OTO NADEJDĄ DNI



WYLEJĘ DUCHA MEGO NA WSZELKIE CIAŁO

Dzieje świata toczą się coraz szybciej, a Bóg mówi, mówi coraz częściej i mocniej. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od proroctwa Joela (Jl 3,1-5), który nawiązywał do tradycji proroków. Każdy prorok - Izajasz, Jeremiasz, Ezechiel od dnia powołania doświadczał działania Ducha Bożego. Właśnie dzięki temu Duchowi mógł powiedzieć – to mówi Pan, a nie „to mówię ja w imieniu Pana”. W prorokach i przez nich Bóg wypowiadał swoje Słowo osobiście, osobiście posyłał Boską moc w ludzki świat. Tak działo się od początku objawienia i tak dzieje się po dzień dzisiejszy: Bóg objawia się na sposób ludzki przez Ducha, który wylewa się na człowieka. Słowo staje się ciałem. Najpierw w pojedynczych przypadkach inspirowanych Duchem posłańców Bożych: proroków, przywódców, apostołów, kapłanów. Potem w całej pełni w Ciele Pana Jezusa. Moc Boża może działać po ludzku, jeśli Bóg tego chce i jej wcielanie nie umniejsza ani trochę siły oddziaływania.

Joel żyjący w Jerozolimie na przełomie V i IV wieku zapowiadał na czasy przyszłe powszechność prorockiego charyzmatu. Ogłaszał, że w czasach ostatecznych Bóg da Ducha całemu Ludowi i wielu będzie doświadczać Boskiej mocy, z siłą głosić Słowo i uczestniczyć w Jego dziełach. Wyleję Ducha mego na wszelkie ciało, synowie wasi i córki wasze prorokować będą, starcy wasi będą mieć sny, a młodzieńcy wasi będą mieć widzenia, nawet na sługi i służebnice wyleję Ducha mego w owych dniach(Jl 3,1-2).

Spełnianie się tego proroctwa odkryli Apostołowie w dniu Pięćdziesiątnicy, gdy zgromadzeni w Wieczerniku przeżyli Zesłanie Ducha Świętego. Było to ziszczenie się obietnicy Jezusa, że ześle od Ojca Pocieszyciela. Kościół otrzymał Ducha od Ojca przez Jezusa i był to owoc Jego śmierci za nasze grzechy i zmartwychwstania dla naszego zbawienia. Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wichru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też jakby języki ognia, które się rozdzielały, i na każdym z nich spoczął [jeden]. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. […] Ci ludzie nie są pijani, jak przypuszczacie, bo jest dopiero trzecia godzina dnia, ale spełnia się właśnie to, co powiedział prorok Joel (Dz 2,1-4,15-16).

Duch Święty stworzył Kościół, zjednoczył Dwunastu, dał im moc głoszenia Słowa i dostosowywania go do różnych czasów i sytuacji. Dał też moc przekazywania wszystkim pokoleniom znaków zwanych Sakramentami, przede wszystkim Chrztu, sprowadzającego Boga do serca człowieka, a także Eucharystii, odpuszczania grzechów i in. Duch Święty uzdolnił ludzi do modlitwy i naśladowania Chrystusa w chceniu i czynieniu dobra. Duch Święty promienieje z kart Pisma Świętego i napełnia Sobą każdego czytającego. Duch Święty jest najbliżej nas, to przez Niego mamy przystęp do Jezusa, a przez Jezusa do Ojca.

Owoce Ducha są niewidzialne, ale mogą być odczuwane i przeżywane przez ludzi i to w bardzo różny sposób: chłodno bez widocznych przejawów Boskiej mocy albo gorąco, emocjonalnie, ze spektakularnymi przejawami działania. Już w Starym Testamencie prorocy czasem pod wpływem Ducha wpadali w uniesienia prorockie, wykonywali znaki symboliczne. Podobnie w czasach Jezusa i Apostołów nauczaniu często towarzyszyły uzdrowienia, uwolnienia, a także, zwłaszcza wśród uczniów św. Pawła spektakularne charyzmaty. W późniejszych wiekach życie charyzmatyczne Kościoła raczej zanikło z wyjątkiem znaków czynionych przez wybitnych świętych.

Jednak w czasach bliskich współczesności działanie Ducha z mocą przez charyzmaty zaczęło się znowu odradzać w kształcie podobnym do opisanego przez Pawła. Nazywamy to odnową charyzmatyczną chrześcijaństwa, gdyż specjalna moc Ducha zaczęła się pojawiać najpierw w kościołach protestanckich, u zielonoświątkowców, a dopiero nieco później w kościele katolickim w postaci ruchów onowy m in. w ogromnej liczbie parafii w Polsce. Charyzmatyczna odnowa coraz wyraźniej nasila się. Temu nasilaniu się towarzyszy również nasilanie się prywatnych objawień, przede wszystkim maryjnych. Jednocześnie od I wojny światowej obserwujemy narastające masowe cierpienie i intensyfikację sił zła w świecie. Te tendencje można odczytywać jako znaki czegoś przybliżającego się, a charyzmaty i objawienia jako pomoc dla Kościoła w obliczu wypełniającego się czasu. Pomoc ta polega na zachętach do modlitwy i wskazówkach, jak rozpoznawać znaki czasu. Chodzi oczywiście o czas ostateczny. Nie znaczy to, że dowiemy się, kiedy on dokładnie nastąpi, ale że należy liczyć się z narastającą jego bliskością. Bóg w tekstach eschatologicznych Pisma Świętego niedwuznacznie rysował pewne etapy, które Kościół może rozpoznawać. Wydarzenia o charakterze katastroficznym są etapem przedostatnim, jak pisze Joel: I uczynię znaki na niebie i na ziemi: krew i ogień, i słupy dumne. Słońce zmieni się w ciemność, a księżyc w krew, gdy przyjdzie dzień Pański, dzień wielki i straszny (Jl 3,3-4). Po tym będzie już tylko ostateczny triumf Boga.

Jednak przedtem mamy pewne etapy, kiedy Bóg będzie podawał ludziom rękę dla ratowania ich przed szatanem, zniszczeniem świata i potępieniem. Bóg obiecuje, że każdy, kto przyjmie tę Jego specjalną pomoc, nawet w ostatniej chwili, ten zostanie ocalony od znacznej części nadchodzącego zła. Joel pisze: Każdy jednak, kto wezwie imienia Pańskiego na górze, będzie zbawiony, bo na górze Syjon i w Jeruzalem będzie wybawienie, jak przepowiedział Pan, i wśród ocalałych będą ci, których wezwał Pan (Jl 3,5). Bóg zapowiada, że u kresu szatan zostanie spuszczony z łańcucha, by szkodzić ziemi i wstrząsać bezbożnymi, żeby się nawrócili. Ale zanim się to stanie, Bóg da specjalną pomoc tym, którzy takich wstrząsów nie potrzebują, a przeciwnie, mają szansę w atmosferze nie strachu, a miłości dojrzeć do uświęcenia i bliskości z Bogiem. Kto święty niech się uświęci – apeluje Pan do Kościoła (Ap 22,11). Na razie nie wiemy, jak ta pomoc będzie przebiegać.

Dla uświęcenia świętych potrzebne są specjalne dary. Pierwszym był dar Miłosierdzia, a apostołami jego byli święci Faustyna i Jan Paweł II. Teraz nadchodzi nowy dar, jeszcze większy, choć też zapowiadany od początku - drugie wylanie Ducha Świętego. Jeszcze nie wiadomo, jak się to stanie, ale wiadomo, że Pan to przygotowuje i czas jest bliski. Będzie to ostatni wielki akt miłości Boga, mający na celu wyłonić świętych, którzy przyjmując Ducha, rozkochają się w Jezusie i Jego Ojcu, i odpowiedzą tym samym na odwieczne wołanie: Będziesz miłował Pana, Boga twego oraz na pytanie Jezusa do Kościoła: Piotrze, czy ty mnie miłujesz? Aby ta miłość ludzi do Boga, będąca odpowiedzią na miłość Boga do ludzi, spełniła się w sercach jak największej liczby świętych, Bóg po raz drugi i ostatni, obficiej niż za pierwszym razem, wyleje Ducha na wszelkie ciało i wypełni zapowiedź Joela. Najbardziej wstrząsającym, bo prostym i dobrze znanym tekstem zapowiadającym to wylanie jest werset z Listu Apostoła Jakuba syna Alfeusza: Trwajcie więc cierpliwie, bracia, aż do przyjścia Pana. Oto rolnik czeka wytrwale na cenny plon ziemi, dopóki nie spadnie deszcz wczesny i późny. Tak i wy bądźcie cierpliwi i umacniajcie serca wasze, bo przyjście Pana jest już bliskie (Jk 5,7-8). Jezus przygotowuje Apostołów na czasy ostateczne, a Jakub sam w pewnym prywatnym objawieniu daje wyjaśnienie tego tekstu: „Trwajcie cierpliwie, bo przyjście Pana jest bliskie. Rolnik czeka na deszcz wczesny i późny. Wczesny już spadł w dniu Pięćdziesiątnicy, a późny spadnie teraz. Nauczajcie tego Kościół, moi kochani. Mówię wam.” 
dkJ  






STO CZTERDZIEŚCI CZTERY TYSIĄCE OPIECZĘTOWANYCH

Od początku Bóg planował, że w czasach ostatecznych poda ludziom rękę w sposób szcze­gólny. Mówią o tym starotestamentalne zapowiedzi. Prorok Joel mówi, że Pan uczyni znaki na niebie i na ziemi: krew i ogień, i słupy dymu. Słońce zmieni się w ciemność, a księżyc w krew, gdy przyjdzie dzień Pański, dzień wielki i straszny, (Jl 3,3-4) a jednak tych, którzy zaufają Bogu, to cierpienie może nie przerażać, gdyż każdy, kto wezwie imienia Pańskiego będzie zbawiony (Jl 3,5). Zło sprowadzi na ludzi cierpienie, ale nim ono nadejdzie, Pan zapewni zbawienie tym, którzy wezwą Jego Imienia. Podobnie mówią wszystkie proroctwa eschatologiczne Starego i Nowego Testamentu. Zawsze najpierw rysują perspektywę zniszczenia, potem zapowiadają ratunek dla ludzi, którzy zwiążą się z Bogiem. Dokładniej mówi o tym Apokalipsa. Wysłannicy Boży, mający moc wyrządzić szkodę ziemi i morzu zostają powstrzymani przez Boga, póki Ten nie dokona dzieła ratowania ludzi. W świetle Objawienia to nie Bóg wyrządza szkodę światu, ale zło, jakie czynią ludzie za podszeptem szatana. Cierpienie jest konsekwencją zła w ludzkich sercach, a ratunek przychodzi do tych, którzy mają w sercu Boga i opierają się złu.

U kresu czasów Bóg szczególnie wesprze dobro w jak największej liczbie ludzkich serc i doprowadzi je do uświęcenia. Da im siłę upodobnienia się do Boga przez wylanie specjalnego daru duchowego – drugiego Zesłania Ducha Świętego. Pod wpływem Ducha serca będą się inten­syw­­nie zmieniać, by stać się świętymi, jak Ojciec jest święty. Będzie to czas wzrostu miłości. Owocem Ducha w tym wyjątkowym czasie będzie rodząca się w sercach miłość do Boga jako odpowiedź na objawioną najpierw Boża Miłość do ludzi. W tym czasie Bóg będzie wychowywał sobie świętych. Jan w Apokalipsie mówi symbolicznie o stu czterdziestu czterech tysiącach wybranych. Wylewanie Ducha na nich, by się uświęcali i stawali Jego umiłowanymi Jan nazywa pieczętowaniem na czołach, czyli w miejscu, gdzie namaszczano olejem na znak wylania Ducha przy Chrzcie i Bierzmowaniu. Bóg, jakby w przeddzień dnia ostatecznego, zbiera Sobie umiłowanych, którzy odpowiedzą miłością na Jego Miłość. Dopiero potem pozwoli On uderzyć gwałtownym wichrem Ducha, których groza nie będzie zabijać, ale da szansę nawrócenia zatwardziałym.

Potem ujrzałem czterech aniołów stojących na czterech narożnikach ziemi, jak powstrzymywali cztery wiatry ziemi, aby wiatr nie wiał na ziemi ani na morzu, ani na żadne drzewo. I ujrzałem innego anioła, wstępującego od wschodu słońca, [a] mającego pieczęć Boga żywego. Zawołał on donośnym głosem do czterech aniołów, którym dano moc wyrządzić szkodę ziemi i morzu. Nie wyrządzajcie szkody ziemi ni morzu, ni drzewom, aż opieczętujemy czoła sług Boga naszego. I usłyszałem liczbę opieczętowanych: sto czterdzieści cztery tysiące opieczętowanych ze wszystkich pokoleń synów Izraela (Ap 7,1-4).

Ci ludzie należą do Ludu Bożego i reprezentują jego cały przekrój, są jakby wzięci równo z każdego pokolenia. Oznacza to, że Bóg da wszystkim po równo, sprawiedliwie szansę przyjęcia Ducha i uświęcenia się. Potem uświęceni będą gromadzić się przy Chrystusie i wych­walać Go, gdyż dzięki Jego poświęceniu posiedli zbawienie: Ujrzałem, a oto wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy. I głosem donośnym tak wołają: Zbawienie w Bogu naszym, Zasiadającym na tronie, i w Baranku (Ap 7,9-10).

Zwycięstwo Miłości w sercach ludzi na tym etapie jest wielkim triumfem i radością Boga. Dlatego wszyscy Jego słudzy – Aniołowie, uwielbiają Go w uniżonym pokłonie. Warto zauważyć, że pokłon ten oddają Bogu i Starcom, a więc Patriarchom, filarom Starego Testamentu, i czterem Istotom, czyli Ewangelistom, filarom Nowego Testamentu: A wszyscy aniołowie stanęli wokół tronu i Starców, i czterech Istot żyjących, i na oblicza swe padli przed tronem, i pokłon oddali Bogu, mówiąc: Amen. Błogosławieństwo i chwała, i mądrość, i dziękczynienie, i cześć, i moc, i potęga Bogu naszemu na wieki wieków! Amen. (Ap 7,11-12). Zwycięstwo opieczętowanych jest bowiem zwycięstwem Boga przez Stare i Nowe Przymierze.

Dalej tekst Janowy mówi o wyglądzie owych wybranych. Są ubrani w białe szaty czystości serc i w rękach mają palmy, z którymi przyszli do Boga i Chrystusa, by oddawać Mu cześć, tak jak mieszkańcy Jerozolimy w Niedzielę Palmową, a mieszkańcy Rzymu Cezarowi. Ich palmy nie są znakami męczeństwa, ale uwielbienia Boga. Co do szat, to są one białe, dlatego że zostały wypłukane we Krwi Chrystusa. Zatem ludzie zostali oczyszczeni i uświęceni przez skorzystanie z mocy Ofiary Chrystusa. Zanurzenie się w Jego Krwi oznacza nie tylko czerpanie z tego, co historycznie wydarzyło się w wielki czwartek i piątek, ale także z tego, co Kościół ma w każdej Eucharystii. Ci ludzie stali się oczyszczonymi i świętymi przez włączenie swojego życia w Eucharystię, zanurzenie się w Kielichu Nowego Przymierza. W każdej Eucharystii każdy z nich miał możliwość składania z darami ofiarnymi siebie i świat, a kiedy wino zmieniło się w Krew, znaleźli w tej Krwi swoje oczyszczenie. Tak więc opieczętowanych uświęcił udział w Eucharystii. Jan pokazuje, jak oni wszyscy garną się do Boga i Chrystusa, ponieważ ich czyste serca lgną do Niego i pragną Go uwielbiać. Są wśród nich nie tylko męczennicy, chociaż każdy z nich przychodzi z wielkiego ucisku, bo ucisk towarzyszy każdemu, kto żyje na świecie, ale duchowo nie jest już ze świata. Oni wszyscy są ludźmi, którzy przyjęli Ducha i pokochali Chrystusa, a Chrystus dokonał ich oczyszczenia. Są ludźmi, których Duch zgromadził w jedno w tym czasie Miłości. Czasowi Miłości patronuje Apostoł Miłości - Jan, autor Apokalipsy.

Trzeba podkreślić, że owi opieczętowani nie będą jedynymi zbawionymi. Ludzie, którzy nie skorzystają z czasu uświęcenia przez Ducha, też będą mieli szansę. Spadną na nich bolesne doświadczenia świata i wtedy wielu się nawróci, znajdzie oczyszczenie i otrzyma zbawienie. Jednak w czasie Miłości, Bogu zależy na tym, by znaleźć jak najwięcej tych, którzy w pełni wykorzystają życie doczesne i dar Ducha dla oczyszczenia i uświęcenia. A jeden ze Starców odezwał się do mnie tymi słowami: Ci przyodziani w białe szaty kim są i skąd przybyli? I powiedziałem do niego: Panie, ty wiesz. I rzekł do mnie: To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili. Dlatego są przed tronem Boga i w Jego świątyni cześć Mu oddają we dnie i w nocy. (Ap 7,13-15)

Dalej tekst Jana pokazuje, do czego Bóg powołuje zbawionych. Rozciąga nad nimi swój Namiot. Bóg, podczas wędrówki Izraela przez pustynię, mieszkał w Namiocie Spotkania. I oto teraz mieszkanie Boga zostaje poszerzone, by przygarnąć zbawionych w samym Miejscu Najświętszym, na łonie Trójcy. Zbawienie polega więc na życiu głęboko w Bogu, w miłosnym zjednoczeniu z Nim. Takie życie będzie ogromnym szczęściem świętych. Przyjdą oni do Boga wprost ze świata, nie będą potrzebowali czyśćca, bo czyściec przeżyli przez więź miłości z Jezusem i Ojcem. A Zasiadający na tronie rozciągnie namiot nad nimi. Nie będą już łaknąć ani nie będą już pragnąć, i nie porazi ich słońce ani żaden upał, bo pasał ich będzie Baranek, który jest pośrodku tronu, i poprowadzi ich do źródeł wód życia: i każdą łzę otrze Bóg z ich oczu. (Ap 7,15-17)

Posłuchajmy tego, co mówi o tym Jan w pewnym prywatnym objawieniu: „Jest uroczystość nie­bieska. Przed tron Baranka teraz będą przychodzić świeci – ci, którzy Go kochają. […] Czas najpiękniejszy jest [właśnie] teraz, potem będzie już tylko lęk tych, co nie umieją uwierzyć i zagłada świata, bo świat jest zniszczony przez grzech. Ale przedtem potrzeba zebrać sto czterdzieści cztery tysiące opieczęto­wanych – to znaczy umiłowanych. Jest czas Miłości. Nikogo Mistrz nie będzie porywał ze świata, jak sądzą błędnie niektórzy. Mistrz już porwał ze świata każdego, kogo przygarnął do siebie i uczynił swoją oblubienicą. Oni już nie należą do świata, choć są jeszcze na świecie. Ale nie będą cierpieć od złego, bo należą do Mistrza. Śmierć świętych jest błogosławieństwem. Śmierć grzesznika jest Gehenną. Kochajcie się wzajemnie miłością do Mistrza, a będziecie żyli i umierali z Nim, Panem moim. Jan syn Zebedeusza.”

dkJ








GDY CZYTASZ TEKSTY BIBLIJNE O RZECZACH OSTATECZNYCH

Kiedy pobożny, pełen dobrej woli czytelnik czyta teksty Biblijne o rzeczach ostatecznych, takie jak mowa Jezusa w ewangelii św. Mateusza (Mt 24) lub w Starym Testamencie z księgi Daniela (Dn 7,9-25; 12,1-13) albo nawet teksty prorockie o groźbach przeciw różnym narodom np. u Izajasza, wtedy może się zdarzyć, że zaczynamy się bać. Dotyczy to szczególnie młodych, wrażliwych ludzi, ale także starszych lecz niedojrzałych, jeszcze niegotowych do czytania takich tekstów. U większości ludzi reakcją na eschatologię jest bujna wyobraźnia, obawa, strach. Co więcej, wielu uważa, że to dobrze, tak powinno być, że Bóg może karać, wzbudzać niepokój, strach. Sądzą, że to jest prawidłowe myślenie o Bogu, który może niszczyć świat, represjonować grzeszników i nas samych, bo przecież na to zasługujemy.

Tak myślą i sęk w tym, że jest to myślenie nieprawidłowe, wynikające z błędnego obrazu Boga w sercach. Wiele rekolekcji jest ukierunkowanych na to, by rekolektantom prostować obraz Boga i na ogół jest to zadanie bardzo trudne. A jednak to się musi dokonać, bo Bóg choć sprawiedliwy, nie jest surowy, groźny, karzący, ale miłujący i miłosierny. On nie niszczy niczego, nikogo nie zabija, nikomu nie zadaje cierpienia. Bóg tylko zbawia. Właśnie tak. Cierpienie i ból, i wszelkie zło są konsekwencjami grzechu i tylko tego. Zadaje je zły człowiek i zły duch. On dręczy ludzi duchowo, a fizyczne cierpienie zadają sobie ludzie sami oraz zadaje nam nasz zniszczony przez grzech pierworodny organizm, podatny na choroby, śmierć, itp.

Jest taka zasada życia duchowego, że jeżeli człowiek dąży do dobra i jest generalnie dobrej woli, to gdy odczuwa niepokój, ból, cierpienie to na pewno pochodzi ono od złego ducha. Co zatem, jeżeli czytając lub słysząc Słowo Boże o końcu świata, boimy się? Kto nas straszy? Bóg przez swoje Słowo? Nie. To byłaby zła, błędna, kłamliwa interpretacja Słowa Bożego. Wymyśla ją zły. Tylko on ją sprawia. To jemu zależy, żebyśmy odbierali Słowo Jezusa jako groźne, a Jego Osobę jako wzbudzającą lęk. Szatanowi na tym zależy, to jego koronne kłamstwo. Często podsuwa słabym złe interpretacje Biblii, by rozwalać Boże dzieło w nich.

A zatem jak to jest ze Słowem o rzeczach ostatecznych? Czy należy się go bać? Jak pisaliśmy w poprzednich artykułach, słowa o rzeczach ostatecznych zawierają zapowiedź tego ostatecznego cierpienia, które spadnie. Jednak ono spadnie na samym końcu i to na tych zatwardziałych, którzy nie skorzystają ze wszystkich poprzednich działań ratunkowych Boga. Każdy taki tekst eschatologiczny zawiera obietnicę zbawienia. Kto wytrwa obawę przed tym ostatecznym cierpieniem, ten będzie zbawiony, temu cierpienie będzie skrócone. Bóg da najpierw szereg możliwości zbawienia, a dopiero potem na tych, co nie wykorzystają Jego kół ratunkowych, spadnie udręka. A jej sprawcą bynajmniej nie będzie Bóg, ale zło - źli ludzie i szatan.

I to jest powód, dla którego nie wolno bać się Boga ani rzekomych nieszczęść wynikających z opacznie rozumianych Jego słów. Jeśli strach zamknie nas na Jezusa, to ze strachu nie skorzystamy z Jego zbawienia, a wtedy możemy zginąć i to dopiero będzie nieszczęście. Czas, na który czekamy to zbawienie i miłosne spotkanie z Jezusem. Bóg stworzył nas z miłości i pragnie naszej miłości. Wszelkimi sposobami walczy o nas, aby nas uratować od śmierci wiecznej, ponieważ zależy Mu na nas. On przygotowuje kolejne, coraz to nowe programy ratunkowe dla nas. Mamy bardzo dużo możliwości, aby skorzystać z nich, zanim szatańskie zniszczenia spadną na tych niereformowalnych. Dziś mamy kolejną ofertę miłosną Boga. Możemy nabrać Ducha i podnieść głowę (Łk 21,28), bo oto zaczyna się czas Miłości i wylania Ducha, który będzie otwierał serca. Bać się Boga i zamartwiać cierpieniami byłoby grzechem. Cierpienia mogą spaść, jeśli żadnego daru miłości Jezusa nie wykorzystamy. Ale my je wykorzystamy, prawda?
dk Jan