Wstęp. Pan Jezus przyszedł do swoich uczniów w niedzielę zmartwychwstania wieczorem. Wszedł do Wieczernika mimo drzwi zamkniętych. Przerażeni uczniowie byli zaryglowani, ponieważ bali się Żydów i nie wiedzieli, co się dzieje z grobem Jezusa. Być może ktoś wykradł Jego ciało? Być może Rzymianie będą o to oskarżać Jego uczniów? Co więcej niektóre kobiety opowiadały, że miały widzenia i On żyje. Piotr i Jan pobiegli co prędzej do grobu i zastali go pustym, ale Jezusa nie spotkali. Nie rozumieli, co się dzieje. Tylko Jan, człowiek wielkiego ducha, przypomniał sobie zapowiedzi Jezusa, że powstanie z martwych. Jego uwagę zwróciły płótna leżące w grobie nie w chaosie, ale w wielkim porządku. Jan pierwszy uwierzył, że Jezus żyje, jednak jego wiara nie wystarczyła, by przełamać ogólną niewiarę apostołów, tym bardziej, że powątpiewał przede wszystkim sam Piotr. Tak było na początku.
Wszystko się zmieniło dopiero, kiedy ogół apostołów ujrzał Pana. Kluczem do odnowienia ich wiary i odbudowania na nowo ich misji stało się spotkanie żywego Jezusa. Bo dla każdego kluczem do wiary jest zawsze spotkanie z żywym Jezusem - to dotyczyło apostołów i to dotyczy także nas. Im mocniej przeżywamy spotkanie z Jezusem, tym pełniej otwieramy się na życie z Nim. Bo nasze życie zasadza się na Jezusie zmartwychwstałym - na Jego życiu.
Maryja. Wzorem tej, która czerpała z Niego i żyła dla Niego jest Matka Boża. Przede wszystkim Ona całkowicie opierała się na Nim. Jeszcze za doczesnego życia Jezusa, Maryja wsłuchiwała się w Niego i zachowywała każde Jego słowo w sercu. Od dnia ukrzyżowania przez trzy dni pogrążona był w ogromnym bólu, a miecz przenikał Jej serce, ale kiedy Jezus zmartwychwstał, życie Maryi odrodziło się. O tego czasu podejmowała posługę wobec apostołów. Wspierała duchowo Kościół wraz ze św. Janem, z którym Jezus połączył ją pod krzyżem szczególnym węzłem. Ona stała się duchową siłą dla rodzącego się Kościoła. Całe życie poświęciła nam, abyśmy poznawali Jej Syna, a po odejściu ze świata stała się szczególnie intensywną przewodniczką Kościoła. Jej misja trwa po dzień dzisiejszy i trwać będzie do końca czasów przez obcowanie Maryi z modlącym się Kościołem i przez jej prywatne objawienia.
Jezus zawsze był dla Maryi najbliższy jako Syn, ale Ona nigdy nie zatrzymywała Go wyłącznie dla siebie. Wskazywała Go nam, abyśmy Go słuchali, Jemu ufali i od niej uczyli się Go kochać. Dzięki Maryi Jezus może stawać się nam coraz bliższy. Ona właśnie o to zabiega u Boga przez wszystkie wieki. Bowiem pierwsza nauczyła się ufać, że jest On Mesjaszem i Zbawicielem. Bowiem otrzymała swoją misję jako Jego Matka, a potem stała się Matką naszą. Z Jej macierzyństwa, a także zaufania do Jezusa wypłynęła jej wielka miłość do Niego. Lecz wszystko, co przeżywała z Jezusem, otwierała także przed nami i dla nas, poczynając od więzi rodzinnej. My przy Niej także możemy stać się rodziną Jezusa. Przecież Jezus przez zmartwychwstanie uczynił nas dziećmi swojego Ojca, a przez miłość do Siebie powołał nas do godności swojej oblubienicy. Kto prawdziwie kocha Jezusa, ten zmierza do więzi z Nim jak oblubienica z Oblubieńcem.
Jan. Jezus dał nam także w św. Janie, swoim umiłowanym uczniu, wzór miłości do Siebie. Możemy naśladować także Jana i stawać się podobni do umiłowanego jezusowego ucznia. My także, jak On, mamy się nie bać Jezusa, choć jest On Początkiem i Końcem, Alfą i Omegą, choć przy końcu czasów będzie jaśniał jak słońce i białą szatą i królewskim pasem zwycięzcy. Jezus jest Najwyższy, ale zawsze pragnie być ludziom Najbliższy - najpierw wobec Maryi i św. Jana, potem wobec innych apostołów, a wreszcie wobec nas, którzy możemy spotykać Jezusa osobiście w Kościele.
On bowiem wybrał sobie Jana, by był szczególnym Jego apostołem dla Kościoła. Powołał Jana do misji u kresu czasów, kiedy zbliżać się będzie Jego powtórne przyjście. Jezus uczynił go opiekunem Kościoła czasów ostatecznych, powołując, jak napisano w 21. rozdziale janowej ewangelii, a potem na powołując na wyspie Patmos, gdzie nakazał pisać słowa Apokalipsy. Te słowa opisują dzieje Kościoła aż do czasów ostatecznych. Powołując Jana, Jezus pokazał mu te dzieje ogólnie, dopóki ostatecznie nie przyjdzie w chwale – jaśniejący i przepasany złotym pasem triumfatora. Wtedy Jezus wzbudzi lęk szczególnie u tych, którzy nie są gotowi na jego przyjście. Oni będą zaskoczeni i ze strachu padną na twarze. Nawet Jan nie umiał się oprzeć temu lękowi przed Jego zwycięstwem. A jednak, jak do Jana, tak i do nas, Jezus mówi wyprzedzając czasy - nie lękajcie się. To właśnie mówi Jezus do Kościoła przez Jana. I uczniowie mają się naprawdę nie lękać Jezusa, przeciwnie mają się radować Nim i nabierać Ducha. Jezus ma dla nas być bliski i kochany, nigdy nie przerażający. Tylko człowiek grzeszny, bardzo obciążony oddaleniem się od Boga jak Adam w raju i jak współczesny świat, boi się Boga i chowa się przed Nim. My zaś zostaliśmy odkupieni i oczyszczeni do nowego życia przez Jezusa zmartwychwstałego. My mamy nie bać się Jezusa, bo Jezusa boją się ludzie żyjący starym życiem.
Apostołowie. Apostołowie, skoro ujrzeli Pana w Wieczerniku, uradowali się niezmiernie. I my także mamy się Nim radować, nigdy się Go nie bać. On bowiem był umarły, a oto jest żyjący na wieki i przychodzi do nas bardzo blisko. Ale jak apostołowie rozpoznali, że Jezus rzeczywiście do nich przyszedł? Najpierw przez to, że zobaczyli jego rany. Po śladach męki poznali, że jest to ten sam Człowiek, który umarł na krzyżu. Ten sam a jednak inny - nowy, zwycięski i jaśniejący. Ten, który ma moc, daje Ducha i odpuszcza nam grzechy. Zmartwychwstały jest wolnym od grzechu świata wcieleniem tego samego Syna Bożego. Jest tym samym Jezusem, wcielonym w inny sposób. Nadal cielesny, choć ma inne ciało. Nadal można Go oglądać i dotykać, i Jezus tego uczniom nie broni. Nawet my dziś możemy też Go dotykać i dotykamy Go w Eucharystii. Dotykiem bliskości nie obrażamy Go ani nie profanujemy. Apostołowie dotykali Go, jedli z Nim, rozmawiali z Nim i pewni byli wielkiej z Nim bliskości.
Jak zatem została zbudowana ich wiara? Przez spotkanie z Nim, do którego droga wiedzie trzema sposobami. Przez widzenie i dotyk Jezusa, ale to jest dar wyjątkowy. Przez bardziej powszechny dar Eucharystii, jak uczniowie idący do Emaus. Oraz przez owoce, jakie rodzą się w naszych sercach przez przyjmowanie świadectwa świadków, którzy żyją w wielkiej bliskości z Nim, i którzy za tę bliskość ręczą własnym życiem. Bo spotkania ze Zmartwychwstałym są nam niezbędne. Są one prawdziwym fundamentem Kościoła. One także dziś, przez nasze prośby o spotkania z Nim, mogą stać się fundamentem naszej wiary i miłości do Niego. W naszym życiu możemy przeżywać spotkania ze Zmartwychwstałym. I chodzi o to, byśmy takich spotkań pragnęli i dla nich dawali z siebie wszystko. Wtedy nasze życie staje się naprawdę życiem z Nim. W Kościele naprawdę jest wielu świadków takiego życia z Jezusem. Amen.
dk. Jan Ogrodzki

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz