czwartek, 1 sierpnia 2019

NAJWAŻNIEJSZA W WASZYM ŻYCIU JEST MODLITWA


Wytrwałość


Przypomnijmy dwa teksty, które rzucają światło na to, co na początku w modlitwie wydaje się najistotniejsze. Mimo, że mistrzowie duchowi i Matka Boża w objawieniach powtarzają często – najważniejsza w waszym życiu jest modlitwa – to jednak wielu z nas ma z modlitwą trudności prawie nie do pokonania. Nawet jeśli staramy się, nie umiemy w nią na dłużej, trwale wejść. Dlatego jako pierwszą wskazówkę do modlitwy warto wziąć następujące teksty: przypowieść o natrętnym przyjacielu (Łk 11,5-8) oraz opowiadanie o modlitwie Abrahama za Sodomę (Rdz 18,20-32).

Trzech przyjaciół. Pan Jezus rysuje sytuację, która dziś może się nam wydawać mało przekonująca. Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: Przyjacielu, pożycz mi trzy chleby, (6): bo mój przyjaciel przybył do mnie z drogi, a nie mam co mu podać (w.5). Zakłócanie czyjegoś odpoczynku w środku nocy, by pożyczyć od niego trochę jedzenia? Nie można poczekać do rana? A jednak nie! Nie w czasach biblijnych! Gdyby chodziło o zaspokojenie własnego głodu, budzenie w nocy byłoby naganne. Kiedy jednak przybywa niespodziewanie z podróży gość, nakarmienie go jest świętym obowiązkiem gościnności. Tak było od czasów Abrahama do jeszcze całkiem niedawna. Pamiętamy, jak Abraham, goszcząc trzech wędrowców pod dębami Mamre, przygotował dla nich najlepszą ucztę, a sam stał i usługiwał.  Nakarmić gościa usprawiedliwiało nawet tak wielką natarczywość. I właśnie o tym mówi Pan Jezus. Dla najważniejszych rzeczy, jakimi jest Królestwo Boże i zbawienie ludzi, które jest upragnieniem Bożego serca, można być wobec Niego „nieprzyzwoicie” natarczywym. Ludzie nieraz na usprawiedliwienie tego, że się nie modlą i żyją z dala od Boga, mówią: Ja? Taki grzesznik? Gdzieżby się Bóg miał mną zajmować. Nie mam prawa się mu narzucać. Powinienem najpierw się przygotować. Tak płyną lata, a oni ciągle się  przygotowują. A potem przychodzi ostatnia chwila i jest panika.

Bogu zależy, by zawsze, natarczywie to znaczy wytrwale zwracać się do Niego i nie myśleć, czy nie narzucam się za dużo, ale pomyśleć, że jestem jego ukochanym dzieckiem, a On jest mi po prostu niezbędny stale i we wszystkim. Nie ma czegoś takiego jak nadużywanie cierpliwości Boga. Bóg „nie ma nic innego do roboty” jak zajmować się nami i służyć nam miłością. Jest to upragnieniem jego serca. Stale zajmuje się swoimi dziećmi: jedne już śpią z Nim w łóżku, do innych jeszcze wstaje i służy im, by one też poznały Go, uspokoiły się przy Nim i spokojnie z Nim usnęły. Nie powie nigdy: Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci są ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie (w. 7). Nasze natręctwo będzie w jego oczach wytrwałością w szukaniu Go i zawsze wstanie do nas:  Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje (w. 8). Dlatego Jezus uczy z wielką siłą przekonania: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a zostanie wam otworzone. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu zostanie otworzone (w. 9-10), a my i tak nie bierzemy sobie tego do serca. Jezus woła:  Jeżeli któregoś z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? […] O ileż bardziej Ojciec z nieba udzieli Ducha Świętego tym, którzy Go proszą (w. 11, 13). Proście ponieważ słucha was nie zimny władca, nie urzędnik, ale Ojciec. Najlepszy, lepszy niż wy ojcowie.

Abraham. Chodzi więc o to, by się modlić uparcie, nawet wtedy, gdy modlitwa nie idzie, wbrew oporowi serca i ciała, wbrew sobie, wbrew niewierze, zwątpieniom, smutkowi. Taka modlitwa uparta, wytrwała nie ma na celu przekonywać Boga – Bóg wszystko wie lepiej - ale ma na celu uformowanie nas i zbudowanie relacji. Znakomitym wzorem modlitwy wytrwałej jest modlitwa Abrahama za Sodomę (Rdz 18,23-32): Czy zamierzasz wygubić sprawiedliwych wespół z bezbożnymi? (24): Może w tym mieście jest pięćdziesięciu sprawiedliwych; czy także zniszczysz to miasto i nie przebaczysz mu przez wzgląd na owych pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy w nim mieszkają? O, nie dopuść do tego, aby zginęli sprawiedliwi z bezbożnymi, aby stało się sprawiedliwemu to samo, co bezbożnemu! O, nie dopuść do tego! Czyż Ten, który jest sędzią nad całą ziemią, mógłby postąpić niesprawiedliwie? Pan odpowiedział: Jeżeli znajdę w Sodomie pięćdziesięciu sprawiedliwych, przebaczę całemu miastu przez wzgląd na nich. Rzekł znowu Abraham: Pozwól, o Panie, że jeszcze ośmielę się mówić do Ciebie, choć jestem pyłem i prochem. Gdyby wśród tych pięćdziesięciu sprawiedliwych zabrakło pięciu, czy z braku tych pięciu zniszczysz całe miasto? Pan rzekł: Nie zniszczę, jeśli znajdę tam czterdziestu pięciu… I tak dalej. Abraham prosi długo, dopominając się o coraz więcej cierpliwości Boga, dobroci i miłosierdzia. Dzięki temu poznaje Boga i sam uczy się obcować z Nim - pokornie ale też wytrwale, śmiało…  
  
Duch Święty. Modlitwa jest dla nas. Potrzebna nam. Formuje nas, uczy, że Bóg jest jedyną Osobą, do której można się zawsze zwrócić, u której grzesznik zawsze może liczyć na zrozumienie. Jest jedyną Osobą, która zawsze rozumie, nie obraża się, nie odwraca, mówi łagodnie, nigdy nas nie zrani. Jeżeli są w nas opory wobec Boga blokujące łaskę, rozmowa z Bogiem ujawnia te blokady, łagodzi je i stopniowo usuwa. Zaczynamy dostrzegać rzeczy niepoukładane. Sprawia to wszystko modlitwa, a dokładniej Duch Święty, którego Ojciec daje: O ileż bardziej Ojciec z nieba udzieli Ducha Świętego tym, którzy Go proszą. Owym największym darem, jaki możemy otrzymać, gdy wytrwale się modlimy, jest właśnie On – Duch, który sprawia w nas wszystko – wiarę i uświęcenie do zbawienia.
Ostatecznie w naszej modlitwie najważniejsze jest wytrwałe, uporczywe, stałe, zdeterminowane dopraszanie się od Boga daru Ducha, by zstępował na nas i działał w sercach. Ale kiedy Ducha otrzymujemy, najważniejsze staje się, byśmy naszą wolą, sercem, wolnością, pozwolili Mu działać. Kiedy uparcie trwamy przy swoim i trzymamy się własnego zdania, boimy się poddać Jego woli i sądzimy, że sami lepiej wiemy, wtedy Duch działać dla nas nie może. Oczywiście będzie On działał z mocą ponad nami,  realizował swoje cele mimo braku ludzkiej zgody, ale wtedy Duch realizuje Boskie cele, a my, oporni ludzie pozostajemy poza sferą Łaski. Jednak Duch będzie dalej czekał, że może jeszcze się nawrócimy i odważymy poddać Mu nasze serca. 

Zatem najważniejsza w naszym życiu jest modlitwa… i odwaga. Ludzie mają powszechne przekonanie, że proszą, a Bóg nie słucha. Tymczasem On daje, a oni nie mają odwagi przyjąć tego co otrzymują. Brakuje im odwagi, szerokości i głębi spojrzenia.
diakon Jan  


 

Wzór modlitwy: modlitwa Pawła za uczniów (Flp 1,3-11)

 


Dziękuję… (w. 3) Najważniejsze w modlitwie jest dziękczynienie. Ono jest nie tylko naszą wdzięcznością należną Bogu. Ono także jest niezbędne nam, ponieważ otwiera oczy na to, co Bóg uczynił dla nas. Ono uświadamia nam, że obecna prośba o Boże działanie nie jest spodziewaniem się od Boga czegoś nowego. Bóg zaspakajał nasze potrzeby już wcześniej i nie ma powodu, by wątpić w Jego działanie także dziś. Dziękczynienie uwalnia nie tylko od powątpiewania w Boga, ale przede wszystkim pokazuje podstawy dalszego zaufania. Dziękczynienie jest fundamentem i początkiem modlitwy.


…Bogu mojemu, ilekroć was wspominam – zawsze, w każdej modlitwie, zanosząc ją z radością za was wszystkich… (w. 3-4) Dziękczynienie było początkiem modlitwy Pawła za jego uczniów i wychowanków. On ich kochał i zależało mu na nich, ale zaczynał modlitwę nie od nich, nie od ich problemów, ale od Boga. Bóg był ważniejszy od nich i bliższy Pawłowi niż najbliżsi uczniowie. Bogu będzie dziękował i cieszył się, że obdziela jego uczniów łaskami. Nie zaczął od próśb za uczniów, nie dziękował uczniom za ich serce dla niego, ale najpierw dziękował Bogu. Potem dopiero wspomni uczniów. O Bogu Paweł powie „mój Bóg”, bo jest On jego najdroższy i najbliższy. Serce Pawła najbardziej pragnie obcować z Nim. Ale nawet gdyby ludzkie więzi chciały brać górę w sercu nad Boskimi to i tak modlitwa przywróci właściwy porządek. Najpierw wzbudzi w sercu świadomość więzi z Bogiem, potem dopiero z ludźmi. 


…z powodu waszego udziału w szerzeniu Ewangelii od pierwszego dnia aż do chwili obecnej… (w. 5) A kiedy już przyjdzie kolej by prosić za ludzi, z którymi Paweł żyje i których kocha, wówczas będzie on miał na uwadze przede wszystkim ich dobro duchowe i sprawy ich zbawienia - więzi z Bogiem. Inne dobra, pomyślność doczesną Paweł stawia jednak na dalszym planie.


…Mam właśnie ufność, że Ten, który zapoczątkował w was dobre dzieło, dokończy go do dnia Chrystusa Jezusa… (w. 6) Co do spraw zbawienia swoich uczniów Paweł miał silną ufność, ponieważ widział, jak Pan działa w ich sercach, jak formuje je. Za to przecież dziękował. Wiedział, że w pomyślności jego misji nie on jest najważniejszy, ale Chrystus. To On sprawiał nawrócenie serc i dawał chrześcijańskie życie uczniom. Apostoł miał pokorną świadomość, że jest tylko sługą i narzędziem, a moc pochodzi od Chrystusa. Dlatego był pewny, że dzieło przez niego zapoczątkowane nie umrze, będzie miało trwałość, gdyż jest dziełem Boga. Jezus dokończy je przez innych i na pewno da mu pełny rozkwit przed Dniem Ostatecznym. Paweł miał silne podstawy tej ufności, bo cała jego misja była wykonywaniem woli Jezusa. Nie było w niej ani trochę siły czy ambicji Pawła. Taka silna ufność może stać się udziałem także nas, jeśli wykonujemy w życiu Jego wolę i służymy zwycięstwu Jego królestwa, a nie swojego własnego. Wtedy, choćbyśmy położyli nawet tylko jedną cegiełkę, Bóg dokończy budowlę, bo jest ona Jego budowaniem. Oby nic w naszym życiu nie było tylko naszym budowaniem, oby było to w całości budowanie jezusowe.


Słusznie przecież mogę tak o was myśleć, bo noszę was wszystkich w sercu jako tych, którzy mają udział w mojej łasce: zarówno w moich kajdanach, jak i w obronie Ewangelii za pomocą dowodów. Albowiem Bóg jest mi świadkiem, jak gorąco tęsknię za wami wszystkimi [ożywiony] miłością Chrystusa Jezusa… (w. 7-8) Paweł modlił się za uczniów, ponieważ ich kochał, a kochał ich tym bardziej, że służyli oni temu samemu dziełu co Paweł. Razem z nim bronili nauki Jezusa przede wszystkim przed odrzucającymi ją Żydami. Razem z nim byli prześladowani. Paweł pisał ten list z więzienia i oni też byli częstokroć więzieni, biczowani, a niektórzy nawet zabijani. Jednak apostoł miał nadzieję, że jak w nim, tak samo i w nich, mimo prześladowań, Pan dokona dzieła ugruntowania w wierze.


…A modlę się o to, by miłość wasza doskonaliła się coraz bardziej i bardziej w głębszym poznaniu i wszelkim wyczuciu dla oceny tego, co lepsze,… (w 9-10) Od Pawła możemy uczyć się tego, o co warto prosić w modlitwie. On prosił Boga, by Ten prowadził chrześcijan od wiary do coraz doskonalszej miłości w sercu. To, co Jezu miał dokończyć, miało być poznaniem przez uczniów Chrystusa i życie miłością. Doskonała miłość ma dwa aspekty: po pierwsze łączy braci miedzy sobą, a po drugie daje głębsze poznanie Chrystusa. Głębokie poznanie Chrystusa prowadzi do głębokiego życia duchowego, polegającego na pokochaniu Go. Poznać kogoś to w Starym i Nowym Testamencie mieć z nim głęboki związek miłosny. Ta głęboka znajomość Chrystusa jest początkiem życia wiecznego. Tajemnicy poznania Jezusa Paweł szczegółowiej w listach nie rozwija. Pisze oszczędnie, że sam przeżył wielkie misterium z Jezusem i Bogiem ponad siódmym niebem. Przeżył coś, o czym nie godzi się szerzej mówić. Jego uczniowie też powinni dążyć do życia tym misterium. Jest to misterium miłości z Jezusem. 


…abyście byli czyści i bez zarzutu na dzień Chrystusa, napełnieni plonem sprawiedliwości, który przynosimy przez Jezusa Chrystusa, na chwałę i cześć Boga (w 10-11). Paweł chciał, by dokonało się dzieło oczyszczenia uczniów. O to się modlił i miał przekonanie, że dzieło to dokona się w ich życiu przez jego i ich modlitwę. Modlitwa bowiem ma działanie oczyszczające - prowadzi do świętości. Ona otwiera ludzi na Ducha, a Duch rozpala świętość - bycie bez zarzutu, podobieństwo do Boga. One to sprawiają, że uczniowie zaczynają przynosić plon sprawiedliwości - dobre życie. Do tej pory ludziom nie udawało się żyć sprawiedliwie, dopóki Bóg nie dokonał w Nowym Testamencie gruntowej przemiany serc. Tego właśnie oczekiwał Paweł i o to się modlił: aby przed Dniem Pańskim uczniowie stali się gotowi do wieczności i mogli spełnić pragnienie Boga, a tym samym Go uwielbić, wychwalić i uczcić. 


Oto jak w ujęciu pawłowym dokonuje się u uczniów przejście od wiary do uświęcenia i życia wiecznego. Dokonuje się ono przez modlitwę.

diakon Jan

sobota, 27 lipca 2019

W MOCY DUCHA


Izrael. Prowadzenie Izraelitów przez Boga w Starym Testamencie dokonywało się poprzez wybrane, obdarzone charyzmatem osoby, posłane by przewodzić jako wodzowie i królowie, by nauczać i być wzorem moralnym jako prorocy, by sprawować kult jako kapłani albo spisywać i redagować tradycje ustne jako pisarze. Charyzmat zawsze pochodzi od Ducha Świętego, ale w tamtym okresie był on zarezerwowany tylko dla nielicznych. Podział na niewielu obdarzonych charyzmatem i słuchającą większość był charakterystyczny dla Starego Testamentu, choć i dziś nadal pokutuje w Kościele. A przecież, kiedy tamte czasy dobiegały końca pojawili się prorocy, którzy zapowiadali nowe, kolejną po wyjściu z Egiptu interwencję Bożą. Nazywali ją Dniem Pańskim i podkreślali różne jego aspekty. Z ich perspektywy Dzień Pański – wydarzenia ostateczne obejmowały jakby w skrócie wszystko to, do czego miała doprowadzić owa nowa interwencja: ucisk przed przyjściem Mesjasza, Jego przyjście i zwycięstwo, kara dla pogan i ostateczne zbawienie Izraela.   


Od Joela do Jezusa. Działający w V/IV w. p. Chr. prorok Joel dodał do starotestamentalnych zapowiedzi Dnia Pańskiego coś szczególnie ważnego – że nastąpi wtedy wylanie Ducha Bożego na wszelkie ciało (Jl 1,3), już nie tylko na wybranych. Ono to sprawi, że nie tylko wybrani, ale wszyscy będą poznawać Boga, doznają Jego osobistego prowadzenia i będą przed Nim osobiście odpowiedzialni. Napełnienie Duchem jest istotą czasów ostatecznych, gdyż życie wieczne ma być życiem z Bogiem, czyli w stanie napełnienia Jego Duchem. Kiedy przyszedł na świat Jezus i dokonał dzieła zbawczego, uczniowie odkryli właśnie to – że Bóg daje zbawienie przez napełnienie wierzących Duchem. A wierzyć trzeba nie tylko w Boga, że jest, ale przede wszystkim w Jezusa jako Zbawiciela i dawcę życia. Znakami tej wiary i przyjęcia Ducha są sakramenty chrztu i bierzmowania, wprowadzające w bezpośrednią relację z Bogiem. Dar Ducha, mający źródło w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, jest w czasach Kościoła rzeczywiście wylewany na wszystkich, bo Pan umarł za wszystkich, jednak skutecznie działa On tylko w tych, którzy wierzą i przyjmują Go. Od tego czasu Bóg, zabiegając o nasze zbawienie, zabiega o to, byśmy właśnie zechcieli uwierzyć, przyjść i napić się ze źródła żywej wody Ducha. Byśmy tak postępowali w każdej sprawie, dużej i małej. Byśmy poddawali się mocy Ducha, a wtedy Duch będzie nas prowadził. Do takiej postawy sprowadza się nasze zbawienie.


Duch w Kościele. Duch Święty założył Kościół i działa w Nim z mocą. Jest to prawda o Kościele, ale niekoniecznie o Kościele w sensie socjologicznym. Jest to prawda o Kościele ludzi autentycznie wierzących, tych którzy chcą czerpać z darów Jezusa bardziej niż ze świata. Do nich Jezus mówi – weźmijcie Ducha Świętego (J 20,22). Kto weźmie Ducha z wiarą, na tego zaczynają spływać potężne owoce: na Kościół jako całość i na poszczególnych jego członków. Jak działa Duch w Kościele jako całości? Po pierwsze przez sakramenty. Chrzest i bierzmowanie odłączają ludzi od złego i łączą Bogiem. Sakrament pojednania oczyszcza ich z grzechów popełnionych po chrzcie. Uczestnictwo w eucharystii jednoczy z Jezusem na co dzień.

Duch działa także w Kościele, strzegąc złożonego w nim depozytu wiary (2 Tm 1,14). A jednak to działanie Ducha w Kościele, choć teologia bardzo je podkreśla, jest jednak wtórne w stosunku do działania Ducha w sercach ludzkich. Duch zaczął swoje działanie w świecie od działania w sercu Jezusa, Maryi, a potem także w sercach apostołów. Duch działa w sercach ludzkich nieomylnie, gdy serca te są czyste i święte, i nie krępują Jego działania i działa w Kościele przede wszystkim przez takich ludzi. Jednak czasem Duch działa także z mocą swej opatrzności ponad ludźmi, którzy próbują ale nie są w stanie Go skrępować.


Duch w sercach wierzących. Paweł każe Tymoteuszowi strzec depozytu wiary, który został w Tymoteuszu złożony przez Ducha Świętego (2 Tm 1,14). Wiara Kościoła zależy od wiary i posiadania Ducha przez Tymoteusza, od jego osobistej świętości. I tak będzie do końca czasów. Kościół stoi nie tyle hierarchią ile świętymi, ich posiadaniem Ducha i czystością serca, które poddaje się Duchowi, a przez to nieomylnie rozeznaje wolę Bożą. Ich wiarą i miłością do Jezusa. Kościół tworzą ci, co przyjęli Ducha, a Duch ich oczyszcza i prowadzi do świętości. Im bardziej są oni bliscy Bogu, tym bardziej bezbłędnie czują i rozeznają wolę Boga, i odróżniają ją od pokus złego. Póki jest w nich wiele niedoskonałości, potrzebują uczyć się pokornego otwierania na Ducha, a wtedy Duch dokonuje w nich coraz więcej. Duch jest obecny w Kościele jako całości przez to, że są w nim ludzie, którzy poddają się Mu, są gorący a nie letni ani zimni. Zachowanie depozytu wiary zależy ostatecznie od mających Ducha świętych. Nie raz w historii Kościół był ratowany właśnie przez świętych, takich jak Franciszek z Asyżu, którzy mieli Ducha i według Niego postępowali. W Kościele najważniejszy jest Duch i święci.

Jak działa Duch w sercach ludzi? Św. Paweł pisze, by przede wszystkim przy pomocy Ducha uśmierzać popędy ciała (Rz 8,13), czyli skłonnej do grzechu ludzkiej natury. Dary Ducha nie działają w człowieku automatycznie, ale gdy człowiek poddaje się Duchowi. Wówczas Duch zmienia serce. Kto nie poddaje się Duchowi, zatrzymuje się w drodze. Dziś mamy w świecie coraz więcej ludzi, którzy w ogóle nie współpracują z Duchem Świętym i nie rozwijają się. Idą na manowce nie tylko świętości ale i wiary. Część z nich nawet kiedyś zetknęła się z Duchem w sakramentach, ale potem wszystko zaprzepaściła. Zły ze swej strony walczy, by ci ludzie nie odnaleźli Ducha i nie otworzyli się na Niego, a Bóg ze swej strony robi wszystko, by jednak spotkali Ducha i pozwolili Mu się przemieniać. Bóg walczy o człowieka do ostatniej sekundy jego życia i bardzo często zwycięża nawet tam, gdzie po ludzku się wydaje, że człowiek umarł bez Boga. Drugim ważnym działaniem Ducha w sercach ludzi, choćby minimalnie szukających Go, jest modlitwa. Duch inspiruje modlitwę. Św. Paweł pisze, że człowiek sam z siebie nie jest w stanie się modlić, a to, że się modli, sprawia w nim Duch Święty (Rz 8,26). On także uzdalnia człowieka, by zwracał się do Jezusa, przyznawał się do Niego, a więc wyznawał wiarę i wymawiał Jego imię w modlitwie (1 Kor 12,3).


Duch w czasie ostatecznym. Tak więc możemy powiedzieć, że zapowiadane przez Joela powszechne obdarzenie Duchem zaczęło się spełniać w dniu Zesłania Ducha Świętego na apostołów w wieczerniku. Spełnia się także w czasach Kościoła. Ale Joel mówi o dniach ostatecznych, wielkich i strasznych, a przyjście Jezusa i czasy Kościoła dopiero te dni zapoczątkowały. Dziś możemy stwierdzić, że im bliżej jesteśmy czasów ostatecznych, tym bliżej jesteśmy dopełnienia z mocą owego zapoczątkowanego dzieła Zesłania Ducha. Przed czasami ostatecznymi działanie Ducha dla ożywienia wiary i miłości ludzi do Jezusa będzie się wzmagało. Bóg szukać będzie nowych dróg dotarcia Ducha do serc. Pierwszą taką nową – a przecież nienową drogą jest orędzie miłosierdzia. Drugą - jest orędzie wzywające do osobistego pokochania Jezusa całym sercem jako Oblubieńca. Kiedy poruszeni tymi orędziami poddamy się Duchowi, wtedy będzie On namaszczał serca do świętości. A Bóg chce oczyszczać Kościół i mieć wielką liczbę świętych – mówi o nich w Apokalipsie symboliczna liczba stu czterdzieści czterech tysięcy opieczętowanych Duchem na czołach. Dopiero ci, którzy nie pójdą za Duchem drogą świętość, będą pociągani później innymi sposobami, także przez sytuacje bardzo trudne, jak owi ludzie z przypowieści Jezusa. Byli oni zbierani z dróg i opłotków pod przymusem. Bo wszyscy staną przed Bogiem, a lepiej jest stanąć z radością, jako święty niż pod przymusem, przerażony perspektywą potępienia.

diakon Jan

czwartek, 6 czerwca 2019

DUCH BLISKO JEST...


Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w Jego imię głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom. Wy jesteście świadkami tego (Łk 24, 46-48). Oto jak zaczęło się dzieło Boże wobec świata. Pan Jezus przyszedł, umarł,  zmartwychwstał i to właśnie stało się źródłem zbawienia świata. A świat był morzem pogaństwa i nieznajomości Boga, i do niego Bóg posłał swoich Dwunastu świadków.

Dziś sytuacja jest podobna. Są rzesze niewierzących, rzesze wierzących po swojemu, rzesze  żyjące doczesnością, nie widzące grzechu i nie oczekujące żadnego jego odpuszczenia. A wobec nich także, jak wtedy, staje dwunastu - garstka tych, dla których Bóg jest bliski i potrzebny, a odpuszczenie grzechów najważniejsze dla zbawienia. I cóż powiedzieć? Wtedy garstka dała radę, więc może i dziś da radę. Jest przecież potężny Kościół. 

Ale czym jest Kościół w dobie, gdy niewiara rozlewa się szeroko i wnika także w niego? Żadne środowisko Kościoła nie wychodzi obronną ręką z kryzysu. Najpierw osłabli moralnie i rozluźnili swoją przynależność do Kościoła przeciętni świeccy, których kryzys zaczął się od kryzysu rodziny. Potem kryzys począł dotykać także duchownych, ich wiarę, powołania, moralność. Jednak, czy to jest kryzys Kościoła? Owszem, jest to kryzys Kościoła masowego, kryzys który był zawsze tylko skryty i niewidoczny. Ośmielę się powiedzieć, że Kościół zawsze był społecznością letnich, wśród których jak rodzynki w cieście tkwili święci. Dlatego tak naprawdę Kościół to społeczność oparta na tych rodzynkach, na fundamencie apostołów, świętych, ludzi gorących.

Skąd się biorą owi święci, gorący, świadkowie Jezusa? Ano jest z nimi dokładnie tak samo dziś, jak było w pierwotnym Kościele. Pan Jezus po zmartwychwstaniu zesłał Ducha Świętego i ci, którzy Go przyjmowali, stawali się autentycznymi uczniami, ludźmi gorącymi. Reszta pozostawała w letniości i czekała na swoją kolej – na swoje nawrócenie, oczyszczenie, przyjęcie Ducha i podjęcie życia Ewangelią. Zawsze tak było i tak jest teraz (tyle, że jest to bardziej widoczne dzięki środkom przekazu), a jeszcze bardziej tak będzie. Kościół to ludzie, którzy otrzymali Ducha, przyjęli Go i zaczęli Nim żyć na serio, jako świadkowie, a wokół nich jest liczna, godna największego szacunku i miłości, ale jednak letnia, reszta. Ona też potrzebuje Ducha.  

Dziś wielu dziwi się, że w Kościele podkreśla się jakieś wyjątkowe działanie Ducha, że są specjalne wspólnoty charyzmatyczne, specjalne formy modlitwy. Niektórzy tego nie rozumieją, uważają za dziwną nowość to, co nowością nie jest, jest tylko przejawem życia chrześcijańskiego, które było od początku Kościoła, zanim rozmyło się w oceanie letniości. Otóż Pan Jezus dał ludziom Ducha Świętego od Ojca, aby Duch stał się siłą napędową Kościoła. Moc Ducha działa w nim tak, jak pokazano to w Ewangelii: weźmijcie Ducha i odpuszczajcie grzechy, chrzcijcie, głoście Słowo, odprawiajcie Łamanie Chleba (Eucharystię). Duch Święty działa z mocą w Kościele od początku i mocą Jego sprawowane są Sakramenty i Słowo, i strzeżony jest depozyt wiary. To Kościół zawsze podkreślał i to jest podstawą jego doktryny. 

Jednak mniej Kościół podkreślał to, co jest w Nim równie żywe i mocne, co głosili św. Jan i św. Paweł: że Duch Święty jest żywy w każdym człowieku wierzącym i to On sprawia, że człowiek ten wierzy i wypowiada imię Jezusa, czyli się modli. Aby mieć gorącą wiarę i życie modlitwy, potrzebne jest w sercu życie Duchem Świętym, który przecież w naszych sercach mieszka. Charakterystyczne dla Kościoła jest osobiste posiadanie Ducha Świętego przez każdego autentycznego Jego członka i to, że każdy taki członek jest przez Ducha wspierany i prowadzony. Tę prawdę niestety do niedawna mniej w Kościele podkreślano, co było spowodowane nieszczęsnym wydarzeniem jakim była Reformacja. Ktoś dał się zwieść złemu, mimo że chciał dobra Kościoła, a potem za jego błędami, z przyczyn czysto ludzkich, poszły masy. Niewielu umiało rozeznać moc Ducha i nią żyć. Potem Kościół, walczący z Reformacją, zaczął raczej odwodzić ludzi od słuchania Ducha Świętego w sercu, a nakazywał słuchać nauczania duchownych. Zapomniano o tym, że kiedy ktoś jest przygotowany i naucza, wówczas ci słuchający muszą też mieć w sercach Ducha, by głoszone słowo osobiście przyjąć. Ducha nie da się ominąć. Wzywanie do osobistego życia Duchem Świętym odrodziło się dzięki Soborowi Watykańskiemu II i właśnie dlatego zły duch walczy tak zajadle, by nie dopuścić, żeby Kościół oczyścił się z wielowiekowej tradycji nauczania przez elity i ślepego słuchania przez posłuszne masy. Zły walczy, by ludzie nie odkryli, że kluczem do ich więzi z Bogiem w Kościele jest poddanie siebie, swojej modlitwy i życia duchowego właśnie Duchowi Świętemu.

A Kościół cały jest „napędzany” Duchem Świętym. Jego Sakramenty, nauczanie i osobiste życie wewnętrzne ludzi wierzących i kochających Boga jest właśnie dziełem Ducha Świętego. On stanowi „duszę” Kościoła, a my jesteśmy jego ciałem. To trzeba sobie przypomnieć i do tego wrócić.

Porządek jest więc taki: najpierw Pan Jezus umarł i zmartwychwstał, potem odszedł w sposób widzialny ze świata, jakby unosił się w górę, by dać nam Ducha i by ci, co Ducha autentycznie  przyjmą, stali się świętymi jak Apostołowie. Oni to są zadatkiem wiary i oczyszczenia z grzechów, które ma się rozszerzyć na wszystkie narody. Ze wszystkich narodów Bóg chce zebrać jak najwięcej świętych, a każdy potencjalny święty zaczyna tak samo: od wiary, potem otrzymuje oczyszczenie z grzechów w chrzcie i uczy się żyć świętością czyli miłością do Boga. Za świętymi idzie część letnich, a kiedy Pan zechce, nastanie czas Jego ponownego przyjścia z nieba, tak jak po zmartwychwstaniu do nieba odszedł. 

W ten sposób począł się Kościół i tak samo ma się w Nim dokonać kulminacyjny moment przed ponownym przyjściem Pana: na Kościół ma zstąpić z mocą Duch i uświęcić tyle serc, ile się tylko da, aby zebrać wielką rzeszę świętych, którą Apokalipsa ujmuje w symbolicznej liczbie 144 000 opieczętowanych Duchem. Dlatego dziś, przed Zesłaniem Ducha Świętego, jest kierowane do nas w Kościele szczególne wezwanie, by przyjąć Ducha, zapragnąć Go gorąco i wejść do grona świętych - tych, którzy jako największej obrzydliwości wyzbywają się letniości.

Weźmijcie Ducha Świętego…
Diakon Jan Ogrodzki