poniedziałek, 26 października 2026

CZY I WY CHCECIE ODEJŚĆ?

Ben-Hadad, król Aramu, ściągnął całe wojsko, wyruszył i oblegał Samarię. Powstał zatem wielki głód w Samarii. Kiedy król izraelski [Joram] przechodził po murze, pewna kobieta zawołała do niego: Wspomóż mnie, panie mój, królu! Odpowiedział: Pan ciebie nie wspomaga, z czego ja mam ciebie wspomóc? Czy z klepiska lub z tłoczni? Następnie król rzekł do niej: Co ci jest? Odpowiedziała: Ta oto kobieta powiedziała mi: Daj twojego syna, a zjemy go dzisiaj, mojego zaś syna zjemy jutro. Ugotowałyśmy więc mojego syna i zjadłyśmy go. Następnego dnia powiedziałam do niej: Daj twego syna, żebyśmy go zjadły, lecz ona ukryła swojego syna.

Kiedy król usłyszał słowa kobiety, rozdarł swoje szaty. Oświadczył wtedy: To niech mi uczyni Bóg i tamto dorzuci, jeżeli głowa Elizeusza, syna Szafata, ostanie się na nim dzisiaj! Kiedy Elizeusz przebywał w swoim domu, a starszyzna siedziała razem z nim, […] ten odezwał się do starszyzny: Czy widzicie, że ten syn zabójcy [król] posłał człowieka po moją głowę? […] Gdy jeszcze rozmawiał z nimi, oto król przystąpił do niego i powiedział: Patrz! To nieszczęście pochodzi od Pana. Dlaczego mam jeszcze nadzieję pokładać w Panu? (2Krl 6,24-33)

Kiedy nieszczęście narodowe spadło na Samarię, tak iż straszliwy głód popychał ludzi do kanibalizmu, a wierny prorok Elizeusz niezmiennie stał przy Bogu, wtedy król Samarii, Joram postanowił zabić proroka. Władca doprowadzony do ostatecznego zwątpienia wygłosił wobec starszyzny Izraela słowa, które rozdzierały serca:  To nieszczęście pochodzi od Pana. Dlaczego mam jeszcze nadzieję pokładać w Panu? I my też w wielu sytuacjach życiowych nie mamy siły, a nawet nie widzimy powodu, by wierzyć Bogu. Wydaje się nam, że to Bóg jest właśnie sprawcą naszych nieszczęść.

No właśnie! A co mówi Pismo, od kogo pochodzą nieszczęścia? Kiedy Bóg stworzył świat, umieścił człowieka w raju, oazie szczęśliwości, a człowiek i tak poczuł się w raju niezadowolony, że Bóg nie dał mu wszystkiego co najlepsze. Gdy szatan kłamliwie obiecał człowiekowi więcej, ten chętnie uwierzył złudnym obietnicom i poszedł za fałszywym doradcą, a porzucił Boga, choć Bóg miał dla niego życie najlepsze z możliwych. Tak zaczęło się ludzkie powątpiewanie w Boga, odchodzenie od Niego i szukanie dóbr dla siebie – oby jak najwięcej. Objawienie Boże ukazuje jednoznacznie, że sprawcą zła jest szatan, nieprzyjaciel Boga i ludzi, a Bóg prowadzi dzieło zbawienia – uwolnienia ludzi od zła.

Tym najwyższym dobrem od Boga, jakie w Nowym Testamencie daje ludziom Jezus, jest On sam, Najbliższy, bo żywo obecny dla nich w Eucharystii. On daje im jedność wewnętrzną ze Sobą, a oni nie wierzą i odchodzą ze słowami na ustach – trudna jest ta mowa. Zatem w końcu Jezus pyta także swoich umiłowanych Dwunastu Apostołów: Czy i wy chcecie odejść?

Wtedy Piotr w imieniu Dwunastu odpowiada: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Bożym. (J 6,68-69). Trudna była sytuacja, w której znalazła się zagłodzona Samaria i jej król. Trudna była sytuacja, w której głodny Jezus mógł na pustyni zmienić kamienie w chleb dla siebie, ale ludzie nadal pozostaliby głodni. Nie po to Jezus przyszedł na świat, by dogadzać sobie. On przyszedł dla nas. Jemu zależy na związaniu się z nami. On chce stworzyć z nami bliską, osobistą relację. I to, co Piotr odpowiada Jezusowi, jest tym, czego Jezus najbardziej oczekuje: że uczniowie przywiążą się do Niego i na pytanie o odejście będą mieli jedyną, niejako spontaniczną odpowiedź – Panie, do kogoż pójdziemy? Ty jesteś naszym Mistrzem, Nauczycielem. Do Ciebie się przywiązaliśmy. Ciebie pokochaliśmy. W Tobie odkryliśmy moc słowa, które daje życie wieczne. Wiec do kogoż moglibyśmy pójść. No do kogo?

Na najtrudniejsze sytuacje jedna jest rada – Pan Jezus, miłość do Niego! Nie własny wysiłek, ale Jezus! Prośba, by dał nam Ducha, bo tylko Duch daje życie. Słowa, które Ja wam daję – To jest Ciało Moje, to jest Krew Moja – dają wam życie wieczne.

                                                                                dk Jan Ogrodzki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz