poniedziałek, 26 października 2026

JESTEŚMY ZAPROSZENI NA UCZTĘ

Proroctwa Starego Testamentu, przede wszystkim Izajasza zapowiadają perspektywę ostateczną dla świata, że ludzie idą ku czasom, kiedy będą zaproszeni na ucztę, będzie to dla nich uwieńczenie życia. Uczta będzie wyborna, przy stole suto zastawionym najwyborniejszymi i najbardziej luksusowymi potrawami, jakie teraz są dostępne tylko bogaczom. Będzie to uczta w życiu, jakiego ludzie nie mieli w doczesności, uczta po zmartwychwstaniu, po usunięciu śmierci, zdarciu całunów i chust z martwych ciał. Będzie to zatem nowe, dostatnie życie, w którym nie ma łez, ani smutku, ani zła. Ludzie będą wtedy cieszyć się Bogiem.

Jesteśmy zatem przeznaczeni i zaproszeni do szczęśliwego życia z Bogiem, właśnie ów Bóg będący z Nami jest wtedy właśnie darem najważniejszym. Jesteśmy zatem przeznaczeni do obfitowania, o którym pisze św. Paweł. W doczesności jednak musimy znosić także biedę i zło a św. Paweł mówi o sobie, że jest zaprawiony do wszystkiego, by cieszyć się obfitością do jakiej jesteśmy powołani ale także do biedy którą musimy znosić na razie.

Bowiem życie nasze można zobrazować sytuacją , kiedy zbliża się Królestwo Boże i na razie żyjemy w nędzy, ale już chodzą pośród nas posłańcy i zapowiadają, że Bóg właśnie zaprasza nas na ostateczną ucztę.  Ewangelia mówi już o wiele więcej o tej uczcie, że będzie ona ucztą weselną Syna królewskiego, czyli Syna Bożego. I w związku z tym zaproszeniem pojawiają się różne ogromne trudności. Mianowicie zaproszeni nie chcą przyjść na pierwsze zaproszenia. Odrzucenie tego zaproszenia jest policzkiem wymierzonym Bogu i sprowadza na ludzi bolesne  skutki. Gdy chodzi o Żydów, którzy są tymi pierwszymi zaproszonymi, skutkiem ich początkowej odmowy są liczne cierpienia, przede wszystkim zburzenie Jerozolimy i Świątyni. Jezus wymienia przeszkody jakimi usprawiedliwiają się Żydzi nie chcący przyjść, są to związki z doczesnością, z pracą na polu lub w handlu, czym oni zwykle się zajmowali.

Jednak Bóg ostatecznie nie odrzuca nikogo nawet Żydów, lecz ponawia zaproszenie, tym razem kierując je do wszystkich, całej ludzkości. I wprowadza nowe zasady. Każdy przychodzący na ucztę weselną Syna musi teraz mieć strój weselny. Musi zatem pokochać Syna i związać się z Nim. Wszyscy oni stworzą wspólnotę – jedną oblubienicę Syna, a Syn będzie jej Oblubieńcem. Każdy przybyły musi zatem mieć strój weselny, strój oblubienicy. Ten strój wyraża jego gotowość, fakt że jest oblubienicą, wszedł w związek miłości z Oblubieńcem. Zatem nowa taryfa wcale nie jest ulgowa, raczej jest podwyższona i obejmuje wszystkich. Wszyscy ludzie są powołani, by wejść w związek miłości z Synem Bożym, a strój oblubienicy wyraża w nich czystość serca, świętość i miłość do Chrystusa, do której są powołani i prowadzeni.

Przypowieść ta zatem najogólniej mówi o tym, że jesteśmy powołani do świętości, dokładniej do podobieństwa z Jezusem, a jeszcze głębiej rzecz ujmując do miłości do Niego. W życiu doczesnym mamy tej czystości nabrać i tej miłości się nauczyć. Abyśmy jednak nauczyli się udziału w uczcie miłości z Chrystusem już w doczesności, zostajemy w niej zaproszeni na ucztę doczesną, która jest zadatkiem uczty ostatecznej. Jest nią uczta Eucharystyczna. Zawiera ona wszystko, co jest potrzebne, aby nas przygotować. Jest w niej obecna Ofiara Chrystusa, która nas oczyszcza, a my mamy się w nią włączyć i z niej zaczerpnąć. I w tej Uczcie Eucharystycznej jest osobiście obecny sam Jezus i wchodzimy z Nim w bliską relację, ponieważ tu jest On z nami blisko i namacalnie, tu karmimy się Nim, przyjmujemy Go i zawiązujemy z Nim więź miłości. Eucharystia uczy nas zatem relacji miłosnej z Chrystusem i przez to jest zadatkiem uczty czasów ostatecznych, uczty wiecznej w Niebie. Amen.  

                                                                                                                                           dk Jan 

PAN JEZUS PROSI O MIŁOŚĆ

O tym, w jaki sposób Bóg zamyślił cały rodzaj ludzki, powiedział z niezwykłą prostotą św. Paweł przemawiając na Areopagu, co zapisał towarzysz Pawła, św. Łukasz w Dziejach Apostolskich. Określił to tak, że Bóg dał ludziom właściwe czasy i granice zamieszkania, aby szukali Boga, gdyż mogą Go znaleźć nawet jakby po omacku, czyli bez objawienia. Dlaczego tak jest? Dlatego, że mają w sobie podobieństwo do Boga i bliskość z Nim, gdyż Bóg jest niedaleko człowieka. Jest bowiem, jakby środowiskiem, otoczeniem, w którym my ludzie jesteśmy zanurzeni – w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. On bowiem jest jak powietrze dla istot oddychających, jak woda dla istot pływających. On z jednego [człowieka] wywiódł cały rodzaj ludzki, aby zamieszkiwał całą powierzchnię ziemi. Określił im właściwe czasy i granice zamieszkania, aby szukali Boga; może dotkną Go i znajdą niejako po omacku. Bo w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas. W Nim bowiem żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. (Dz. Ap. 17, 26-28) Bóg otacza nas sobą, przenika i nawet zna, jak jest napisane jeszcze w Starym Testamencie: Panie, przenikasz i znasz mnie, Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję. Z daleka przenikasz moje zamysły, widzisz moje działanie i mój spoczynek i wszystkie moje drogi są Ci znane (Ps. 139,1-3). 

Są to wszystko słowa mówiące o głębokiej bliskości, a nawet jedności między Nim a nami. Z tej bliskości wynika nasze zasadnicze powołanie do wyjątkowej relacji z Nim. Bo On otacza nas opieką, co jest przejawem miłości ojcowskiej, a my kierujemy do Niego szacunek i dziecięcą wdzięczność, co jest oznaką naszej miłości. Nie ma w tym nic niespodziewanego, ponieważ od początku Bóg określa pierwszy warunek zachowania Przymierza – będziesz miłował Pana Boga twego. (Pwt. 6,5) To wezwanie do miłości Izrael znał od początku i nie przestrzegał go, ponieważ nie wiedział, jak można kochać Boga. Owszem wymyślił to najlepiej jak umiał próbując zachowywać formalne przepisy Prawa. Jednak kiedy przyszedł do Izraela Jezus zakwestionował ten faryzejski formalizm i dał zupełnie nowe spojrzenie na przykazanie miłości Boga. Mianowicie, zupełnie nie wprost Jezus powiedział o sobie kim jest, kiedy wezwał ludzi do miłowania Boga poprzez miłowanie Jego. Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie nie jest Mnie godzien. Przykazanie miłości ojca było czwarte, było pierwszym z przykazań stosujących się do ludzi, wyżej były tylko trzy przykazania odnoszące się do Boga. I właśnie wśród nich, ponad miłością do ojca, Jezus umieścił przykazanie miłowania Jego. Jako Boga.

A więc nie zrobił niczego nowego, powtórzył przykazania miłości Boga. A jednak nie, ponieważ Jezus, który dopomina się o miłość do Boga, jest człowiekiem i staje przed Izraelem jako Bóg w ludzkim ciele. Tak więc stawia przed Żydami kosmiczną trudność aby uwierzyli w Niego – człowieka, że jest Bogiem i na nowo odczytali przykazanie miłości: będziesz miłował Pana Boga twego jako człowieka, bo odtąd Bóg Izraela jest też człowiekiem. Jeżeli tak nie umiłujesz Boga, nie będziesz Jego godzien. Potwornie wysoko ostawiona przed ludźmi, a zwłaszcza Żydami poprzeczka. A jednak tego właśnie Bóg odtąd oczekuje, byśmy Go miłowali na podobieństwo miłości do ludzi, bo miłować Boga znaczy teraz też miłować człowieka – Jezusa Zmartwychwstałego.

A zatem odtąd uczymy się miłować Boga w Jezusie. Bóg przenika i zna nas, jest wokół nas i w nas a tym obecnym wokół nas i w nas jest Jezus Zmartwychwstały. Odtąd On jest zawsze blisko nas, przy nas i w nas, z Nim jesteśmy zżyci, zrośnięci jak gałązki z krzewem winnym. Jest On dla nas nie tylko Najwyższy, ale i Najbliższy. Z Nim żyjemy na co dzień w miłości, jak oblubienica z Oblubieńcem, on nas kocha po ludzku i my mu odwzajemniamy miłość po ludzku. Eucharystia jest również sakramentem Jego bliskości po ludzku i ona nas nie tylko karmi ale nade wszystko syci miłością. W Niej mamy Jego miłość i w niej możemy miłość okazywać także Jemu. To jest ostateczna, najpełniejsza bliskość ludzi z Bogiem po ludzku w doczesności. Amen      

 

NAJCENNIEJSZA NIĆ RELACJI Z BOGIEM

Tak powiesz synom Izraela: Jestem który Jestem. „Jestem” posłał mnie do was. (Wj 3,14)

To jest Imię moje na wieki i zawołanie moje po najdalsze pokolenia.(Wj 3,15)

Ja Jestem Pan Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi Egipskiej, z domu niewoli. (Wj 20,2)

A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata. (Mt 28,20).

Dzieje Objawienia Boga ludzkości zaczynają się od Bożego wyznania wobec Mojżesza, że Jego Imieniem, Jego Istotą jest to, iż On, Bóg JEST z ludźmi, JEST przy ludziach, JEST ludziom dostępny tam, gdzie żyją czyli na ziemi. Bóg mówi do Mojżesza – „Spojrzałem na was” i „zstąpiłem do was”. Bóg wyznaje to i potwierdza niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich dokonywał w historii Izraela. Największe znaki stały się dostępne ludziom, kiedy Bóg przyjął nasze człowieczeństwo i stał się Jezusem. W ciele ludzkim umarł na krzyżu, a potem zmartwychwstał w nowym ciele i tym samym objawił, na czym polega nowe życie: odkupione i wiecznotrwałe. I wtedy Bóg mówi nam przez Jezusa - A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata. I rzeczywiście dzieje ludzkie wypełnione zostają obecnością Boga z nami, dokładnie tak, jak zapowiedział Izajasz, że imieniem Boga będzie „Bóg jest z nami” czyli immanu el. O Bogu coś wiemy i coś wyczuwamy w sercu, tylko dlatego, że On objawił się nam. Bez tego nic byśmy o Nim nie wiedzieli ani nie czuli. Istotą Objawienia jest zatem to, że Bóg powiedział i odsłonił przed nami, że ON JEST - Jest z nami i troszczy się o nas z miłością. Bóg Najwyższy i Bóg Transcendentny przekracza świat, gdyby się nie objawił, nic byśmy o Nim nie wiedzieli. A coś wiemy tylko dlatego, że się objawił, że pokazał znaki, a my przyjęliśmy je z wiarą, ponieważ Bóg jest wiarygodny i prawdomówny.

Kto jednak nie wierzy Bogu, Jego słowu, temu się zdaje, że Boga nie ma. Paradoksalnie łatwiej wierzyło się Bogu ludziom dawniejszym, mniej uczonym, uboższym, ponieważ lepiej wyczuwali Jego przewyższającą świat siłę i wyczytywali ją ze swojej historii życia. Dzisiejsi ludzie, posługujący się doczesną mądrością, próbują Boga poznawać podobnie jak dobra materialne i wtedy dochodzą do błędnych wniosków. Myślą, że Go niema. Dlatego niezbędne jest Objawienie, kiedy Bóg powie do nas: OTO JESTEM, a wtedy ludzie ufający Mu odkrywają sercem Jego obecność, a ludzie ufający tylko światu analizują Boga jako część świata i łamią sobie na tym zęby.

Bóg rzeczywiście objawił przez Jezusa, że JEST Z NAMI aż do skończenia czasów i dał nam na ten czas swoją żywą obecność w postaci zmartwychwstałego Chrystusa, obecność ukrytą pod znakami eucharystycznymi chleba i wina. W Eucharystii Bóg JEST z nami, w nas i nade wszystko dla nas. Mamy z Nim kontakt materialny ale i nade wszystko duchowy. Obcując z Chrystusem Eucharystycznym z wiarą i w modlitwie nabieramy stopniowo w życiu rzeczywistej relacji z Nim. Ona rozwija się, kiedy Go przyjmujemy, karmimy się Nim, przeżywamy Jego działanie w naszych sercach i kiedy Go adorujemy w osobistej modlitwie.

Niektórzy ludzie przyjmują Go, ale mimo wszystko słabo się duchowo rozwijają, ponieważ nie przeżywają relacji spotkania z Nim ani w Komunii św. ani w adoracji. Są sercem nadal przede wszystkim w sprawach świata, w jego pośpiechu. Nie angażują się w Osobę Jezusa, ale hamują relację z Nim, bo nie pragną jej albo nie czują się jej godni. Cofają się przed Nim. Nie są w spotkaniu z Nim prawdziwi. Usztywniają się. Coś udają, nie otwierają się, ale przeciwnie zamykają. Nie pozwalają, by Bóg w nich dokonywał prawdziwego „remontu”, boją się tego. Zamiast Boga kochać i ufać Mu, pielęgnują w sobie fałszywe Jego obrazy, których się obawiają. Wtedy moc Ojca, Syna i Ducha Świętego w Eucharystii pozostaje w nich skrępowana niczym w kajdanach. W ten sposób największy dar i największa bliskość, jaką Bóg zgotował dla ludzi, pozostaje niewykorzystana i łaska zostaje zmarnowana. Tak triumfuje zły duch, wykorzystując różne ludzkie egoizmy, schizmy i partykularne interesy, aby zwalczać w dziejach świata i Kościoła najprawdziwszą obecność Boga w Eucharystii i bliskość z Nim. Jest to największa krzywda, jaką zło może ludziom wyrządzić - popsuć im relację z Bogiem, który w Chrystusie JEST NAJBLIŻEJ NAS JAK TO TYLKO MOŻLIWE W OBECNYM ŻYCIU.                                                                                                                                                              dk. Jan Ogrodzki   


MATKA BOŻA UCZY NAS BLISKOŚCI ZE SWOIM SYNEM

Maryja była wychowana w tradycji religijnej Starego Testamentu. Dlatego miejsce Boga w Jej życiu wynikało z tradycji biblijnej, gdzie podstawą wiary w Boga jest Pierwsze Przykazanie Dekalogu – absolutne pierwszeństwo Boga, który jest wyjątkowy i całkowicie  odrębny od stworzenia. Bóg Izraela nie jest widzialny i nie ma żadnego wizerunku, ani żadnej postaci, jednak w stworzeniu ukryte jest fundamentalne podobieństwo do Boga. Tkwi ono w człowieku stworzonym na Boży obraz. Taka była pierwotna wiara Starego Testamentu, na której wyrósł Izrael i wyrosła też Matka Boża. Owo podo­bieństwo człowieka do Boga ma w wierze Izraela znaczenie zasadnicze. Stało się ono zaczątkiem najważniejszej nauki proroków, szczególnie Izajasza, która otwierała wiarę ludzi Starego Testamentu na możliwość osobistego spotkania z Bogiem. Ta możliwość wynikała z nauki Izajasza, że Bóg, choć Najwyższy, nie jest dla ludzi daleki, ale wyjątkowo bliski, ponieważ On JEST Z NAMI, co po hebrajsku brzmi -  IMMANU EL. Ludzie mogą więc mieć wiarę a nawet pewność, że Bóg nie jest im niedostępny, ale przeciwnie chce być i zapowiada, że będzie z nimi w bliskości.

Ta nauka Izajasza miała wyjątkowe znaczenie dla Maryi. Dla Niej najważniejsza była ta możliwość osobistego spotkania z Bogiem i Maryja stawała się na nią coraz bardziej otwarta. Był to dar Boga szczególnie i wyjątkowo przygotowany dla Niej, że człowiek może żyć z Bogiem w rodzinnej i domowej jedności i bliskości. Maryi od początku towarzyszyły znaki wskazujące na taki dar. Przede wszystkim był to dar zwiastowania, że to Ona właśnie będzie ową Panną z nauki Izajasza, która porodzi syna, z która Pan będzie przestawał na co dzień, i która jest przez to błogosławiona między niewiastami. Potem Matka Boża obserwowała na co dzień wyjątkowość Jezusa,  gdy poznawała Go od dziecka. Szczególnie zaskakujące było dla Niej Jego zachowanie w wieku 12 lat, kiedy normalnie syn przechodzi spod władzy matki pod władzę ojca. Wtedy to Jezus, wybierając władzę Ojca, odrywa się od swojej ziemskiej Rodziny i kieruje swoje kroki ku Jerozolimskiej Świątyni, by tam spotkać swojego prawdziwego Ojca. Wtedy to Jezus po raz pierwszy Boga nazywa publicznie swoim Ojcem. W swej postawie jest wyjątkowo poważny i wybija się ponad ludzkie możliwości rozumienia. Od tej pory Maryja i Józef wyczuwają coraz wyraźniej Jego wyjątkowość i odrębność, choć do trzydziestego roku życia jest nadal im poddany. Zawsze jednak na pierwszym miejscu stawia swojego prawdziwego Ojca Niebieskiego i to Jemu jest poddany przede wszystkim. Tymczasem Maryja obcując z Nim w domu staje się coraz bardziej oswojona z życiem z Bogiem w bliskości, którego żywo doświadcza w swoim Synu.

Matka Boża coraz wyraźniej odkrywa, że Jej Syn swoją ludzką Osobą pokazuje prawdziwego Boga. Ona jest pierwszą, która rozpoznaje, że Jej Syn jest Obrazem Boga Niewidzialnego. Dlatego też jest On dla ludzi wyjątkowym ludzkim wzorem tego, jaki jest Bóg. Ona pierwsza rozpoznaje w Nim Boga i nabiera przekonania, że wszyscy ludzie mogą i powinni w Jezusie Boga zobaczyć. Powinni oni też, dzięki Jezusowi, zrozumieć to, czego Bóg pragnie dla ludzi i od ludzi, czego ludzie mogą się od Jezusa nauczyć, jak mogą dzięki Niemu Boga naśladować. Maryja powtarza wszystkim, że powinni czynić to, czego Jezus naucza, gdyż On uczy ich tego, co się Bogu podoba.  Matka Boża rozpoznała i doświadczyła absolutnej wyjątkowości Jego słów, widziała, że Jego nauczanie przekraczało nauczanie wszystkich rabinów w Izraelu. Widziała, że Jego słowa są najtrafniejsze i wskazują na to, co jest dla ludzi najlepsze. Przebywając blisko ze swoim Synem poznawała przez Niego samego Boga i dzięki temu umiała Go najlepiej ludziom pokazać. Pokazywała im też, jak najlepiej można dojść do bliskości z Jezusem a przez Jezusa do bliskości z Bogiem.

Poznając Jezusa Matka Boża najlepiej rozumie to, czego Jezus uczy. Przede wszystkim Jezus uczy nas tego, że najbliżej z nami jest On w Eucharystii. Matka Boża rozumie tę eucharystyczną naukę Jezusa, a przyjmując Go w ten sposób po Jego zmartwychwstaniu, staje się Mu najbliższa w doczesności i najgłębiej poruszona Jego bliskością, mająca najpełniej pałające z miłości serce, jak uczniowie goszczący Zmartwychwstałego w Emaus. Maryja najpełniej z nas potrafi przeżywać to, co pisze św. Łukasz o pałających do Jezusa ludzkich sercach, kiedy poznają Boga w Słowie i w Eucharystii.  

Matka Boża zatem pierwsza obcowała z Bogiem przez swojego Syna. Najpierw nauczyła się być z Nim w Nazarecie na sposób rodzinny. Potem uczyła się przebywać z Nim jako Nauczycielem pośród Jego uczniów. Potem nauczyła się żyć dla Niego pośród apostołów, jako żywa część Kościoła. I wreszcie nauczyła się przebywać z Nim stale, teraz i na wieki w jedności, jako ze swoją Jedyną Miłością. Maryja jest zatem dla nas najpełniejszym wzorem więzi z Jezusem: wzorem wiary w Niego, wzorem zachwytu z powodu Jego wielkości i wyjątkowości, oraz wreszcie wzorem miłowania Go tak, jak tylko człowiek może miłować  Bożego Syna, a Bóg może być najbliżej człowieka. Matka Boża najpełniej więc uczy nas Boga, bo uczy nas swojego i Bożego Syna. Dlatego jest dla nas wyjątkowym darem.

NIKT NIE ŻYJE DLA SIEBIE

Żyjemy w sposób jakże niepełny, słabujemy, chorujemy, wreszcie umieramy i nie mamy poczucia pełni naszego życia. Świat, na którym żyjemy jest także bardzo niedoskonały i doświadczamy na nim zagrożeń, i niebezpieczeństw śmierci. Jednocześnie mamy wielkie pragnienie życia i trzymamy się życia kurczowo, także tego doczesnego, bo w istocie nie znamy życia innego. Naprawdę tak jest, nie znamy go, choć zostało nam objawione i zapowiedziane życie wieczne. Współcześnie, wraz z dechrystianizacją, osłabieniem wiary i nagromadzeniem zła w świecie, pojawiają się w ludziach liczne zwątpienia i niepokoje, przez co jesteśmy coraz mocniej przywiązani do doczesności. Rzeczy nadchodzące po śmierci, a także świat duchowy stają się dla ludzi niewyraźne i niepewne. Widać to nawet w życiu ludzi żyjących chrześcijaństwem, bo doczesność jest w nas wpisana głęboko i jakoś bliższa sercu, a rzeczywistość Boża i perspektywa wieczności często nas nie porusza. Dzieje się tak mimo, że Bóg cały wysiłek Objawienia i przyjście na  świat swojego Syna nakierował na to, by ludziom dać poznać, że On JEST i jest życie wieczne przygotowane dla ludzi. Jakże trudno nam tym objawieniem i przylgnąć do Boga z prawdziwą miłością.

Tymczasem Bóg już w Starym Testamencie mówi o tym, że stworzył ludzi dla siebie i że oni żyją dla Niego. Jeśli ich stworzył i dał im zadania w życiu doczesnym, to nie może zrezygnować z nich, kiedy oni umierają, a umierać muszą z powodu swojej pochodzącej od grzechu śmiertelności. Tak więc Bóg, jeśli dał nam cielesne życie doczesne na ziemi, to chce też, byśmy mieli także cielesne życie w wieczności. Co więcej w wieczności będzie to nowe życie cielesne, życie chwalebne. Takie są zatem zamysły Boże objawione na kartach Pisma Świętego. Te zamysły Bóg zapowiada już w Starym Testamencie – otwieram wasze groby ludu mój i wydobywam was z grobów. (Ez 37)

Aby nasze ziemskie groby „otworzyć” i „pokonać” przychodzi na świat Syn Boży. Zapowiada o sobie: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Przy końcu czasów, w czasie ostatecznym mamy od Boga zapowiedziane, że będziemy mieli nowe życie w nowym świecie, bo pierwsze życie jest tymczasowe i przemija. Dla tej właśnie misji Jezus poświęca się i wypełnia swoją misję. Dla tej sprawy ofiarowuje lata nauczania, cierpienie z powodu grzechów ludzkich i śmierć na Krzyżu. I po tym przeżyciu jedynej Ofiary Nowego Testamentu Jezus zmartwychwstaje. Wtedy wylewa na świat i na Kościół Ducha Świętego, a to się dzieje właśnie po to, by dać ludziom odkupienie z grzechów, oczyszczenie serc, uzdrowienie duchowe i szczęście wieczne. To wszystko Bóg czyni przez swojego Syna, Jego Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie.

Ale ludzie nie traktują tego dzieła wcale poważnie. Oddaliby całą wieczność za pięć minut doczesności, bo w wieczność powątpiewają. I to jest tragedia świata, i człowieka. Nieład i niewiara w sercach. Wkradaj ą się one także do chrześcijaństwa i do Kościoła, który ma w sobie wciąż wiele doczesności.

Potężnym znakiem przygotowującym Jezusowe dzieło obdarowania nowym życiem przez swoje zmartwychwstanie jest wskrzeszenie Łazarza. Jak ludzie przez wszystkie pokolenia, jak i my obecnie, tak samo rozpaczała wtedy Marta z Betanii – Panie gdybyś tu był mój brat by nie umarł. Albo jak inni Żydzie pytali, tak i my pytamy – Czy On nie mógł sprawić, żeby Łazarz nie umarł? Czy On nie mógł sprawić, żeby nie umarło moje dziecko? Żeby nie wydarzały się wojny ani inne nieszczęścia? To są nieustające pytania, które doprowadzają nas do osłabienia a nawet utraty wiary.

A tymczasem Jezus mówi - Kto żyje i wierzy we Mnie nie umrze na wieki. Nie umrze na wieki, a nie docześnie. Bóg dopuszcza śmierć doczesną, także różne nieszczęścia. By to pokazać, Jezus zatrzymuje się kilka dni w drodze do Betanii i wyczekuje aż Łazarz umrze. Jego śmierć jest potrzebna, by objawić wielkie działa Boże. Podobnie jest z nami i ze światem. Nasze cierpienie i śmierć są potrzebne dla ukazania wielkich dzieł Bożych, a dziełami tymi są : oczyszczenie dusz ludzkich, danie ludziom nowego życia w nowym ciele i przeminięcie doczesności. To jest w planie Boga zapisane i to się ma spełnić. Tymczasem my trzymamy się kurczowo doczesności, a nowe i wieczne wydaje się nam mgliste, dalekie i niepewne. Wszystko to dlatego, że nie żyjemy wiarą i Bogiem, nie jesteśmy do Niego przywiązani, raczej przywiązujemy się do doczesnego życia. Nasza słaba więź z Bogiem sprawia, że nie pragniemy życia z Bogiem. To jest nasza tragedia.

Dlatego nawet najcenniejsze dary i największe dobro od Boga nie zmienia często naszego złego nastawienia do Niego. Bóg jest dla nas potężny, poważny, ale daleki, nie bliski, nie zatroskany o nas i nasze życie wieczne. A do tego jesteśmy jakże niekonsekwentni. Żydzi, w osobach faryzeuszów czy Kajfasza teoretycznie oczekiwali Mesjasza. Chcieliby, żeby przyszedł, ale nie wiedzieli, jak należałoby Go przyjąć. Być może Jezus jest od Boga, ale jak wtedy poradzić sobie z Rzymianami i utratą własnego autorytetu i własnej władzy? A przecież Rzymianie to zagrożenie. Strach przed Rzymem i strach o siebie były u Kajfasza silniejsze niż pragnienie Mesjasza. Nawet jeśli to Mesjasz, to lepiej Go zabić, niż narazić się Rzymianom. Bo czy Bóg nas obroni przed Rzymianami? Czy nie są to i dziś nasze pytania?

Dk. Jan Ogrodzki

NASZ UDZIAŁ W PRZEMIENIENIU PAŃSKIM

Czy przemienienie Pańskie jest wydarzeniem radosnym czy smutnym? Każdy powie, że jest to spotkanie z Bogiem, a więc bez wątpienia jest radosne i szczęśliwe dla człowieka. Pan Jezus przyszedł na świat objawiając się jako zwykły człowiek, narodzony z niewiasty i ukrywając swoją wyjątkowość, czyli to, co nazywamy Boską chwałą. Chcąc jednak objawić ludziom trochę więcej o sobie, chcąc ukazać tę właśnie swoją Boską chwałę, wybrał na świadków nie wszystkich apostołów, ale trzech, których uznał za najbardziej odpowiednich podług ich serc. On znał ludzkie serca i miał przekonanie, które z nich będą potrafiły przeżyć spotkanie z Bogiem, zrozumieć znaczenie swoich przeżyć, nazwać je i o nich zgodnie z intencją Bożą opowiedzieć. Bo nie jest łatwo rozpoznać i nazwać to, co czuje człowiek, kiedy działa na niego łaska i kiedy dotyka go moc samego Boga. Do tego potrzeba otwartości serca na Ducha Świętego, świadomości tego, co Bóg w nas czyni i co dzieje się w sercu. Trzeba poznać, czym jest Boży pokój, a czym niepokoje i wyrzuty sumienia. Wreszcie trzeba nie tylko poznać takie odczucia duchowe, ale także zrozumieć ich znaczenie: co znaczy czuć się dobrze Bogiem i nigdy nie chcieć się z Nim rozstawać, a co znaczy unikać Boga z powodu lęku, nieznajomości  i błędnego rozumienia.

Trzej apostołowie, Piotr, Jakub i Jan wiedzieli, jak to jest czuć lęk przed Bogiem z powodu własnej niegodności i wielki pokój Boży, kiedy Bóg przekreśli ludzką niegodność. Przeżycia takie występują zawsze łącznie. Apostołowie się przelękli i zaraz też odczuli nieziemskie szczęście, tak że zawołali – dobrze nam tu być. Duchowe przeżycia szczęścia i strachu zawsze występują w sercach ludzkich łącznie. Kiedy Izajasz spotkał w świątyni Najwyższego Boga, którego tren szaty wypełniał świątynię, a aniołowie śpiewali – Święty, Święty, Święty, był przerażony. Wystarczyło jednak Boże dotknięcie węglem z ołtarza, a prorok grzeszny i przerażony odczuł nieziemskie szczęście. Tak samo Bóg oczyścił św. Jana, a potem kazał mu połknąć księgę Słowa Bożego. Wtedy Słowo Boże stało się dla niego jednocześnie w pierwszym odruchu słodkie jak miód a po czasie głębszego przeżycia gorzkie jak piołun. To słodko-gorzkie doświadczenie duchowe jest udziałem wszystkich autentycznych mistyków i świętych.

Tak samo było w życiu Jezusa. Był szczęśliwy w swej misji dla ludzi, którym mógł czynić dobro i udzielać zbawienia, ale jednocześnie nieprzerwanie ludzie zadawali Mu ból swoją ignorancją, złą wolą i niezrozumieniem. Ból zadawał Mu także zły duch doprowadzając Go do śmierci na krzyżu. Nie inaczej jest z nami, kiedy naszym udziałem obok szczęśliwego służenia i towarzyszenia Bogu jest nasz osobisty krzyż pojawiający się, kiedy próbujemy być Bogu wierni. Bycie uczniem Jezusa jest doświadczeniem słodko-gorzkim. Oto dlaczego to, co się dzieje na Taborze, jest nie tylko ukazaniem się Jezusa triumfującego, ale przede wszystkim  Jezusa, który rozmawia z Mojżeszem i Eliaszem o swojej Męce, ponieważ nikt z ludzi, nawet żaden z trzech obecnych z Nim apostołów, nie jest w stanie dzielić z Nim tego przeżycia, ani rozmawiać z Nim o Jego cierpieniu, by Go w nim podtrzymać. Raczej przeciwnie, apostołowie stale dziwią się zapowiedziom i zapewniają, że nigdy one nie przyjdą na Niego. Jezus na Taborze pokazuje swoją Boską moc, by zapewnić, że dzięki niej będzie miał siłę cierpieć. A uczniowie, dopiero, gdy się to wydarzenie stanie, gdy Jezus umrze i zmartwychwstanie, będą mogli przyjąć to jakoś i powiedzieć innym, że w umierającym Jezusie widzą naprawdę Boga.

I my też otrzymujemy od Boga uszczęśliwiające i jasne doświadczenia wtedy, kiedy Bóg nas przygotowuje jednocześnie do dawania świadectwa o Nim swoim osobistym, pełnym cierpienia życiem. Bo słodycz i gorycz są nam pokazywane, abyśmy byli świadkami Boga na podobieństwo Jezusa. Tabor zatem nie może być dla nas samym miodem, on musi przynieść nam także i piołun. On musi nas nauczyć, że nasze życie może też być słodko-gorzkie, jak życie Jezusa i innych świadków Boga. By być takim świadkiem potrzebujemy pomocy duchowej. Pomoc ta służy do tego, byśmy uczyli się modlitwy, która też jest przeżywaniem chwil słodkich i gorzkich. Bez tych dwoistych przeżyć nie ma spotkania z Bogiem ani na ziemi ani na Taborze.  Amen.                                                                                        dk. Jan Ogrodzki

CZY I WY CHCECIE ODEJŚĆ?

Ben-Hadad, król Aramu, ściągnął całe wojsko, wyruszył i oblegał Samarię. Powstał zatem wielki głód w Samarii. Kiedy król izraelski [Joram] przechodził po murze, pewna kobieta zawołała do niego: Wspomóż mnie, panie mój, królu! Odpowiedział: Pan ciebie nie wspomaga, z czego ja mam ciebie wspomóc? Czy z klepiska lub z tłoczni? Następnie król rzekł do niej: Co ci jest? Odpowiedziała: Ta oto kobieta powiedziała mi: Daj twojego syna, a zjemy go dzisiaj, mojego zaś syna zjemy jutro. Ugotowałyśmy więc mojego syna i zjadłyśmy go. Następnego dnia powiedziałam do niej: Daj twego syna, żebyśmy go zjadły, lecz ona ukryła swojego syna.

Kiedy król usłyszał słowa kobiety, rozdarł swoje szaty. Oświadczył wtedy: To niech mi uczyni Bóg i tamto dorzuci, jeżeli głowa Elizeusza, syna Szafata, ostanie się na nim dzisiaj! Kiedy Elizeusz przebywał w swoim domu, a starszyzna siedziała razem z nim, […] ten odezwał się do starszyzny: Czy widzicie, że ten syn zabójcy [król] posłał człowieka po moją głowę? […] Gdy jeszcze rozmawiał z nimi, oto król przystąpił do niego i powiedział: Patrz! To nieszczęście pochodzi od Pana. Dlaczego mam jeszcze nadzieję pokładać w Panu? (2Krl 6,24-33)

Kiedy nieszczęście narodowe spadło na Samarię, tak iż straszliwy głód popychał ludzi do kanibalizmu, a wierny prorok Elizeusz niezmiennie stał przy Bogu, wtedy król Samarii, Joram postanowił zabić proroka. Władca doprowadzony do ostatecznego zwątpienia wygłosił wobec starszyzny Izraela słowa, które rozdzierały serca:  To nieszczęście pochodzi od Pana. Dlaczego mam jeszcze nadzieję pokładać w Panu? I my też w wielu sytuacjach życiowych nie mamy siły, a nawet nie widzimy powodu, by wierzyć Bogu. Wydaje się nam, że to Bóg jest właśnie sprawcą naszych nieszczęść.

No właśnie! A co mówi Pismo, od kogo pochodzą nieszczęścia? Kiedy Bóg stworzył świat, umieścił człowieka w raju, oazie szczęśliwości, a człowiek i tak poczuł się w raju niezadowolony, że Bóg nie dał mu wszystkiego co najlepsze. Gdy szatan kłamliwie obiecał człowiekowi więcej, ten chętnie uwierzył złudnym obietnicom i poszedł za fałszywym doradcą, a porzucił Boga, choć Bóg miał dla niego życie najlepsze z możliwych. Tak zaczęło się ludzkie powątpiewanie w Boga, odchodzenie od Niego i szukanie dóbr dla siebie – oby jak najwięcej. Objawienie Boże ukazuje jednoznacznie, że sprawcą zła jest szatan, nieprzyjaciel Boga i ludzi, a Bóg prowadzi dzieło zbawienia – uwolnienia ludzi od zła.

Tym najwyższym dobrem od Boga, jakie w Nowym Testamencie daje ludziom Jezus, jest On sam, Najbliższy, bo żywo obecny dla nich w Eucharystii. On daje im jedność wewnętrzną ze Sobą, a oni nie wierzą i odchodzą ze słowami na ustach – trudna jest ta mowa. Zatem w końcu Jezus pyta także swoich umiłowanych Dwunastu Apostołów: Czy i wy chcecie odejść?

Wtedy Piotr w imieniu Dwunastu odpowiada: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Bożym. (J 6,68-69). Trudna była sytuacja, w której znalazła się zagłodzona Samaria i jej król. Trudna była sytuacja, w której głodny Jezus mógł na pustyni zmienić kamienie w chleb dla siebie, ale ludzie nadal pozostaliby głodni. Nie po to Jezus przyszedł na świat, by dogadzać sobie. On przyszedł dla nas. Jemu zależy na związaniu się z nami. On chce stworzyć z nami bliską, osobistą relację. I to, co Piotr odpowiada Jezusowi, jest tym, czego Jezus najbardziej oczekuje: że uczniowie przywiążą się do Niego i na pytanie o odejście będą mieli jedyną, niejako spontaniczną odpowiedź – Panie, do kogoż pójdziemy? Ty jesteś naszym Mistrzem, Nauczycielem. Do Ciebie się przywiązaliśmy. Ciebie pokochaliśmy. W Tobie odkryliśmy moc słowa, które daje życie wieczne. Wiec do kogoż moglibyśmy pójść. No do kogo?

Na najtrudniejsze sytuacje jedna jest rada – Pan Jezus, miłość do Niego! Nie własny wysiłek, ale Jezus! Prośba, by dał nam Ducha, bo tylko Duch daje życie. Słowa, które Ja wam daję – To jest Ciało Moje, to jest Krew Moja – dają wam życie wieczne.

                                                                                dk Jan Ogrodzki

METANOEITE – ODMIEŃCIE MYŚLENIE.

O nawróceniu mówimy często, zwłaszcza w okresie Wielkiego Postu. Pan Jezus mówi na przykład w Ewangelii według św. Marka: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię! (Mk 1,15) Tak brzmi to po polsku i w tym, jak to rozumiemy potocznie tkwi pułapka, gdyż nie dość, że nawrócenie rozumiemy specyficznie jako przemianę życia, to jeszcze po polsku mamy formę zwrotną, sugerującą, że to my mamy  nawracać siebie. W tradycji ascetycznej Kościoła ugruntowało się to wezwanie Jezusa jako wezwanie by pracować nad sobą.

Tymczasem Ewangelista pisze po grecku metanoeite (używam transkrypcji alfabetu greckiego na łaciński), tzn. nawróćcie, od rzeczownika metanoia, co po grecku znaczy zmianę myślenia, mentalności, czyli zmieńcie swoje myślenie. Używając obrazu życia ludzkiego jako wędro­wania drogą można powiedzieć, że Jezus wzywa, by zawrócić z drogi oddalającej nas od Boga, obrócić się o sto osiemdziesiąt stopni i ruszyć w przeciwnym kierunku, ku Bogu. W wyrazie metanoia, chodzi więc o coś głębokiego, o zmianę wewnętrzną, umysłową, mentalnościową, duchową, zbliżającą do Boga. Dla Żydów znaczyło to przemianę wiary – wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! (J 14,2) - uwierzenie w Chrystusa jako Boga. Dla pogan znaczyło to porzucenie wiary w bogów dla wiary w Chrystusa jako Boga, a dla chrześcijan znaczy to pogłębienie sposobu myślenia, jakiego oni potrzebują w związku ze swoim dotychczasowym życiem Bożym objawieniem.     

Prorok Joel ujmuje Boże wezwanie w ten sposób: Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, i lament. Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty! Nawróćcie się do Pana, Boga waszego! On bowiem jest litościwy, miłosierny, nieskory do gniewu i bogaty w łaskę, a lituje się nad niedolą. (Jl 2,12-13) Oznacza to przestawienie sposobu myślenia na to by całym sercem zwrócić się do Boga, by nie traktować nawrócenia jako zewnętrznej praktyki religijnej (rozdzieranie szat, posypanie głowy popiołem, spełnianie wymagań formalnych takich jak duża ilość rekolekcji czy modlitw) ale jako nowy sposób myślenia, mianowicie nastawienie się na Boga, na osobę Chrystusa, zbliżenie się do Niego myślowo i duchowo.

 

A zatem uwaga, uwaga! W metanoi czyli nawróceniu nie chodzi o przemianę życia - czyniłem zło a teraz zacznę czynić dobro. Owszem o to też chodzi, ale to jest WTÓRNE. Przede wszystkim mam odkryć, że potrzebuję inaczej myśleć, myśleć, że to nie ja się przemienię, ale że to Bóg, Jezus mnie przemieni. On będzie działał na mnie swoją łaską nawrócenia, a stanie się to tylko wtedy, kiedy przestawię właśnie swoje myślenie, uświadomię sobie:

ŻE MAM GRZECHY.

ŻE SAM NIE DAM RADY ICH PRZEZWYCIĘŻYĆ.

I ŻE TO ON JE WE MNIE POKONA

I TAK ODBĘDZIE SIĘ MOJE NAWRÓCENIE.

Potrzebuję poddać się Jego działaniu odkupieńczemu - oczyszczającemu z grzechu. Zmiana mentalności polegająca na poddaniu się Bogu uda się tylko wtedy, gdy Boga będę traktować jako Kogoś ważnego i bliskiego, i naprawdę z serca zechcę za Nim iść i Go naśladować. To się nazywa współpracą z łaską, którą On dla nas wylał na Krzyżu. Ta współpraca jest tym efektywniejsza im bardziej Bóg zajmuje w nas ważne miejsce jako Ten, komu wierzę i kogo staram się kochać. I im skuteczniej prostuję w sobie przekonanie, jakobym nawrócenia miał  dokonać własnym staraniem jak faryzeusze. Życie moje, czyny moje i zachowania naprawdę zmienią się tylko z mocy Ducha Bożego. Kiedy współpracujemy z łaską w sferze mentalności, wtedy nasze osobiste wysiłki, nasza asceza także mają swoje znaczenie ale pomocnicze. Oto w jaki sposób Kościół postrzega nawrócenie bazując na nauce Chrystusa.

Jednak takie postrzeganie mamy trochę w duszpasterstwie zaniedbane. Często o Wielkim Poście myślimy po starotestamentalnemu. Jednak zauważmy, że w Starym Testamencie Bóg wzywał do zachowania Prawa, a do nawrócenia Izraela nie dochodziło. Tylko spadające raz po raz klęski podkreślały utrzymywanie się w stanie grzechu. Dopiero Ofiara Chrystusa stała się źródłem łaski nawrócenia i ludzie Nowego Testamentu zaczynają zmieniać jakość swojego życia w miarę współpracy z łaską Krzyża i łaską Zmartwychwstania. To zjawisko jest widoczne w Ewangelii i w Dziejach Apostolskich oraz w życiu bardzo wielu ludzi na przestrzeni historii. Współcześnie jednak świat w dużym stopniu odrzuca wezwanie do nawrócenia, a przez to owoce łaski Nowego Testamentu są coraz mniej w świecie widoczne. Jednak w przypadku jednostek i wspólnot, które traktują Chrystusa z wiarą i miłością nawrócenie następuje jako coś nieodłącznego od ich osobistego związku z Bogiem. 

 

dk. Jan Ogrodzki

ŁASKA I PRAWDA

Chcemy pokazać jak Prolog Ewangelii Janowej prowadzi nas od Starego Testamentu do Nowego Testamentu. Wyjaśnimy tych kilka wersetów, które są Janowym świadectwem, co Bóg zdziałał dla ludzi i w jaki sposób się nam objawił. Przytaczamy te wersety wytłuszczając zwroty u Jana kluczowe.

(14): A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. (15): Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. (16): Z Jego pełności wszyscy otrzymaliśmy – łaskę po łasce. (17): Podczas gdy Prawo zostało dane za pośrednictwem Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. (J 1,14-17)

Wyjaśnijmy świadectwo Jana dokładniej. Przymierze Starego Testamentu zostało zawarte na Synaju na podstawie Prawa. To Prawo otrzymali Izraelici przez Mojżesza w XII w. p. n. Chr. Rdzeniem Prawa był dekalog a później wokół niego rozwinął się Pięcioksiąg Mojżesza zwany Torą (Prawem). Tak zostało sformułowane w natchnionym, ludzkim słowie objawione Słowo Boże. Tak też została nawiązana między Bogiem a Izraelem widzialna, słyszalna i odczuwalna więź. Oni dzięki autorom natchnionym zobaczyli w swojej historii działanie Boga, Jego opiekę i prowadzenie, którego istotą było wezwanie do przestrzegania Prawa. Prorocka i mądrościowa refleksja nad Prawem, nad tym, czym ono jest, doprowadziła do jego pogłębionego zrozumienia. Szczytem tego zrozumienia w Starym Testamencie stało się nazwanie go Mądrością, co zostało zapisane szczególnie w Księdze Syracha:

(3): Wyszłam z ust Najwyższego i niby mgła okryłam ziemię. (4): Zamieszkałam na wysokościach,
a tron mój na słupie z obłoku. (5): Okrąg nieba sama obeszłam i przechadzałam się po głębi przepaści.
(6): Na falach morza, na ziemi całej, w każdym ludzie i narodzie zdobyłam panowanie.
(7): Pomiędzy nimi wszystkimi szukałam miejsca, by spocząć - [szukałam] w czyim dziedzictwie mam się zatrzymać. (8): Wtedy przykazał mi Stwórca wszystkiego, Ten, co mnie stworzył, wyznaczył mi mieszkanie i rzekł: «W Jakubie rozbij namiot  i w Izraelu obejmij dziedzictwo!
» […] (23): Tym wszystkim jest księga przymierza Boga Najwyższego, Prawo, które dał nam Mojżesz jako dziedzictwo, plemionom Jakuba. (Syr 24,3-8. 23.)

Prawo jak i Mądrość pochodzą od Boga, mieszkają na wysokościach, ale od początku opiekują się stworzeniem, panują nad narodami, a ostatecznie zostają posłane przez Boga do Izraela, by w nim rozbiły namiot i objęły dziedzictwo. Te starotestamentalne zapowiedzi już na pierwszy rzut oka wskazują, że Prawo i Mądrość to prorocka zapowiedź Jezusa Chrystusa, który od Boga przychodzi na świat. Właśnie przede wszystkim o tym zaświadcza Jan z autorytetem i mocą Ducha Świętego. Kiedy pisze, że Jezus wypełnia zapowiedzi dotyczące Mądrości, nazywa Jezusa Słowem czyli Logosem. Imię Logos wskazuje na ścisły związek między Jezusem Nowego Testamentu a Słowem i Mądrością Starego Testamentu. Właśnie to Słowo – Boży Syn stało się ciałem, to znaczy człowiekiem i zamieszkało a dosłownie - rozbiło namiot (εσκηνωσεν - eskenosen), wśród nas (w. 14). Od Bożego Syna otrzymaliśmy łaskę Nowego Przymierza po łasce Starego Przymierza (w. 16), bo Syn Boży jest jedynym pośrednikiem między Bogiem a człowiekiem. To On, choć w Starym Testamencie jeszcze nie znany, jest odpowiedzialny za objawienie się Boga także w nim. Bo choć w Starym Testamencie nie istniał jeszcze Syn Boży wcielony w Jezusa, to jednak przez Ducha Świętego ten Syn wcielał się w proroków, pisarzy i inne prorockie postaci tamtego okresu.

Przyjście Syna Bożego w ciele uobecnia na ziemi w sposób ludzki dwa najważniejsze atrybuty Boga związane z Jego przymierzem z nami. Piszą o nich autorzy starotestamentalni w słowach, z których najbardziej reprezentatywne przytaczamy poniżej:

Okażesz wierność Jakubowi, Abrahamowi łaskawość, co poprzysiągłeś przodkom naszym od najdawniejszych czasów. (Mi 7,20) Podstawą Twego tronu sprawiedliwość i prawo; przed Tobą kroczą łaska i wierność. (Ps 89,15) (11): Łaskawość i wierność spotkają się z sobą, ucałują się sprawiedliwość i pokój. (12): Wierność z ziemi wyrośnie, a sprawiedliwość wychyli się z nieba. (Ps 85,11-12)

To o tej łasce (łaskawości) i prawdzie (wierności) mówi Jan w w.17, że przyszły one przez Jezusa Chrystusa. Przez Jezusa przyszły dwa podstawowe dary Boga wywodzące się z przymierza starotestamentalnego, które przypomniał Micheasz w V w. w przytoczonym wersecie (7,20). Napisał on, że od wieków, czyli od czasów przymierza synajskiego w XII w., Bóg poprzysiągł Izraelowi dwa swoje dary: hesed, czyli łaskę, łaskawość, miłość oraz emet, czyli prawdę i wszystko to, co opiera się na rdzeniu mn, czyli wiarę, wierność, stałość i pewność Boga. Przymierze z Bogiem opiera się właśnie na Bożej, absolutnej wierności, niezawodności w tym, co zapowiedział oraz na Bożej miłości do nas. Warto zauważyć, że polskie słowo łaska brzmi prawie jak  czeskie laska, czyli właśnie miłość. Zatem wierność i miłość Boga przyszła do nas w Jezusie i na tych Jego przymiotach opiera się cała moc Nowego Przymierza zawartego w Jego Krwi.

I ludzie mogą być pewni zbawienia właśnie dlatego, że Bóg jest wierny i można być pewnym tego, co On nam obiecuje. Dlatego też, że On jest miłujący, my także możemy być pewni Jego miłości i dążyć do tego, by ją odwzajemnić. Zatem mamy odpowiedzieć Bogu naszą miłością i wiernością na Jego dary, o czym pisze autor Psalmu 85: że mają się spotkać wierność człowieka wyrastająca z ziemi i łaskawość Boga oraz Jego sprawiedliwość (prawość) spoglądająca na ziemię z nieba (w. 11-12). Ludzie są wezwani do dążenia, by odpowiedzieć swoim sercem na Jego łaskę i wierność w Jezusie. Mają odpowiedzieć wiarą, która jest warunkiem zbawienia i miłością, o którą Bóg prosi już w starotestamentalnym przykazaniu miłości i tę prośbę powtarza w rozmowie z  Piotrem po swoim zmartwychwstaniu. Ogólnie rzecz ujmując Bóg oczekuje od nas zaufania i miłości bardziej niż ofiar czyli materialnych praktyk religijnych. Później Jan w swoim Pierwszym Liście wyjaśni jeszcze, że nasza miłość do Boga jest nieodłączna od miłości do innych ludzi. Te miłości stanowią jedno.

Tak podstawą naszego życia z Bogiem staje się przymierze z Jezusem oparte na Jego hesed i emet ale także na gorliwym staraniu o swoje osobiste hesed i emet. Bo na przymierzu z Jezusem w wierze i miłości budujemy całe nasze życie doczesne i wieczne. Amen.

Dk. Jan Ogrodzki