górze pod nieobecność Księdza Prymasa, w dniu 26 sierpnia 1956 roku, próbujemy na nowo odczytać sens owych narodowych przyrzeczeń. To, co porządkowało życie wielu Polaków w trudnych latach sześćdziesiątych, chcemy zastosować do naszego życia duchowego w przekonaniu, że nie ma odnowy moralnej społeczności bez odnowy moralnej jednostek. Ksiądz Prymas po opuszczeniu Komańczy, ożywiany myślą o złożonych w 1956 roku ślubach był pełen nadziei, że rok 1966, tysiąclecie chrztu Polski, stanie się momentem przełomowym w życiu narodu polskiego, uciemiężonego komunizmem. Dlatego zamyślił dziewięcioletnie przygotowanie, Wielką Nowennę 1957-1966, w czasie której kierował Polaków ku refleksji nad głównymi bolączkami ich narodowego życia. Te bolączki ułożył zgodnie z tekstem Ślubów Jasnogórskich w dziewięć ważnych spraw, których oczyszczenie, zadeklarowane Bogu w dniu 26 sierpnia 1956 roku w obecności Bożej Pośredniczki – Maryi, stałoby się podstawą przygotowań do uroczystości milenijnych. 

Jasnogórskie Śluby Narodu i Wielka Nowenna przed Milenium chrztu Polski, były mobilizacją narodu do poddania się przemianie duchowej i uświęceniu, i rzeczywiście stały się źródłem owoców dla wielu ludzi tego narodu. Ksiądz Prymas zabiegał o przemianę duchową Narodu, a czymże jest przemiana Narodu, jeśli nie przemianą ludzi tego Narodu. Naród Milenium to miał być naród święty, a naród święty to nic innego jak wspólnota ludzi świętych. Mamy takich ludzi, Milenium przyniosło owoce, ale przecież na takie owoce nadal czekamy. Wśród tych owoców wzorcowym jest owoc najokazalszy - Jan Paweł II. Miał on świadomość spuścizny Milenium w swoim życiu, gdy po swoim wyborze publicznie i wobec Prymasa Tysiąclecia wyznawał: Nie byłoby Polaka na Stolicy Piotrowej, gdyby nie twoja wiara. Tak wiec Milenium zaowocowało w roku 1978, zaowocowało w roku 1979 na Placu Zwycięstwa, w roku 1980 w Stoczni Gdańskiej i wreszcie dało owoce w roku 1989. Natomiast nie spełnienie postulatów moralnych Milenium zaowocowało również, choć robaczywie i nadal owocuje w politycznej i społecznej prywacie niszczącej tkankę wolnej Polski. 

To czego doświadczyliśmy w latach 1978-2005 za sprawą Jana Pawła II było wpatrzeniem w jego osobowość, śledzeniem jego poczynań, pielgrzymek, spotkań z ludźmi, było towarzyszeniem naukom przez niego głoszonym, było też pielęgnowaniem dumy, że ten wielki biskup u steru Kościoła, to nasz rodak z Wadowic i Krakowa. Patrzyliśmy jak przez 28 lat służył, a służąc dostępował osobistego uświęcenia, dźwigając otrzymany z woli Bożej ciężar odpowiedzialności. Patrzyliśmy, słuchaliśmy i podziwialiśmy, lecz potraktowanie go jako impulsu do własnego uświęcenia, przez podjęcie woli Bożej i odpowiedzialności we własnym życiu, przychodziło opornie - jakże opornie. 

Mimo tego, a może raczej właśnie dlatego, Milenium Jasnogórskich przyrzeczeń jest wielkie, bo nadal otwarte dla tych, którzy przejmują się jego aktualnością. Aby przyrzeczenia te zaowocowały w wymiarze narodowym i eschatologicznym potrzebne jest dołożenie do sumy zgromadzonej już wokół nich świętości, jeszcze jednego przyrzekam – mojego. Moje przyrzekam oznacza wolę poddania się oczyszczeniu, uzdrowieniu i uświęceniu w dziewięciu sprawach podstawowych i najprostszych: w sprawie wierności Bogu, życia w łasce uświęcającej, ochrony człowieka od chwili poczęcia, trwałości rodziny, miłości w rodzinie, trwania młodego pokolenia w Bogu, kierowania się miłością i sprawiedliwością w życiu społecznym, poddawania wad narodowych oczyszczeniu, a cnót narodowych pielęgnacji i wreszcie w sprawie ostatniej, właściwej czci Maryi. 

Jasnogórskie Śluby Narodu nie są ślubami anonimowego tłumu, są ślubami jednostek, które dla dobra narodu chcą ofiarować własny wysiłek etyczny, podobny do tego, który podejmował Prymas Wyszyński i Kardynał Wojtyła – papież Jan Paweł II.

Co znaczy ślubować przemianę? To znaczy uroczyście uświadomić sobie wezwanie jakie płynie z Ewangelii i poczuć się osobiście zainteresowanym gorąca więzią z Bogiem, na wzór Maryi. 

Matka Najświętsza jest doskonałym wzorem człowieka przenikniętego duchem Ewangelii, który jest też duchem Jasnogórskich Ślubów Narodu. Ewangelia jest darem Boga, który, by zasypać przepaść powstałą między Nim, a nami - grzesznikami, stał się kimś nam najbliższym, wszedł w nasze życie, by odtąd życia tego nigdy nie opuścić, by zapoczątkować nasze mistyczne zjednoczenie z Nim, życie, które zwie się życiem wiecznym. Bóg stał się człowiekiem i tu tkwi początek naszej z Nim bliskości.
Lecz, aby stać się człowiekiem dla nas, Bóg najpierw stał się człowiekiem dla Niej, gdy tylko powiedziała: niech mi się stanie. Zapragnęła, by Bóg zaistniał w jej życiu: bliski, żyjący w jej łonie, mieszkający w jednym z nią domu, otoczony jej matczyną miłością i oferujący jej swoją miłość synowską. Tajemnica bycia Wielką Matką Boga i Człowieka jest tajemnicą tego, by dać się wybrać jako oblubienicę Boga, pozwolić się porwać i związać z Nim więzami rodzinnymi i aby ze swej strony zamknąć Boga w łonie swoich najważniejszych spraw, takich jak żona i mąż, matka i dziecko. Być osobiście zainteresowaną Bogiem, jako swoim Synem i cieszyć się żarem miłosnego zaangażowania ze strony Boga. 

Niewiarygodne, a jednak prawdziwe jest to, że Maryja nie otrzymuje jednak swojego przywileju wyłącznie dla siebie. Bóg stał się dla niej człowiekiem, by stać się człowiekiem dla nas - grzeszników. Jej zjednoczenie z Bogiem jest najpierw zjednoczeniem Matki z Synem i nasze zjednoczenie z Bogiem dokonuje się na drodze wejścia w tę rodzinę, gdzie Chrystus jest bratem, a ona - Matką. Jej zjednoczenie z Bogiem jest po wtóre związkiem Oblubienicy i nasze zjednoczenie z Bogiem zmierza właśnie też do zjednoczenia nas z Nim jako Oblubienicy. Dlatego Maryja i tu nam przewodzi, jest naszą Królową, Przewodniczką naszych osobistych poruszeń miłosnych ku Bogu. 

Tak więc, gdy biorę Maryję na świadka moich przyrzeczeń, staje przede mną cały Jej związek z Bogiem – związek osobisty, który mnie, małemu człowiekowi przypomina, że najszczersze nawet pragnienia odnowy, pozostaną tylko pragnieniami, dopóki nie zostanie zaangażowany również mój związek z Bogiem – oby najbardziej osobisty.

Jan Ogrodzki,2006


 





Wierność Bogu, Krzyżowi, Ewangelii 




Odnawiamy dziś Śluby przodków naszych i Ciebie za Patronkę naszą i za Królową Narodu polskiego uznajemy.
Zarówno siebie samych, jak i wszystkie ziemie polskie i wszystek lud polecamy Twojej szczególnej opiece i obronie. (...)
Wzywamy pokornie Twojej szczególnej pomocy i miłosierdzia w walce o dochowanie wierności Bogu, Krzyżowi i Ewangelii. Kościołowi świętemu i jego Pasterzom, (...)
Pomnij, Matko-Dziewico, przed obliczem Boga na oddany Tobie Naród, który pragnie nadal pozostać królestwem Twoim pod opieką najlepszego Ojca wszystkich narodów ziemi. Przyrzekamy uczynić wszystko, co leży w naszej mocy, aby Polska była rzeczywistym królestwem Twoim i Twojego Syna, poddanym całkowicie pod Twoje panowanie, w życiu naszym, rodzinnym, narodowym i społecznym. Królowo Polski, przyrzekamy!

Tekst biblijny
Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie. (...) Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość. Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że się człowiek narodził na świat. Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać. W owym zaś dniu o nic Mnie nie będziecie pytać. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje. Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna. (...) To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat. (J 16,16-33)

W pierwszym z dziewięciu rozważań skupiamy się na wierności, to ona jest centralnym tematem pierwszego dnia Nowenny. W tym dniu zwracamy się do Matki Bożej o pomoc w dochowaniu wierności Bogu, Krzyżowi, Ewangelii i Kościołowi. Te cztery wierności są ściśle powiązane, a w istocie sprowadzają się do dwóch: wierności Bogu i wierności Krzyżowi.

Wierność Bogu łączy się ściśle z wiernością Krzyżowi, obowiązuje tu ewangeliczna zasada ich wzajemnej zależności: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje (Mt 16,24). Jeżeli próbuję być wierny Bogu, to wierność ta stawia mnie w obliczu wyzwania, jakim jest wierność Krzyżowi. I jeżeli próbuję być wierny Krzyżowi, to dopiero wtedy odkrywam, na czym polega wierność Bogu.
Wierność Bogu najpierw musi mieć się do czego odwołać, Bóg musi mieć wartość w moich oczach. Aby to mogło się stać, muszę najpierw Go poznać, przejść z Nim przez urwistą przełęcz albo niespodziewanie spotkać Go na bezwodnym pustkowiu. Potem musi zacząć kojarzyć mi się z tym, co najważniejsze: z przytuleniem się do kochanej osoby i słuchaniem oddechu umierającego ojca, z krzątaniną zatroskanej mamy i ciemnością nad łóżkiem chorego dziecka, z przyjacielem, który rozumie w pół słowa i samotnością, gdy nikt mnie nie rozumie. Mam szansę dochować Mu wierności, gdy najpierw codziennie będę widział Jego wiernego przy moich radościach i moim smutku.

Radość i smutek czasu i chwili mają swoje zasadnicze znaczenie dla formowania mojej wierności. Każde formuje inaczej, radość uskrzydla, a smutek apeluje. Są to dotknięcia dwóch dłoni tej samej osoby. Smutek jest bólem, że jeszcze nie oglądam radości, a radość jest szczęściem, że już minął smutek. I nie jest to owoc zwykłej zadumy nad życiem. To Ewangelia.

Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie. (...) Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość. Nie oglądanie Boga jest smutkiem, ale ten smutek stanowi przygotowanie do radości, która jest radością widzenia Boga. Smutek przeżywania ciemności losu okazuje się naturalną drogą do przeżywania jego jasności. Stąd zawsze przejściowy charakter ciemności, bo jest ona przeniknięta nadzieją: zawiera w sobie zadatek radości. Zadatek ten realnie istnieje, choć jest mało widoczny, ponieważ jest przytłoczony ciężarem Krzyża. Aby radości dotknąć i zacząć ją przeżywać, trzeba pochylić się nad Krzyżem, skoncentrować na nim, innymi słowy podjąć jego kontemplację. Przeżywając ciemność Krzyża i podejmując jego kontemplację, otwieram się na tkwiący w nim zadatek radości, wyciągam po niego rękę i wchodzę na najkrótszą do niej drogę.

Kontemplacja Krzyża polega na zatrzymaniu się przy nim, obejrzeniu go ze wszystkich stron, wzięciu do ręki, poczuciu jego ciężaru, zastanowieniu się nad nim, objęciu go świadomością i odkryciu znaczenia. W kontemplacji Krzyża realizuję moją wierność Krzyżowi.

Co kontempluję w Krzyżu? Kontempluję ciemność, w której żyję: grzech i jego skutki w świecie, w ludziach i przede wszystkim we mnie, a kontemplując zaczynam widzieć oddalenie świata, ludzi i przede wszystkim siebie od Boga. Wierny Krzyżowi wiernie kontempluję go, a wiernie kontemplując, wiernie czerpię z niego kiełkujące, jak ziarnko gorczycy, zalążki Zmartwychwstania. Kto przytłoczony Krzyżem poddaje się apatii niewiary, braku modlitwy, smutku, pesymizmu, ten pogrąża się coraz bardziej w przekonaniu o bezwartościowości życia. Kto zaś obejmuje Krzyż modlitwą, kontempluje go i jest mu wierny, ten z próby smutku, apatii, pesymizmu i niewiary wychodzi zwycięsko.

Zatem do wierności Bogu, czyli wiary, prowadzi wierność Krzyżowi. Nieraz zadajemy sobie pytanie, jak ocenić wiarę, jaka jest jej wartość: czy jest mocna, czy słaba. Odpowiedź tkwi w rozważanych tu dwóch wiernościach. Wiara jest wiernością Bogu, a miarą wierności Bogu jest wierność Bogu w ciemności, czyli wierność Krzyżowi. Zatem trzeba stwierdzić z naciskiem, że tylko wierność Krzyżowi, czyli wierność Bogu na drodze udzielonej nam przez Jego wolę (która nie tylko wyraża się w cierpieniu, lecz po prostu we wskazywaniu, co dobre i co lepsze) jest jedyną droga do wierności Bogu. Tylko w ciemności może powstać osobista wierność Bogu w całej jego woli. Aby uczyć się wierności Bogu, muszę kontemplując Krzyż Jego woli, serdecznie prosić o wzbudzenie wiary, a następnie ofiarować ten Krzyż. Jest to możliwe tylko kładąc na jedną szalę cały osobisty stosunek do Ewangelii czyli więź z Bogiem. Na świecie doznaję ucisku, ale osobisty stosunek do Boga sprawia, że w ciemność ucisku wchodzi radość i przenika ciemność od środka. Radość ta jest darem Ukrzyżowanego, który uczestnictwo w Krzyżu przemienia w pokój zaufania i obdarowania, kładący się na życiu promieniem światła. Radość więc splata się z ciemnością, tak, że choć ciemność sprowadza na nią znamię przejściowości, to jednak i sama staje się przejściowa. Okazuje się, że moc, która zdolna jest tak konsekrować Krzyż, wypływa od Ojca. To Ojciec jest kluczem, bo nadaje sens życiu człowieka, jako życiu dziecka, kiedy karmi się ono Jego wolą. Wola Ojca jest pokarmem, a wiec źródłem życia. I ona też jest jedynym gwarantem porażki świata.

Ciemność i radość są zatem splecione, i Chrystus pokazuje to splecenie na sobie. W przeczytanym tekście Ewangelii najpierw na naszych oczach doznaje ciemności, by zmartwychwstały, w ukryciu przed światem wejść w radość Ojca. A kiedy wchodzi w tę radość, my, na oczach świata, doznajemy ciemności. Możemy jednak mieć pewność, że i ona obróci się również w radość. I również w ukryciu. Ta radość i to ukrycie ma charakter narodzin, wychodzenia z życia płodowego, a rozpoczynania życia pełnego. Tej radości nic już nie zagrozi, żadne zło. Jej istotą jest noszenie Ducha Świętego, który daje bezpośrednią więź dziecka z Ojcem, wszystko rozjaśnia się. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat.

Jan Ogrodzki, 2006 






Księdzu Feliksowi Folejewskiemu esej ten dedykuję. 

O ARCYKAPŁAŃSTWIE CHRYSTUSA,

NASZYM KAPŁAŃSTWIE SŁUŻEBNYM

I KAPŁAŃSTWIE POWSZECHNYM


To powiedział Jezus, a podniósłszy oczy ku niebu, rzekł: Ojcze, nadeszła godzina! Otocz swego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył i aby mocą władzy udzielonej Mu przez Ciebie nad każdym człowiekiem dał życie wieczne wszystkim tym, których Mu dałeś. A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa. [...] Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie. (J 17,1-19)

Arcykapłan. Ojciec stworzył nas jako swoje dzieci, podobne do swego Syna, uczynił nas Jego braćmi i siostrami, i oddał pod opiekę Synowi. Jemu powierzył nasz rozwój, czystość naszych serc i naszą więź z Ojcem. Dał nas w ręce Syna, byśmy przez Niego Ojca poznali i zżyli się z Nim teraz i na wieczność – słowem byśmy posiedli życie wieczne. Syn przyjął od Ojca odpowiedzialność za nas, stał się twórcą mostu między nami a Ojcem – stał się Pontifexem - Kapłanem. Tak się zaczyna nasza życiowa droga.

Ojciec oddał świat Synowi w dniu stworzenia, ale z chwilą przyjścia Jezusa ten świat został w szczególny sposób powierzony Jemu. Jezus ma intensywną świadomość swej odpowiedzialności, zwłaszcza w chwili śmierci na Krzyżu. Tego dnia dochodzi do szczytu pragnienie całego Jego życia – by zapewnić nam poznanie Ojca, który jest Najwyższym Dobrem dla Jezusa, a ma stać się nim także dla nas. Jezus razem z nami, jako jeden z nas, swoim życiem, słowem, czynem i miłością otacza Ojca chwałą pośród świata. 

Ale nie tylko Jezus otacza chwałą i miłością Ojca. Także Ojciec zechce otoczyć chwałą Jezusa, przywracając Go do życia i zabierając do Siebie. W dniu Wielkiego Czwartku, gdy wypowiadane są słowa modlitwy arcykapłańskiej i gdy Jezus przygotowuje się do odejścia wraz z nami do Ojca przez Śmierć i Zmartwychwstanie, prosi, by Ojciec otoczył chwałą także Jego Osobę, a z Nim nas, stanowiących w Nim jedno.

Zatem Chrystus wprowadza w świat i uwielbia w świecie Ojca, a Ojciec obejmuje wśród świata uwielbieniem Chrystusa i z Nim świat, będący z Nim w jedności. Chwała Syna, a z nią chwała nasza rozpala się w sercu Ojca. I chwała Ojca rozpala się w sercu Syna, a z nią w sercach naszych. Tak zostajemy zanurzeni w chwałę płonącą między Ojcem a Synem, a wszystko to dzięki temu, że Ojciec dał nas Synowi i umożliwił nasze zjednoczenie z Nim. 

Na tym polega misja arcykapłańska Chrystusa, że On obejmuje miłością Ojca byśmy też mogli to uczynić, a Ojciec obejmuje miłością Chrystusa i ta miłość spływa również na nas. Przeżywamy swoje życie z Ojcem, dzięki przeżywaniu jedności z Chrystusem, który staje się dla nas Kapłanem Ojca. Ta misja Kapłańska, jest misją dla nas, służy przybliżaniu nam Ojca i jako taka kosztuje Syna wielkie cierpienie. Jest to cierpienie towarzyszenia grzesznikom, życia na świecie i doznawania braku miłości. Całe ono wyraża się w Krzyżu. Ceną misji kapłańskiej Jezusa, kosztem poniesionym przez Chrystusa Kapłana dla naszego zjednoczenia z Synem i Ojcem, i dla zaczerpnięcia mieszkającego w Chrystusie Ducha Świętego, jest wielkopiątkowa ofiara: za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie. Dzięki tej ofierze zostajemy uświęceni w prawdzie, w Chrystusie, który jest skałą, punktem, stałym i niezawodnym. 

Nasze kapłaństwo służebne. Chrystus stał się Kapłanem służebnym, dla nas wybudował most do Ojca, dla nas stał się drogą do Niego. Wyrósł z korzenia Ojca jako mocny pień winorośli, byśmy mogli wyrosnąć na Nim jako gałązki i przynieść owoce. Pokornie się zaangażował: dla nas, byśmy otrzymali Ojca w swoim zasięgu i dla Ojca, by mógł cieszyć się swoimi dziećmi. Kapłaństwem służy Ojcu i nam. To kapłaństwo Chrystusa ma się znaleźć w naszym zasięgu, być dostępne nam, byśmy mogli z niego korzystać, jak z wody bijącej ze źródła. Do źródła trzeba przyjść, ale najpierw źródło to musi wytrysnąć i to w dostępnym dla nas miejscu. Czynienie kapłaństwa Chrystusowego dostępnym człowiekowi, Jego ofiary czymś bliskim i w zasięgu ręki, zostaje powierzone Kościołowi. To on stoi na straży obecności wśród nas naszego Kapłana, jest strażnikiem specjalnego daru, który zapewnia Jego realną obecność – obecność Tego, który poświęcił się za nas. Darem tym jest Eucharystia. Eucharystyczna obecność Chrystusa została w świecie wielorako umniejszona a nawet wyeliminowana wśród braci w różnym stopniu odłączonych, co jest wielkim bólem Kościoła i szkodą dla człowieka pozbawionego najważniejszego dostępu do Chrystusowego Kapłaństwa. 

Najważniejszą posługą w Kościele, służącą uczynieniu kapłańskiego dzieła Chrystusa przystępnym jest nasze ludzkie kapłaństwo służebne. Kapłan w Kościele, sprawując Eucharystię, czyni obecnym na ołtarzu i dostępnym człowiekowi akt, którego dokonał Chrystus swoim życiem, przychodząc na świat, biorąc na barki jego grzech, cierpiąc i oddając się w ręce Ojca, by od Niego otrzymać nowe życie dla Siebie i dla nas. Ten akt otrzymania daru od Ojca musi zaistnieć w świecie, byśmy mogli z niego czerpać i istnieje on właśnie dzięki posłudze kapłanów. Jak wielki to dar odkrywamy, gdy z niego korzystamy, gdy czerpiemy owoce Kapłańskiej posługi Chrystusa, a wtedy widzimy też, jak sami się zmieniamy.

Nasze kapłaństwo powszechne. Zmieniamy się, gdy czerpiemy z Chrystusa, a czerpiemy z Niego tylko wtedy, gdy jesteśmy z Nim w jedności, jak gałęzie z winnym krzewem. Chrystus, dzięki posłudze kapłanów służebnych, dał nam do dyspozycji swój kapłański akt poświęcenia się w ofierze, by być drogą do Ojca. Ten kapłański akt zamknął w Eucharystii i uczynił go dostępnym, byśmy też uczestniczyli w Jego kapłaństwie, razem z Nim Jego i swoje życie oddawali Ojcu i w ten sposób z Ojca czerpali. Chrystus raz się ofiarował i przeszedł do Ojca, my mamy w Eucharystii możliwość łączenia się z Nim, gdy dokonuje tej jednej ofiary. Jednoczymy się z Jego Kapłaństwem, by też stać się z kapłanami: kapłanami kapłaństwa powszechnego i by wykonywać akt swojego kapłaństwa: składać własną ofiarę i mieć pewność, że będzie ona skuteczna, bo trafi do Ojca. Nie będzie tylko naszym ludzkim dziełem, ale stanie się częścią kapłańskiego aktu samego Chrystusa. 

Tę możliwość docierania z naszą ofiarą do Ojca mamy dostępną w Eucharystii, ponieważ Chrystus ją ustanowił a posługujący kapłan - uobecnił. Teraz my możemy w niej uczestnicząc autentycznie zjednoczyć się z Chrystusem. Dopiero przez to zjednoczenie odkrywamy pełnię treści Eucharystii i jej fundamentalne znaczenie dla życia. Jednoczymy się z Chrystusem przez wiarę, że On daje życie, przez miłość do Niego, przez przerzucanie na Niego i na Jego ofiarę swojego życia oraz przez traktowanie swojego życia jako współofiarę wraz z Nim. Te cztery elementy jedności są podstawą uczestnictwa w Eucharystii. 

Uczestnictwo w Eucharystii jest aktywne, wymaga zaangażowania. Najpierw trzeba przygotować dar – siebie, swoje życie, swoje intencje, potem powierzyć je Chrystusowi i patrzeć z wdzięcznością, jak Chrystus bierze je na Siebie z bólem swej Męki. Wziąwszy nas na siebie Chrystus wciela się w nasze życie i konsekruje świat, nas i wszystko, co mu powierzyliśmy. Tak pozostawia na ołtarzu wszystko odnowione – jako owoc swojego Zmartwychwstania. 

Przez czas modlitwy eucharystycznej Zmartwychwstały jest dostępny żywy na ołtarzu, a wtedy mamy przez Niego otwarty przystęp do Ojca. Wreszcie Kapłan podnosi Chrystusa i ogłasza: Przez Chrystusa, z Chrystusem i Chrystusie, Tobie Boże Ojcze Wszechmogący w jedności Ducha Świętego wszelka cześć i chwała. Wówczas Ojciec przyjmuje wszystko: Jego i nas, Chrystus wstępuje do Ojca, ale dla nas pozostaje też na ołtarzu jako pokarm po wszystkie dni aż do skończenia świata. Wszystko to jako cena swej Śmierci i owoc Zmartwychwstania. 

To uczestnictwo w Eucharystii mamy dzięki posłudze kapłana, ale kapłan występuje tu w roli podwójnej: on także musi uczestniczyć w sprawowanym przez siebie Kapłaństwie Chrystusa, zjednoczyć się z nim i składać swoją ofiarę. Kapłaństwo służebne domaga się od kapłana kapłaństwa powszechnego. Wszyscy uczestniczymy w jednym Chrystusowym kapłaństwie.

Diakon Jan, 2010