Żyjemy w sposób jakże niepełny, słabujemy, chorujemy, wreszcie umieramy i nie mamy poczucia pełni naszego życia. Świat, na którym żyjemy jest także bardzo niedoskonały i doświadczamy na nim zagrożeń, i niebezpieczeństw śmierci. Jednocześnie mamy wielkie pragnienie życia i trzymamy się życia kurczowo, także tego doczesnego, bo w istocie nie znamy życia innego. Naprawdę tak jest, nie znamy go, choć zostało nam objawione i zapowiedziane życie wieczne. Współcześnie, wraz z dechrystianizacją, osłabieniem wiary i nagromadzeniem zła w świecie, pojawiają się w ludziach liczne zwątpienia i niepokoje, przez co jesteśmy coraz mocniej przywiązani do doczesności. Rzeczy nadchodzące po śmierci, a także świat duchowy stają się dla ludzi niewyraźne i niepewne. Widać to nawet w życiu ludzi żyjących chrześcijaństwem, bo doczesność jest w nas wpisana głęboko i jakoś bliższa sercu, a rzeczywistość Boża i perspektywa wieczności często nas nie porusza. Dzieje się tak mimo, że Bóg cały wysiłek Objawienia i przyjście na świat swojego Syna nakierował na to, by ludziom dać poznać, że On JEST i jest życie wieczne przygotowane dla ludzi. Jakże trudno nam tym objawieniem i przylgnąć do Boga z prawdziwą miłością.
Tymczasem Bóg już w Starym Testamencie mówi o tym, że stworzył ludzi dla siebie i że oni żyją dla Niego. Jeśli ich stworzył i dał im zadania w życiu doczesnym, to nie może zrezygnować z nich, kiedy oni umierają, a umierać muszą z powodu swojej pochodzącej od grzechu śmiertelności. Tak więc Bóg, jeśli dał nam cielesne życie doczesne na ziemi, to chce też, byśmy mieli także cielesne życie w wieczności. Co więcej w wieczności będzie to nowe życie cielesne, życie chwalebne. Takie są zatem zamysły Boże objawione na kartach Pisma Świętego. Te zamysły Bóg zapowiada już w Starym Testamencie – otwieram wasze groby ludu mój i wydobywam was z grobów. (Ez 37)
Aby nasze ziemskie groby „otworzyć” i „pokonać” przychodzi na świat Syn Boży. Zapowiada o sobie: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Przy końcu czasów, w czasie ostatecznym mamy od Boga zapowiedziane, że będziemy mieli nowe życie w nowym świecie, bo pierwsze życie jest tymczasowe i przemija. Dla tej właśnie misji Jezus poświęca się i wypełnia swoją misję. Dla tej sprawy ofiarowuje lata nauczania, cierpienie z powodu grzechów ludzkich i śmierć na Krzyżu. I po tym przeżyciu jedynej Ofiary Nowego Testamentu Jezus zmartwychwstaje. Wtedy wylewa na świat i na Kościół Ducha Świętego, a to się dzieje właśnie po to, by dać ludziom odkupienie z grzechów, oczyszczenie serc, uzdrowienie duchowe i szczęście wieczne. To wszystko Bóg czyni przez swojego Syna, Jego Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie.
Ale ludzie nie traktują tego dzieła wcale poważnie. Oddaliby całą wieczność za pięć minut doczesności, bo w wieczność powątpiewają. I to jest tragedia świata, i człowieka. Nieład i niewiara w sercach. Wkradaj ą się one także do chrześcijaństwa i do Kościoła, który ma w sobie wciąż wiele doczesności.
Potężnym znakiem przygotowującym Jezusowe dzieło obdarowania nowym życiem przez swoje zmartwychwstanie jest wskrzeszenie Łazarza. Jak ludzie przez wszystkie pokolenia, jak i my obecnie, tak samo rozpaczała wtedy Marta z Betanii – Panie gdybyś tu był mój brat by nie umarł. Albo jak inni Żydzie pytali, tak i my pytamy – Czy On nie mógł sprawić, żeby Łazarz nie umarł? Czy On nie mógł sprawić, żeby nie umarło moje dziecko? Żeby nie wydarzały się wojny ani inne nieszczęścia? To są nieustające pytania, które doprowadzają nas do osłabienia a nawet utraty wiary.
A tymczasem Jezus mówi - Kto żyje i wierzy we Mnie nie umrze na wieki. Nie umrze na wieki, a nie docześnie. Bóg dopuszcza śmierć doczesną, także różne nieszczęścia. By to pokazać, Jezus zatrzymuje się kilka dni w drodze do Betanii i wyczekuje aż Łazarz umrze. Jego śmierć jest potrzebna, by objawić wielkie działa Boże. Podobnie jest z nami i ze światem. Nasze cierpienie i śmierć są potrzebne dla ukazania wielkich dzieł Bożych, a dziełami tymi są : oczyszczenie dusz ludzkich, danie ludziom nowego życia w nowym ciele i przeminięcie doczesności. To jest w planie Boga zapisane i to się ma spełnić. Tymczasem my trzymamy się kurczowo doczesności, a nowe i wieczne wydaje się nam mgliste, dalekie i niepewne. Wszystko to dlatego, że nie żyjemy wiarą i Bogiem, nie jesteśmy do Niego przywiązani, raczej przywiązujemy się do doczesnego życia. Nasza słaba więź z Bogiem sprawia, że nie pragniemy życia z Bogiem. To jest nasza tragedia.
Dlatego nawet najcenniejsze dary i największe dobro od Boga nie zmienia często naszego złego nastawienia do Niego. Bóg jest dla nas potężny, poważny, ale daleki, nie bliski, nie zatroskany o nas i nasze życie wieczne. A do tego jesteśmy jakże niekonsekwentni. Żydzi, w osobach faryzeuszów czy Kajfasza teoretycznie oczekiwali Mesjasza. Chcieliby, żeby przyszedł, ale nie wiedzieli, jak należałoby Go przyjąć. Być może Jezus jest od Boga, ale jak wtedy poradzić sobie z Rzymianami i utratą własnego autorytetu i własnej władzy? A przecież Rzymianie to zagrożenie. Strach przed Rzymem i strach o siebie były u Kajfasza silniejsze niż pragnienie Mesjasza. Nawet jeśli to Mesjasz, to lepiej Go zabić, niż narazić się Rzymianom. Bo czy Bóg nas obroni przed Rzymianami? Czy nie są to i dziś nasze pytania?
Dk. Jan Ogrodzki

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz