
Jest. Najgłębsze warstwy objawienia się Boga w ludzkich kategoriach
zostały odsłonięte przez Ducha Świętego, kiedy natchnął do pisania św. Jana
Apostoła i Ewangelistę. U św. Jana Bóg objawia się w Jezusie przede wszystkim jako
Prawda i Miłość. Szczególnie mocno brzmi zapisana przez Jana wymiana zdań
między Jezusem a Piłatem. Jezus zwraca się do namiestnika w słowach - Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem
na świat, aby dać świadectwo Prawdzie (J18,37) , a odpowiedź namiestnika jest
krótka – Cóż to jest prawda? Zdradza
ona zupełną bezradność mądrego człowieka, bezradność znamienną dla sytuacji, w
jakiej znajduje się porażona grzechem ludzkość. Mimo woli daje on nią świadectwo,
że prawda jest ludziom zupełnie obca i nie mają oni nawet mglistego pojęcia,
czym ona jest w istocie. Nam się wydaje, że umiemy zdefiniować prawdę, jako coś
co jest, co istotnie się wydarzyło. Jednak nawet w zwykłych sprawach codziennych,
dziejących się pośród nas, widoczne jest, że nie sposób dojść do prawdy, ściśle
uzgodnić fakty, zgodzić się jednogłośnie, jak było. Każdy człowiek patrzy na to
samo subiektywnie i każdy widzi to nieco inaczej. Nawet każdy historyk pisze o
przeszłości trochę co innego i wszyscy gotowi są przysiąc, że mówią prawdę najlepiej,
jak ją znają i rozumieją.
Współcześnie filozofowie na ogół są zgodni, że prawda nie jest im dostępna i
nie umieją jej zgłębić intelektem. Niektórzy z nich wyciągają stąd wniosek, że
prawdy obiektywnej nie ma, i że jest ona tylko pojęciem względnym, jednak ten
pogląd również trudno zaliczyć do kategorii prawdy. Piłat, choć nie był
filozofem, uczciwie przyznał, że nie wie czym jest prawda i ma wątpliwości, czy
ktokolwiek ją zna.
Jeżeli wrócimy do Jezusa i
Objawienia, stwierdzimy, że nasza intuicja w kwestii prawdy jako zgodności naszej wiedzy z rzeczywistością, jest
bliska temu, co zostało objawione Żydom. Bo o ile nikt z nas nie wie, co jest
rzeczywiste, to Bóg objawił się Mojżeszowi jako ten, który JEST. Jego imię JEST
stanowi wyznacznik Prawdy i Boską istotę. Nikt z ludzi nie wie, co jest zgodne
z rzeczywistością, ale Bóg mówi o sobie, że JEST i On zna wszystko, co rzeczywiste.
Bóg zatem jest Prawdą i zna Prawdę. On Jeden. Ale to nie podlega ludzkiej
ocenie. Człowiek może tylko wierzyć, albo nie wierzyć i pytać bezradnie jak
Piłat: Cóż to jest Prawda? Tak pyta każdy, kto nie zna Boga. W oparciu o swój
intelekt może on tylko pytać. A poznać Boga jako Prawdę można tylko przez
Objawienie, na mocy daru Bożego, który tworzy związek duchowy człowieka ze Sobą
– przez wiarę, nadzieję i miłość do Boga, a szczególnie do Jezusa.
Próba ujmowania Boga na sposób czysto
intelektualny prowadzi do jakiejś nieudolnej próby rozumienia Go. Bóg jest
Prawdą, to znaczy, że jest tym, co istnieje, wszystkim, co istnieje. Znaczy to,
że wszystko, co istnieje, jest Bogiem albo pochodzi od Boga. Bóg wypełnia całą
nieogarnioną przestrzeń istnienia. Jeżeli Bóg daje istnienie jakimś istotom, to
są one z Boga i Bóg je przenika. Dlatego Bóg
jest ogniem pochłaniającym (Ps 18,9) i wszystko, co ma od Niego istnienie,
też jest ogniem i płonie w Nim, ale nie spala się. Dlatego nie spalał się krzew gorejący (Wj 3,2-4), ani trzej młodzieńcy w piecu ognistym (Dn
3,49-50). Później prorocy będą ten obraz precyzować mówiąc, że pochłaniający
ogień Boga, moc Ducha Bożego, odnosi się do Jego przeciwników, zaś dla tych,
którzy należą do Niego jest On łagodnym powiewem (Dn, 3,50; 1Krl 19,12-13) Oczywiście
mowa tu o ogniu i powiewie jako znakach działania Ducha Bożego. Tak różnym
ludziom w różny sposób objawia Siebie Bóg: ten, który JEST.
Grzech. A teraz zobaczmy, jak wobec Prawdy wygląda rzeczywistość
ludzka, którą na początku Bóg stworzył. On na początku dał jej istnienie, ale
dał też wolność i dopuścił nawet, by wolność ta mogła zaprzeczyć Prawdzie.
Grzech polega właśnie na wybieraniu tego, co nie jest zgodne z Bogiem, polega
na zanegowaniu Boga w sobie, w swoim osobistym życiu, które chcę przeżywać bez
Boga i wbrew Jego woli. Grzech więc to jakby wycięcie w nieograniczonej przestrzeni
Boga, jakiegoś „bąbla” bez Boga, obszaru jedynie mojego egoizmu. To
umieszczenie w przestrzeni Prawdy tego, co nią nie jest. Dlatego zło i grzech, coś,
co nie jest Bogiem ani nie jest od Boga, stanowi enklawę nieprawdy w
przestrzeni prawdy, enklawę nieistnienia w przestrzeni istnienia. Znaczy to, że
wszystko, co jest złem, co egzystuje poza Bogiem, tego w ścisłym i ostatecznym
sensie nie ma - jest martwe, nie żyje. Owszem, funkcjonuje przejściowo, dopóki
Bóg tę sprzeczność zła dopuszcza, ale ostatecznie zło, jako nicość poza Bogiem,
przepada wpadając w śmierć wieczną.
Ale w jaki sposób Bóg to zło jako
fałsz i nicość dopuszcza przejściowo do istnienia? A no w taki, że Syn Boży, czysta
Prawda, staje się człowiekiem i bierze na siebie zło człowieka, czyli cały ten
„bąbel”, przeciwny Bogu fałsz. Całe kłamstwo zła otrzymuje w Jego ranach swoją tymczasową
egzystencję. A jednak, kiedy Jezus umiera i zmartwychwstaje, kłamstwo zła
zostaje pokonane i traci życie oraz istnienie. Oczywiście na mocy ofiary Jezusa
może ono trwać przez pewien czas, dopóki żyją ludzie, którzy w złu chcą trwać,
a i być może niektórzy z nich będą chcieli w złu pozostać na wieczność. Jednak dla
wszystkich, którzy wybierają nowe życie Jezusa zmartwychwstałego, cały dawny
grzech starego człowieka przestaje istnieć, a nawet u Boga idzie w zapomnienie.
Bo tylko Bóg jest Prawdą, a rzeczy złe albo w końcu poddadzą się Jego oczyszczeniu
i staną się częścią ognia Jego Istnienia, albo nie poddadzą się, a wtedy odpadną
od Niego na nieskończone peryferie, na tragiczny margines śmierci wiecznej, na
wieczną nieprawdę i nieistnienie.
Pozory. Ale dopóki trwa czas koegzystencji zła i łaski, szatan ma też
czas, by działać i oszukiwać ludzi. Dzięki Objawieniu możemy poznać kulisy
działania szatana. Co prawda on swoje życie już przegrał, bo sam się wykluczył
z Prawdy, jednak z nienawiści do Boga i Jego dzieci stara się unieszczęśliwić jak
największą ich liczbę, aby tak jak on też utraciły kontakt z Prawdą. Choć zły nie
dysponuje żadnymi atrybutami Prawdy, z nicości swego serca może nas, ludzi łudzić
kłamstwami, które będą udawać podobieństwo do Boga i do jego darów. Po co to
udawanie? Po to, by trafić w ludzkie potrzeby, które, czy tego chcemy czy nie są
potrzebami stworzonymi w nas Boga. Zatem, gdy Duch Święty działa na nas Bożą Światłością,
szatan może tylko przyodziać się w świecidełka udające tę Światłość. A oddziaływać
na nas może on tylko kłamstwem i strachem. Gdy kogoś oszuka i zastraszy, to ten
ze strachu przekaże to kłamstwo innym, aby jak najobszerniejsze było gremium ludzi
nie znających prawdy i zalęknionych.
Szatan cały jest pełnym
inteligencji strachem i nienawiścią. Lecz na dłuższą metę jego działanie jest nietrwałe
i nieskuteczne. Zostało to wyraziście pokazane w Rdz. 2 i 3 oraz na kartach Ewangelii.
W Raju kłamstwo szatana uderza w zaufanie człowieka do Prawdy. Zły sugeruje, że
z powodzeniem możemy nie poddawać się Prawdzie Bożej, że opłaca się jej przeciwstawić
i samemu decydować, co dla nas słuszne. Jeżeli pod wpływem tej sugestii zwątpimy
w Prawdę, że Ona JEST i jest Miłością, a na Jej miejsce zaproponujemy inną prawdę,
swoją własną, to tym samym wytworzymy wokół siebie „bąbel” bez Boga, bez Prawdy
i Miłości, a nieprawda, którą zaczniemy nazywać prawdą, zacznie nas od środka niszczyć.
Odrzucenie Prawdy całkowicie zmienia serce człowieka. Pycha, która w nim
powstaje, polega na szczelnym zamknięciu się na Boga, który JEST, a wyeksponowaniu
siebie w Jego miejscu. Uparte trwanie w takiej nieprawdzie staje się dla nas
ludzi tragiczne w skutkach. Wyrzuca poza przestrzeń Prawdy, a przez to pozbawia
Miłości, bo Bóg jest Prawdą i Miłością. Tak tracimy rzeczywistość i za razem miłosną
relację dziecka z Ojcem. W Ojcu tracimy jedyny punkt odniesienia, a pozwalamy
szatanowi wybudować dla nas, naszymi rękami wieżę Babel. Przy tej wieży nie
widzimy już normalnie Prawdy, co gorsza tracimy świadomość naszego wewnętrznego
zniekształcenia, wykrzywienia naszej optyki. Wydaje się nam, że widzimy
normalnie, bo przecież wszyscy wokół nas widzą tak samo. I nie mamy z kim się porównać,
Prawda staje się dla nas obca i egzotyczna jak dla Piłata.
Dopiero Jezus pokazując nam Prawdę,
otwiera nam oczy. A my odmienieni, widzący jak On, jesteśmy nagle przerażeni, jak
bardzo odstajemy od świata. Jesteśmy już nie ze świata, jak Jezus nie jest ze świata.
I świat jednak nie jest normalny, ale obcy, niepasujący do Boga ani do nas.
Miłość. Zatem Jezus pokazuje nam Prawdę, że Bóg jest Miłością. Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg
ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w
nim. (1J 4,16). Co więcej: Kto nie
miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością. (1J 4,8) Szczytem Jego miłości
jest to, że tak Bóg umiłował świat, że Syna swego
Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał
życie wieczne (J 3,16). Słowo umiłował
powtarza się w Ewangelii Jana aż 9 razy. To jest Istota Jego Prawdy, że Bóg
miłuje nas, a stwarzając na swoje podobieństwa, sprawia, że ostatecznym naszym
celem, po usunięciu grzechu, staje się, by miłować Jego i braci. Jan napisze: nie miłujcie słowem i językiem, ale czynem i
prawdą. (1J 3,18) Słowo i język łatwo
ulegają zniekształceniu przez kłamstwo, lecz inaczej jest z czynem i prawdą.
Każdy, kto jest z Prawdy, ma w sobie to, co pochodzi od Boga, a więc Jego Ducha
i z tego Ducha zaczyna żyć Prawdą i Jej Miłością. Jeżeli nasze życie – słowa i
czyny będą z Prawdy, czyli z Boga, to będą wyrażały miłość podobną do Bożej.
Jeśli jednak nie ma w nas Prawdy, nasze słowa, i czyny przestają wyrażać Prawdę,
ale zaczynają kłamać. A przecież celem naszego życia jest, by wyrażać sobą
Prawdę i tym wyrazi się nasza jedność z Bogiem. Tylko czerpiąc z Prawdy będziemy
jak On żyli Miłością. Ktoś powie, że to zbyt ambitne. Nie takie powołanie do
zjednoczenia ze Sobą dał nam Bóg.
Jedność w Krzewie winnym. Jan napisze, że jeżeli będziemy żyć
miłością, to po tym poznamy, że jesteśmy
z prawdy, i uspokoimy przed Nim nasze serca. (1J 3,19). Jezus natomiast tylko
do Piłata powie wyraźnie: Każdy, kto jest
z prawdy, słucha mojego głosu. (J 18,37) Tak więc być z Prawdy to
znaczy mieć wewnętrzną łączność z Prawdą, czyli z Bogiem. Ta wewnętrzna
łączność sprawia, że płynie w nas Duch Święty, a nasze oczy i uszy są otwarte.
Dlatego Jezus tak właśnie powiedział. On chce, byśmy byli z Prawdy, to znaczy
zrośnięci z Nim jako Jego latorośle, a On by był dla nas winnym krzewem, do
którego będziemy należeć. Będzie zatem prawdziwa jedność między Nim a nami, będziemy
z Nim połączeni i stanowili Jego część. Tylko wtedy będzie nas karmił Duch Święty
niczym soki winny krzew, a w efekcie będziemy żyć miłością i będzie z nam wychodziła
Prawda i czyny miłości.
Ojcu zależy na Jezusie i na nas i
On dba o cały winny krzew. Niezbędne jest jednak, abyśmy i my o tę więź dbali i
ją podtrzymywali. Ona sama z siebie nie ocaleje wobec naszej bierności.
Potrzebne jest, by nam zależało na Jezusie, na Duchu Świętym i Ojcu. Dbałość ta
polega na karmieniu się Jego słowem, Jego sakramentami, polega na osobistej modlitwie,
osobistym szukaniu wiary i miłości do Niego.
Więź miłosna z Jezusem jest
rozkoszą człowieka. Kto jej zasmakuje, ten wie, że bez niej żyć się nie da. Kto
jej nie poznał, ten tego nie wie. Aby żyć bez niej trzeba mieć izolację od
Prawdy. Nie mając więzi z Prawdą, nie wiemy i nie widzimy, że żyjemy tylko połowicznie,
że trochę On nas prowadzi jak niewidomego, a trochę błądzimy. Bo nie wiemy, że bez Niego nic nie możemy uczynić. (J
15,5)
Dk Jan Ogrodzki