piątek, 29 grudnia 2017

MSZA ŚWIĘTA TO NIE NUDA


Wniebowstąpienie. Jezus odszedł z tego świata, kiedy umarł na Krzyżu, a potem zmartwychwstał. Od tej pory nie ma Go już na ziemi, tak jak nie ma naszych zmarłych przodków. I można by powiedzieć, że z Jezusem jest zupełnie tak samo jak z nimi, gdyby nie to, że, w odróżnieniu od naszych zmarłych, Jezus po śmierci daje wiele dowodów, że żyje. Św. Łukasz nie pisze, że Jezus po prostu żyje, ale że, nie będąc wśród nas w ciele, pokazuje jednak i potwierdza, że jest obecny. Żyje inaczej, bo już z Ojcem, ale Apostołowie doświadczają jednak Jego mocy. Zrozumienie tego innego życia Jezusa sprawia nam trudności. My wolelibyśmy, by On po prostu żył. A jednak, gdyby żył w ciele nic by się nie zmieniło w kwestii naszego zbawienia. Dlatego powiedział: pożyteczne jest dla was Moje odejście. Odchodzi do Ojca, a zamiast Niego od Ojca przychodzi Duch Święty. Obecność Ducha Świętego po odejściu Jezusa znaczy dla nas więcej, niż poprzednia, ziemska obecność Jezusa. Dzięki Duchowi Świętemu mamy głęboki kontakt z Bogiem, skuteczniejszy niż wówczas, gdy Jezus wędrował drogami Palestyny. Ojciec posłał Jezusa na świat właśnie po to, byśmy po Jego zmartwychwstaniu otrzymali Ducha Świętego - największy skarb na całe nasze życie. 

Porządek obdarowania. Obdarowanie nas przez Ojca darami prowadzącymi do naszego uświęcenia dokonało się w pewnym porządku. Najpierw Jezus przychodzi na świat w ciele podobnym do ciała grzesznego, bo bierze na siebie nasz grzech i żyje życiem podobnym do naszego we wszystkim oprócz [osobistego] grzechu, za to ze wszystkimi skutkami naszych grzechów. Z powodu naszych grzechów Jezus umiera za nas. Gdy umiera, ginie nasz grzech, a kiedy zmartwychwstaje Jezus jest już wolny od naszych grzechów. Tym samym ginie przeszkoda oddzielająca ludzi od Ojca i Jezus pierwszy w ciele ludzkim bez przeszkód odchodzi do Ojca. Wstępuje w Niebo. Dla nas też droga do Ojca zostaje otwarta i jest to droga za Jezusem. Na tej drodze jesteśmy Odkupieni. Aby iść tą drogą trzeba owoce Odkupienia przyjąć, nie bezwolnie, ale aktywnie. Mamy się przyłożyć, by z Jezusa na nas przechodziło nasze oczyszczenie z grzechu i uświęcenie. Mamy się przykładać, by być napełnianym Duchem Świętym, czerpać z Niego, by On przynosił w nas owoce. Temu czerpaniu z Ducha służą sakramenty. Mamy na to czerpanie czas całego naszego życia. A sakramentem, który przede wszystkim pozwala ochrzczonym stale czerpać z Odkupienia jak ze studni jest Msza Święta.

Msza Święta. Każdy człowiek ma za Jezusem odbyć drogę, na której jest obdarowywany wszystkimi darami Bożymi prowadzącymi do zbawienia. Najważniejszym miejscem czerpania owoców Odkupienia codziennie i z zaangażowaniem jest uczestnictwo w Eucharystii. W niej odbywamy właśnie drogę przez wymienione w powyższych punktach trzy etapy. Najpierw mamy złożyć na Jezusa nasze życie i jego ciężar, zmartwienia, grzechy, ale i radości, za które chcemy Bogu dziękować. Składamy je na Niego, ponieważ On przyszedł, żeby je od nas wziąć. Następnie Jezus te nasze ciężary zabiera na Krzyż i kiedy zmartwychwstaje są one już oczyszczone. Od Niego na powrót otrzymujemy je czyste, święte i dobre. Jezus dokonuje dla nas dzieła niejako filtrowania naszego życia ze zła. Biblia mówi często o wypalaniu kruszcu w ogniu. Ogień spala zanieczyszczenia, a pozostaje czyste złoto. To ma się dokonać w nas. Tego dokonał Jezus przez śmierć, zmartwychwstanie i wstąpienie do Ojca, jeden raz dla wszystkich, ale później każdy z nas ma to przejście od śmierci do wniebowstąpienia wprowadzić w nasze życie, włożyć wysiłek, by ono dokonało się w nas. Na to jest Msza Święta. W niej się te wydarzenia powtarzają na ołtarzach świata, byśmy otaczając te ołtarze, osobiście przeżyli je w sobie. Dla nas kapłani, na mocy sakramentu święceń Mszę sprawują, byśmy my, na mocy powszechnego kapłaństwa otrzymanego w chrzcie, we Mszę weszli i ją przeżyli. Byśmy, każdy dla potrzeb swojego życia, tę jedną Ofiarę wraz z Chrystusem składali za siebie i innych.
Zobaczmy, zatem, o co chodzi w naszym uczestnictwie we Mszy Świętej. Czy jest ona naprawdę nudna i czy nic się w niej nie dzieje? 

Najpierw jest Ofiarowanie. Jezus przygotowuje się do Swej Ofiary. Zbiera cały grzech świata, wszystkich ludzi zniewolonych, poranionych, cierpiących, każdego, kto chciałby Bogu coś powierzyć, zanieść, o coś prosić. Zbiera to wszystko w swoim ciele, w którym przyszedł na świat. Trzeba skorzystać z tej chwili i złożyć na Jezusa siebie, swoje serce, problemy, to, z czym przyszliśmy na Mszę i trzeba tym Jego obciążyć, gdyż On tego pragnie. Taką pracę modlitewną należy wykonać podczas ofiarowania. Pomyśleć, czego pragnę, z czym przyszedłem i to położyć na patenie, włożyć do kielicha. Można sobie wyobrazić jak to rzucam z daleka, niby kulkę papieru, na której napisaliśmy naszą intencję. 

Następnie Konsekracja. W tym etapie możemy tylko wpatrywać się, co robi Jezus. A On umiera i zmartwychwstaje. Konsekruje i zabiera ze Sobą to, co Sam wziął na Siebie i co my Mu dołożyliśmy. Zanosi to do Ojca. To dzieło jest wyłączną Jego domeną. Na ołtarzu dokonuje się ono między Konsekracją a wezwaniem Ojca: Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie Tobie Boże Ojcze Wszechmogący wszelka cześć i chwała. Znak Wniebowstąpienia, podniesienia Chrystusa do góry pokazuje Jego odejście do Ojca, dzięki któremu powstają wszystkie owoce Mszy Świętej. Możemy te wydarzenia śledzić, patrzeć, jak Jezus wziął sprawy na Siebie, jak z nimi idzie do Ojca niosąc Mu to wszystko, czym ludzie Go obarczyli.

Wreszcie Komunia. A kiedy Jego odejście się dokona, otrzymujemy w zamian Ducha Świętego, a z Nim wszystkie dary uświęcające nasze życie. Dokonuje się to w przyjęciu Komunii świętej. Jezus po to odszedł do Ojca byśmy w zamian otrzymali w Komunii wszystkie Jego dary, a w nich nasze sprawy i intencje całkowicie przemienione, oczyszczone i uzdrowione. 

Tak czerpiemy pełnię owoców Jego Ofiary i naszej ofiary z Nim, bo nam ją udostępnił.
Czy to nie jest najcudowniejsze wydarzenie, jakie możemy przeżyć w życiu? 

Diakon Jan, maj 2017.

DRAMAT ADWENTU



Czas Starego Testamentu był przygotowaniem na przyjście Jezusa. A potem Jezus przychodzi, jest pięknie, cicha noc, aniołowie śpiewają, my nucimy kolędy, łamiemy się opłatkiem,… Jest pokój, pocałunki. A Jezus przychodzi, by nas zbawić. Zbawić od czego? Od grzechu. A więc jest grzech? Owszem, ziemia jest jego pełna. Grzech się panoszy i zły walczy, by utrzymać swój stan posiadania. Przyjście Jezusa jest mu koszmarnie nie na rękę. Maryja, która ma zrodzić Jezusa też jest złemu nie na rękę. Cała ta cicha noc to alarm dla piekła – uwaga! nie możemy dopuścić! musimy powstrzymać ten Boży plan! On jest tak bardzo oparty na ludziach, a więc może uderzając w nich uda się zniweczyć ten plan. Bierzmy się do roboty. Uderzmy najpierw w Maryję, w Józefa, w Dzieciątko, potem w dorosłego Jezusa. Może się uda, nie traćmy nadziei bracia szatani.

Tak więc czas Starego Testamentu to czas przygotowania do jakiejś dramatycznej walki zła z dobrem. Jezus przyszedł. Zbawienie się dokonało, a  jednak zły jeszcze ma ostatnią szansę, bo to my, każdy z nas musi to zbawienie osobiście wziąć i wykorzystać. A więc jeśli złemu uda się zatrzymać nas… On jeszcze ma szansę odciągnąć niektórych od zbawienia.

Adwent to czas walki. Zły od początku zbiera siły by zaatakować. Pierwszą osobą, którą próbuje osaczyć jest Maryja. Jej Adwent oczekiwania na Dziecko jest dramatyczny. Zapowiada to Izajasz w czasach wojny między Syrią a Izraelem (Iz 7,10): I znowu Pan przemówił do Achaza tymi słowami: «Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Szeolu, czy to wysoko w górze!» Achaz boi się wrogów z Syrii i błaga Boga o ratunek. Izajasz zapowiada ratunek, ale Achaz nie wierzy. Wtedy Izajasz na potwierdzenie owego ratunku obwieszcza, że oto Panna pocznie i porodzi Syna. Prorok zapewnia Achaza: Uważaj, bądź spokojny, nie bój się, niech twoje serce nie słabnie. Te słowa padają w odpowiedzi na nasz lęk, nawet na obawy Matki Bożej o to, co dzieje się w życiu. Zły mówi – wtargnijmy do Judei i przeraźmy ją. Jak zły usiłuje przerazić Matkę Bożą? W ten sposób, że przecież Ona jest już poślubiona Józefowi. Więc, co ma robić? Chciałaby, jak my, po prostu żyć i kochać Józefa. Tymczasem Bóg dramatycznie komplikuje jej życie. Zły straszy Ją nawet ukamienowaniem albo wygnaniem z domu wraz z nieślubnym Dzieckiem. A jednak Bóg mówi: nie! Tak się nie stanie! Uda się! A Maryja wierzy bardziej Bogu niż pogróżkom złego. Ona jest w niesamowicie trudnej sytuacji. Prawie nie ma czasu na zastanowienie, bo nie ma się zastanawiać, ale po prostu zdać się ślepo na Boga, zgodzić się na coś Bożego, ale niemożliwego po ludzku. Na coś nieziemskiego, coś prosto od Boga. I zrodzi Syna dzięki swej wielkiej, nie wyrozumowanej ale niemal ślepej wierze - zgodzie na życie nie proste, ziemskie, ale trudne zaplanowane przez Boga.

Każdy z nas ma swoje zawiłości życia, niektórzy mają je w straszliwym stopniu, tak ogromne, że drudzy nie mogą tego zrozumieć. Mamy ich tym więcej, im bardziej radykalnie idziemy za Bogiem. Gorliwych zły się boi i stara się ich pognębić, by sam się zabezpieczyć.

Boże, ufam Ci. Zrób coś też z moimi zawiłościami życia. Muszę być odważny jak Matka Boża, bardziej odważny niż Achaz. Jeśli będę gorliwy i ufny, jeśli zdam się całkowicie na Boga, wtedy i ja może porodzę  coś pięknego, Bożego, na moją miarę, ale i na podobieństwo Maryi. Czekam na ten poród z pewnością nadziei i odwagą wiary.

Dramat oczekiwania Maryi na wielką niewiadomą zaczyna się, gdy padają słowa Gabriela (Łk 1,26n): «Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z TobąNie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga.  Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus.  Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida.  Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną.  Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego.» 

Potrzebuję pokory i łaski od Pana. Mam wejść w życie, którego nie znam, jak Matka Boża męża. I mam być jakoś z tym darem duchowym, który otrzymuję, płodny, to znaczy mam rodzić duchowe owoce. Słyszę od Pana – nie bój się. Panie, obym to przyjął: Nie lękaj się, abym cię nie napełnił lękiem przez nimi - mówi Bóg do Jeremiasza. Mój najsłabszy punkt to często lękliwość. Zły zawsze w niego bije. A Pan zawsze zaczyna każde słowo do mnie od wezwania – nie bój się, non abiate paura – w ustach Jana Pawła II. Mam  być odważny jak Elżbieta i Zachariasz, bo w ich życiu też zmieniło się coś gwałtownie i radykalnie w starości. Dla Boga nie ma nic niemożliwego, więc moje życie może być tak dziwne, jak tylko tego zechce Bóg. I na pewno będę w nim szczęśliwy.

Chcę przyjąć dar Ducha Świętego. Najważniejszy jest w moim życiu związek z Bogiem, ale jeśli Maryja miała tak zawiły związek z Bogiem, wbrew ziemskim rachubom Józefa, to znaczy, że zawiłości na tym świecie są czymś normalnym na tamtym. Dlatego chcę być ufny, że i mnie Pan poprowadzi z mocą przez zawiłości życia. Nie rozumiem często, o co w moim życiu chodzi, ale nie chcę mieć innego życia. Bo w tym życiu doświadczam miłości  Jezusa, a dzięki jego zawiłościom, przeczuwam głębię i złożoność tej miłości. Niech więc mi się stanie!

Anioł odchodzi, a ja zostaję sam jak Ona. I co ma mi się zmienić? Na co godzę się? Matka Boża zgodziła się na zrodzenie Dziecka nie Józefa, a Boga. I ja chcę odtąd rodzić Jezusa w sercach ludzi. Błogosławiony ma być owoc tego, na co się godzę. Wielbię Pana, śpiewam Mu Magnificat za moje życie.

A jednak Józef nie pozostał bezużyteczny. Ten świat nie pozostaje bezużyteczny. Też, jak Maryja, potrzebujemy obrońcy przed zniesławieniem. Błagamy, by to, co się dzieje w życiu naszym było naprawdę od Ducha Świętego. Duchu, Ty zwyciężasz tak, jak obroniłeś Mojżesza (Wj 2,1n). Egipcjanie wydali polecenie, by zabijano każde dziecko Hebrajczyków, a więc po ludzku Mojżesz nie miał szans. A jednak Bóg miał swoją wolę i swój plan, według którego Mojżesz był Mu potrzebny i dlatego zajął się Mojżeszem w sposób specjalny. Dlatego Mojżesz przeżył. Bóg też zajmuje się nami wbrew szatanowi – zajmuje się w sposób specjalny.

Najgorzej jest wtedy, gdy myślenie po ludzku pozbawia nas wiary i z planów Bożych śmiejemy się, jak Sara (Rdz 18.9). Kiedy trzej wędrowcy przyszli do Abrahama, powiedzieli mu, że za rok Sara urodzi potomstwo mimo wieku niepłodnego. Dla Sary to był to szok i rzecz nie do przyjęcia. Nie uwierzyła. W naszym życiu też chodzi o wiarę. Bóg czyni w świecie naprawdę rewolucję, wyrzuca z niego złego ducha i możemy się do tej rewolucji przyłączyć. Ale wielu ludzi nie wierzy, a wtedy zatrzymują złego w sobie. Wtedy on znów od nas rozszerza się na innych. Dalej ma szansę, bo ktoś nie wierzy. Dramat Adwentu trwa.

Diakon Jan Ogrodzki

BĄDŹ WOLA TWOJA




Wiele przypowieści ewangelicznych zawiera motyw bogatego właściciela, który swój majątek rozdał poddanym i wyjechał. Kazał pomnażać ten majątek. Jest to obraz rzeczywistości tego świata, nie tylko spowodowanej grzechem, ale także tej pierwotnej, stworzonej. Bóg stworzył świat i ludzi, i kazał ludziom zarządzać światem. Uczynił ich podobnymi do Siebie, własnym obrazem, istotami zdolnymi panować nad światem prawie tak, jak On Sam. Bóg już w świecie stworzonym jest trochę ukryty, obecny we wnętrzu człowieka, który stanowi Jego obraz. Jednak po grzechu to ukrycie Boga drastycznie się pogłębia, bo ludzie tracą zmysł wyczuwania Boga, widzenia Go w sobie i w świecie własną wrażliwością duchową.
  
Zmysł wewnętrznego wyczuwania i przeżywania Boga istniał od początku, ale i w grzesznym świecie nadal istnieje. Zwłaszcza staje się on na nowo żywy, gdy Chrystus dokonuje dzieła odkupienia i człowiek zostaje przez Ducha Bożego oczyszczony. Boga nie widzimy, a jednak  dzięki Chrystusowi potrafimy znowu czuć Go, widzieć sercem, przeżywać wewnętrznie, tak było to p[o stworzeniu. Oczywiście ten dar kontaktu z Bogiem wzrasta w ludziach w miarę postępu na drodze oczyszczenia i uświęcenia.

Na świat patrzymy oczami fizycznymi, a jednak Boga nie należy szukać tymi oczyma, na zewnątrz, a raczej zmysłem wewnętrznym należy Go szukać w sobie. Wtedy, gdy odkrywamy Go w sobie, zmienia się też nasze widzenie świata zewnętrznego. Na przykład patrząc na góry ktoś mówi – ale piękne, widać, że jest w świecie Bóg, a jednak mówi tak nie dlatego że widzi Boga w górach, ale dlatego, że przeżywa Go w swoim sercu, a to serce zaczyna inaczej patrzeć na góry, las, morze, itd. Ktoś kto nie ma wrażliwości na Boga nie widzi tak gór jak człowiek wierzący.

Czuć i przeżywać Boga w sobie trzeba się nauczyć. Potrzebne jest odpowiednie ukształtowanie naszych dyspozycji duchowych. Po pierwsze trzeba Boga autentycznie pragnąć, potrzebować. Mając poczucie pychy i samowystarczalności Boga nie odkrywamy. Po drugie wątpiąc w Jego bliskość i działanie w nas, i w świecie, Boga też nie zobaczymy. Także będąc rozkojarzonym, rozrzuconym, rozpędzonym, też Go nie zauważymy. Co ciekawe grzech nie jest przeszkodą, tylko pyszne uparte trwanie w nim jest przeszkodą. Pokorne spodziewanie się pomocy i siły od Boga doprowadzi stopniowo do spotkania Go, odczucia Go i poznania. Ponadto spodziewanie się Go nie we własnym sercu, ale na tronach i w gabinetach świata będzie przeszkodą nie do pokonania. Kto uważa, że Pan po zmartwychwstaniu powinien ukazać się Piłatowi i Kajfaszowi, a nie uczniom, ten ma nadal serce nie czujące na jakiej zasadzie odbywa się w nas kontakt z Bogiem. Jest on kontaktem prywatnym i przyjacielskim, a nawet miłosnym, a nie oficjalnym i formalnym.

By uczyć się duchowego kontaktu z Bogiem, trzeba więc najpierw zejść za Nim w ukrycie, bo On jest właśnie tam. Trzeba pragnąć Jego, a nie siebie i swoich zasług, wyciszyć serce i zacząć się modlić. Mówić do Boga prawdę o sobie i słuchać od Niego prawdy o Nim. Wtedy stopniowo staje się w nas spotkanie z Bogiem. A więc modlitwa. Ona jest kluczem do spotkania z Nim. 

Zaś wzorem modlitwy jest modlitwa Pańska, Ojcze nasz. Pan Jezus pokazuje, jak Sam się modli do Ojca i to jest wzór modlitwy. Ważne jest wmyślić się w treść modlitwy. Zawiera ona adres i sześć pragnień. Zwracamy się do Ojca Jezusa, którego Jezus uczynił naszym Ojcem. Mamy w Nim Ojca kochającego i możemy zwracać się do Niego.
Czego pragniemy? Po pierwsze, żeby Ojciec, żeby Bóg był czczony, chwalony, uwielbiany, by ludzie widzieli Jego blask, czcili go, zachwycali się nim. Pierwsza nie jest prośba za świat, za nas, ale o to, by jaśniała chwała Boża w świecie. Oczywiście by jaśniała w naszych oczach i sercach, byśmy to czuli i widzieli. W sumie jest to nasze pragnienie, by Bóg był doceniany, kochany, widziany, otaczany przez nas wiarą, jest to nasza troska o chwałę Bożą, o to by Bóg znalazł w świecie wzajemność dla swej miłości, by się mógł nami cieszyć i było mu dobrze. 

Drugie pragnienie jest takie, by Bóg zwyciężał w świecie. By serca ludzkie się otwierały i stawały się Jego królestwem. By nie zabiegały o świat, ale poddawały się Bogu i w Nim znajdowały pokój, radość, szczęście, by świat stawał się coraz bardziej Boży.
Trzecie pragnienie jest takie, by nasze pragnienia były zgodne z pragnieniami Boga. By nasza wola była zgodna z Jego wolą. Wola Ojca jest wzorem dobra. Ona jest najwyższym dobrem, jest samym dobrem. Potrzebujemy tę wolę odkrywać w naszym życiu. Najważniejsze dla nas jest, by Ojciec pokazywał nam tę wolę i my byśmy mieli zdecydowanie ją pełnić. Wola Boża jest pełniona stuprocentowo w Niebie, w domu Ojca, gdzie przebywają wszyscy zbawieni. Tam, dzięki pełnieniu woli Ojca, panuje powszechna miłość i dobro. Na ziemi wola Ojca w dużym stopniu nie jest pełniona. Każdy akt samowoli, grzechu, zła, miłości własnej, egoizmu nie jest pełnieniem woli Ojca. Przez ten brak pełnienia woli Ojca na świecie jest grzech, zło, cierpienie. Prośba, by moc Boża działała w sercach ludzkich tak, by pełniły one wolę Ojca ma znaczenie zasadnicze dla nas i naszego szczęścia. Właściwie to można by o nic innego nie prosić, tylko stale prosić – bądź wola Twoja i to by zastąpiło wszystkie dobre prośby. Bądź wola Twoja.

Czwarte pragnienie to pragnienie tego, by Bóg dbał o nasze życie, podtrzymywał je chronił, dawał nam pokarm podtrzymujący życie. Pokarmem dla ciała jest jedzenie, jego symbolem jest chleb. Pokarmem dla duszy jest Komunia św. Te dwa pokaramy są nam niezbędne i o nie prosimy.

Piąte pragnienie to pragnienie naszego stałego nawrócenia, czyli by się poprawiać i prosić Ojca o przebaczenie. Ale nie wystarczy dla przywrócenia ładu i pokoju, by Bóg przebaczył zło czyniącym je. Muszą im przebaczyć także pokrzywdzeni ludzie. Dlatego prosimy Ojca o to, by nam przebaczył i dał nam ducha przebaczenia tym, którzy nas zranili. To jest trudne, ale niezbędne i ma zasadnicze znaczenie dla zbawienia świata.
I wreszcie szóste pragnienie to pragnienie, by było pokonywane w świecie zło. Zła nikt z ludzi nie pokona, tylko Bóg może pokonać zło i złe duchy. Dlatego prosimy, aby Bóg Ojciec swoją mocą uchronił nas od pokus szatańskich zawłaszcza tych, którym uleglibyśmy. By dał nam siłę pokonywania pokus i wybawił nas od zła, któremu moglibyśmy ulec.
Te sześć próśb zamyka wszelkie potrzeby modlitewne jakie tak naprawdę mamy. A one wszystkie można zamknąć w jednym wołaniu do Ojca – Bądź wola Twoja. Nie nasza, nie złych ludzi, nie złego ducha, ale Twoja, Twoja, Twoja.

Diakon Jan Ogrodzki