poniedziałek, 26 października 2026

PRZEBITY JAK JOZJASZ

Jozjasz. Zachariasz, około V w. p. Chr., zapowiada czasy mesjańskie, czasy ostateczne, kiedy przyjdzie Mesjasz Izraela. Wtedy rozleje się Duch łaski przebłagania na odpuszczenie ludzkich grzechów. Wtedy też wytryśnie źródło wody na obmycie serc z grzechów. Zachariasz też zapowiada, że ta łaska przebłagania, zrealizowana ostatecznie w śmierci Jezusa na krzyżu, napotka też sprzyjającą odpowiedź ludzi, kiedy wstrząśnie nimi spojrzenie na Tego, którego przebili, tak że będą płakać nie tyle nad Nim, ile nad sobą, że to z powodu ich grzechów Mesjasz został przebity. Będą płakać nad tą śmiercią, jak płakano w Haddad-Rimmon na równinie Megiddo, gdzie w 520 r. p. Chr. zginął z rąk faraona Neko przebity włócznią wspaniały król judzki, Jozjasz. Był to wyjątkowy król, reformator religijny i odnowiciel kultu w Jerozolimie. Po jego śmierci cała Judea rozpaczała, jak się rozpacza nad śmiercią jedynaka.

Jezus. Zachariasz przypomina tę rozpacz ludu, gdyż będzie ona, według jego proroctwa, zapowiedzią losu Mesjasza. Płacz ludu stanie się zaczątkiem  nawrócenia w czasach mesjańskich i później w czasach ostatecznych. I jeśli wydaje się nam, że ludzie mają płakać nad zabitym na krzyżu Jezusem, to jesteśmy w błędzie. Bo Jezus mówi do nich – nie płaczcie nade Mną, ale płaczcie nad sobą i nad waszymi dziećmi. Te łzy nad Jozjaszem i nad Jezusem mają być ostatecznie łzami zapowiadanego na czasy ostateczne nawrócenia. Te łzy mają się stać zaczątkiem płaczu nad sobą, impulsem do przemiany serca. Dziś, kiedy świat gorzeje w coraz większych grzechach i jednocześnie Bóg wylewa swą moc przez Ducha (co widzimy obecnie we wspólnotach charyzmatycznych i w masowych nawróceniach, np. we Francji), dawne proroctwa zapowiadają nadchodzący wielki płacz ludzkości nad swoimi błędami i upadkiem moralnym - płacz, który ostatecznie zaowocuje nawróceniem.

Krzyż. Krzyż Jezusa jest źródłem oczyszczenia ludzkości i wylania Ducha nawrócenia. On wtedy zaczął się wylewać, a w tych czasach ostatecznych  dopełnia swojego działania. Ten krzyż jest jeden i niezastąpiony, ale kiedy ludzie zobaczą siebie, swoje wnętrza, w świetle Ducha, wtedy zapłaczą, a to sprawi, że zaczną pragnąć nawrócenia. I wtedy potrzebna będzie im wskazówka Jezusa, co mają robić, aby pójść za Nim. Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z Mego powodu, ten je zachowa na wieczność.

I nie mówię tego za względu na ludzi, ale z miłości do Jezusa, któremu bardzo zależy na ludziach, bo kocha ich i chce, by byli zbawieni, nie potępieni. Zły duch straszy ludzi, że Bóg jest okrutny, nawołuje do krzyża, cierpienia i nie ma dla nich ducha radości. A jest dokładnie przeciwnie – Bóg ma wspaniałego Ducha radości, a ich smutek płynie od złego ducha. To on mówi im – tak, zobaczycie, będziecie cierpieć, bo to jest taki Bóg, który lubi, gdy ludzie cierpią. Ten Bóg chciałby sprowadzić na was taki sam krzyż, jak na Jezusa. Cóż za brednie głosi ten zły! A jednak ludzie w to wierzą i noszą w sercach fałszywe obrazy Boga.

To zło sprowadza na ludzi cierpienie i krzyż. I większą jego część wziął na siebie Jezus, by uwolnić nas, zwłaszcza, gdy chodzi o taki skutek grzechu, jak utrata życia wiecznego. Zwycięstwem Boga jest to, że On bierze te najgorsze skutki zła na siebie. Bo wolą Boga nie jest to, by ludzie cierpieli. Wręcz przeciwnie! Dlatego Syn Boży wziął to ludzkie zło na siebie. Wolą Bożą jest, by nas bronić przed złem i potępieniem. Ta Jego wola wynika z wielkiej Miłości do nas. Tej swej miłosnej woli poddał się Syn Boży dla nas. Jego kalwaryjski krzyż był wyrazem miłosnej Bożej woli. A do nas Jezus mówi, byśmy także poddali się miłosnej Bożej woli. W tym celu dobrze jest przyjąć krzyż swój, czyli ciężar swojego własnego życia.

Nasz krzyż. Jezus miał jedyny i niepowtarzalny ciężar swojego życia, i przyjął go dla nas, ale my mamy także ciężar naszego życia – krzyż swój. Kiedy go przyjmujemy, naśladujemy miłosną postawę Jezusa. Krzyż nasz to wola Boża wobec nas. Nie obejmuje ona tylko cierpienia, ale całość drogi, jaką Bóg nas prowadzi. Jednych prowadzi przez większe innych mniejsze cierpienia, i każdemu daje jarzmo, które jednak okazuje się słodkie i lekkie. Ta słodycz bierze się z miłości do Jezusa; tak, jak Jezus miał słodkie życie i słodką śmierć, ponieważ miłował i był miłowany przez Ojca. Człowiek nie może tylko za wszelką cenę unikać cierpienia i śmierci, ponieważ wtedy traci życie duchowe,  które jest mu dawane na wieczność. A nic nie jest na ziemi cenniejsze niż życie wieczne. Nic!

Ks. dk. Jan Ogrodzki

      

 

    

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz